Site icon All About Music

Céline Dion – Loved Me Back to Life (2013), recenzja Marka Generowicza

Celine Dion jedną z najlepszych wokalistek jest i basta. Jej My Heart Will Go On stało się najbardziej romantyczną piosenką wszech czasów, jej cover All By Myself śpiewała osamotniona Bridget Jones i w końcu stworzyła cover The Power Of Love Jennifer Rush, który dotarł do 1. miejsca listy Billboard, czego nie uczynił nawet oryginał. Mało? A więc zapraszam do zapoznania się z Loved Me Back To Life po więcej argumentów.

Aby przybliżyć zawrotną karierę Celine Dion należałoby napisać nie jeden tom. Zadebiutowała w 1981 roku francuskojęzycznym krążkiem Le Voix Du Bon Dieu, lecz dopiero anglojęzyczne The Colour Of My Love czy Falling Into You zawładnęły całym światem. To one zrodziły przebojowe Think Twice czy Because You Love Me. Później doczekała się duetów z legendami – Barbarą Streisand, Bee Gees czy R. Kelly’m, a pod koniec XX wieku zrodziła największy hymn miłosny do najsłynniejszego melodramatu wszech czasów Titanica. W nowym milenium stworzyła jeszcze znane w Polsce I Drove All Night czy A New Day Has Come, lecz nie powtórzyły za Oceanem takiego sukcesu jak ich poprzedniczki. Potem dużo mówiło się o niej w kontekście uzależnienia od alkoholu, a jej kariera stanęła w miejscu. W 2012 roku powróciła z francuskojęzycznym albumem Sans Attendre, lecz dopiero teraz wydawnictwem Loved Me Back to Life chce nawiązać do lat świetności, kiedy to odnosiła sukcesy większe nawet niż Whitney Houston czy Madonna.

Zdecydowanie starania odniosły skutek i zaowocowały 13. piosenkami w wersji standardowej. Artystka po raz kolejny postawiła na miłosne ballady, które mają wzruszać kolejne pokolenia, tak jak kiedyś All By Myself. I kandydatów znajdziemy na nowym krążku sporo, choćby niezwykle poruszające Always Be Your Girl z mocno zaangażowanym wokalem Celine Dion. W Thankful pojawia się wokalistka spełniona, która tworzy z potrzeby serca i swoim głosem stara się się zarazić kolejne pokolenia, które wychowują się na jej piosenkach. W tym utworze dodatkowo daje pokaz skali swojego głosu, choć niestety najlepsze lata artystka ma dawno za sobą. Kanadyjka postawiła także na współpracę z gwiazdami – tym razem zaprosiła Ne-Yo oraz… uwaga… Steviego Wondera. Z tym pierwszym zaśpiewała najbardziej pompatyczny utwór na płycie – Incredible, który jak sama artystka wspominała miał być po prostu niesamowity, wielki. Od siebie dodam tylko, że to miła odmiana posłuchać Ne-Yo w innym repertuarze niż tanecznym, choć i tak chowa się w cieniu za potężnym głosem Celine Dion. Co innego duet ze Steviem Wonderem, którym brzmi naturalnie i świetnie się w nim odnajduje – w końcu to on napisał dla niej ten utwór. Overjoyed nie jest może tak wyraziste jak dawne kolaboracje Kanadyjki, jednak świetnie oddaje naturę Wondera i jego barwny, radosny wokal.

Na single wybrała tytułowe Loved Me Back To Life oraz Somebody Loves Somebody. Nie wiem dlaczego, ale wybór padł na najbardziej drapieżne utwory na całej płycie. Nie są to typowe ballady oparte na klawiszach i z płynącym jak wiatr na morzu wokalem piosenkarki – tu daje o sobie znać jej pazur, który pokazała już choćby na poprzedniej płycie Sans Attendre. Na wyróżnienie zasługuje także Water and a Flame, w oryginale wykonany przez Daniela Merriweathera oraz Adele. Jest to udany cover, wykonany bardzo poprawnie, jednak bez tego błysku i łatwości w głosie z jakim uczyniła to autorka Skyfall.

Loved Me Back To Life bardzo przypadł mi do gustu. Brakowało mi tego charakterystycznego wokalu w show-biznesie, wciąż żyliśmy jej dokonaniami sprzed dekady, jednak wierząc, że powróci z nowymi piosenkami. I oto jest – doświadczona życiem, z którym chce się dzielić i wciąż inspirować kolejne pary zakochanych. Choć to krążek udany, to jednak rzemieślniczo poprawny, brak tu błysku, wielkości samej autorki, która przecież ujawniała się w kolejnych singlach. W niemal każdej kompozycji pojawia się jakieś „ale”, choć album obronię tęsknotą za wokalem Celine Dion. Na ten głos czekało się tak długo, że każda kompozycja słuchana jest z utęsknieniem i niejako podziwem. Podziwem, że ta kobieta wróciła do wielkiego śpiewania dla zwykłych odbiorców. Najnowszy krążek wcale nie neguje jej wielkości, jedynie potwierdza światową klasę Kanadyjki i pokazuje, że w dzisiejszym show-biznesie brakuje tak charyzmatycznych wokali oraz tak romantycznych kompozycji, w których całkowicie oddaje ducha miłości. Apel do polskich artystów – uczcie się od mistrzów. A raczej mistrzyni…

Album
Exit mobile version