Stosunkowo niedawno Charli XCX szczerze wyznała, że nie wie czy kiedykolwiek jeszcze wyda studyjną płytę, ponieważ uważa, że jest to gatunek martwy. W rekompensacie, w 2017 r. dostaliśmy od brytyjskiej artystki dwa solidne mixtape’y. Na początku roku hipnotyzujący – Number 1 Angel i na koniec elektryzujący – POP2, nad którym wokalistka współpracowała m.in. z Carly Rae Jepsen, CupcakKe i Tove Lo.
POP2 określiłbym mianem hybrydy stworzonej z Number 1 Angel i Vroom Vroom EP. Z pierwszego mixtape’u wziąłbym lotność, rytmiczność i ładnie modyfikowany autotune, którego jednak momentami jest zbyt dużo. Opozycyjnie z drugiego wydawnictwa wzięła tępe, krótko cięte, mechaniczne melodie. W efekcie dostaliśmy coś pomiędzy mocną elektroniką, a dobrej jakości popem.
Patrząc z biegiem czasu na dyskografię Charli XCX, można wyraźnie zauważyć, że artystka usilnie próbowała stworzyć coś oryginalnego, alternatywnego i futurystycznego. Poprzednie wydawnictwa nie były perfekcyjne, to też nie jest. Jest jednak znacznie lepsze, spójniejsze i dopracowane. I właśnie w tym momencie zdaje się, że wokalistka zaczyna przecierać nieznane szlaki i tworzyć coś, czego współczesne piosenkarki boją się robić. Charlotte wyszła na dobre z tej strefy komfortu i stała się w pewnym stopniu trendsetterką. Czyżby to właśnie tak miał brzmieć pop przyszłości?
Momentami odbiór całego wydawnictwa psuje wszechobecna modyfikacja wokalu. Autotune dodaje często klimatu, ale tu jest go zwyczajnie za dużo. Całkowitym przesytem jest Lucky, gdzie przez nużącą warstwę muzyczną przebija się znieszktałcony głos Charli XCX. Lirycznie też nie jest tu najlepiej. Znacznie ciekawiej zabieg ten został przeprowadzony chociażby w Backseat i Tears. Bez przesytu i z głową.
Jestem pod wrażeniem kolejnej kolaboracji z MØ. Na Number 1 Angel było genialne, zwiewne i cholernie wyraziste 3am (Pull Up), a teraz jest delikatne i przyjemne Porsche, gdzie w refrenowym tle słychać łagodnie zakończone elektroniczne dźwięki. Nie wiem jak się to dzieje, ale ich współpraca zawsze jest genialna – wokale wzajemnie się dopełniają i razem płyną.
Przy N1A czepiałem się, że CupccaKe w Lipgloss wypadła zbyt agresywnie i zniszczyła genialne w swojej podstawie utwór. Raperka pojawiła się ponownie na POP2 w I Got It, zaraz obok genialnej i charyzmatycznej Brooke Candy i Pabllo Vittar. I o ile tym razem pierwsza artystka wpisała się w klimaty, o tyle długie dźwięki ostatniego pana nie pasują tu w ogóle. Na szczęście chwilę później jest świetny, drobno pocięty, elektroniczny instrumental.
Generalnie z nowym rokiem życzyłbym sobie, żeby pomiędzy komercyjnymi artystkami zachodziły genialne współprace i utwory na miarę Out Of My Head, Backseat czy wspomniane wyżej Porsche. Jeżeli chcecie usłyszeć jak powinna wyglądać prawdziwa kolaboracja pomiędzy wokalistką a raperem – włączcie Delicious.
Wśród tych wszystkich monotonnych, nic nie wnoszących do przemysłu industrialnego wydawnictw, które w swojej zawartości powielają utarte schematy, Charli stworzyła piękną i futurystyczną alternatywę. Zaprosiła sporo gości, których w większości przypadków nie usłyszymy na co dzień w radiu (no może za wyjątkiem Carly, Almy i Tove Lo). Dzięki tym wokalistom udaliśmy się w podróż od Ameryki, przez Brazylię aż po Estonię, gdzie urodził się Tommy Cash.

