Site icon All About Music

Ceremony wystąpili w warszawskiej Hydrozagadce. Relacja Izabeli Zadury

Ceremony to amerykański zespół punk-rockowy, niegdyś znany pod nazwą Violent World. Chociaż grupa ma na swoim koncie już sześć albumów studyjnych, nie miałam wcześniej styczności z ich twórczością i byłam zaintrygowana tym, jak wypadną na żywo.

Po osłuchaniu się z potencjalną setlistą oraz najnowszym albumem zespołu, wydanym w sierpniu In The Spirit World Now, ciężko było mi porównać brzmienie Ceremony do jakiejkolwiek innej grupy. Być może słychać w ich muzyce echa Joy Division, ich energia jest jednak nieporównanie większa, bardziej zbliżona do współczesnych punkowych bandów typu Slaves.

Piątkowy wieczór koncertu rozpoczął się od chwili prawdziwej grozy – po wejściu do klubu Hydrozagadka jakieś dwadzieścia minut przed planowym występem supportu okazało się, że ja i moja towarzyszka jesteśmy jednymi z pierwszych gości. Klub był prawie zupełnie pusty. Taka sytuacja utrzymała się przez kolejną godzinę, również w trakcie seta młodego, polskiego zespołu Lukier, który grał do garstki wiernych fanów / znajomych zgromadzonych pod sceną. Brawa za odwagę i za całkiem niezły występ.

Na szczęście przez wejściem na scenę gwiazdy wieczoru klub praktycznie się zapełnił. Ceremony nie tracili czasu na pogawędki z publiką, rzucając w naszą stronę dosłownie kilka słów. Zwykle mocno takie zachowanie krytykuję, tym razem jednak raczej mnie nie raziło, współgrając z image’m zespołu. Oprócz wielkiej dawki solidnej, punk-rockowej energii, dobrze wpasowującej się w atmosferę klubu, oraz ciekawej setlisty przeplatającej starsze utwory z nowymi, występ panów z Ceremony nosił znamiona performance’u. Największa zasługa w tym gitarzysty, który wystąpił w koronkowej, kwiatowej koszuli (później już bez niej) oraz pończochach typu kabaretki.

Końcówka seta zespołu była nieco chaotyczna. Zachęcona przez wokalistę publiczność praktycznie zaatakowała go na scenie, a mosh pit, który jednocześnie powstał, był naprawdę agresywny. Przed zejściem za kulisy zespół obiecał zagrać dwa bisowe kawałki, ale albo nie umiem liczyć, albo zagrali tylko jeden, na dodatek trwający nieco ponad minutę. O ile przez większą część wieczoru bawiłam się świetnie, takie zakończenie negatywnie wpłynęło na mój odbiór całości koncertu. Mimo tego mam nadzieję jeszcze kiedyś zobaczyć Ceremony na żywo.

Exit mobile version