Site icon All About Music

Celebracja życia w każdej chwili. Troye Sivan — Something To Give Each Other, 2023 (recenzja)

W końcu nadszedł czas, kiedy Troye Sivan powraca ze swoim najnowszym wydawnictwem. Jego poprzedni projekt, czyli EPka IN A DREAM zawiała negatywnymi emocjami, nie tylko w życiu personalnym Troye’a, ale także towarzysząca w tym czasie pandemia koronawirusa. Australijczyk pokazał się wtedy z najszczerszej swojej odsłony — samotnego mężczyzny potrzebującego bliskości, który nie kryje swoich uczuć. Z czasem zaczęło się poprawiać u Sivana, czego dowodem jest Angel Baby, które było zapowiedzią zmiany nastroju z ponurej, depresyjnej EPki, na jej przeciwieństwo.

Wraz z wydaniem Something To Give Each Other postanawia wziąć się w garść i czerpać z życia jak najwięcej, a także rozlicza się z demonów towarzyszące mu przez ostatni czas. Owszem, jest to nadal szczere wydawnictwo, jednak momentów do płakania w poduszkę jest zdecydowanie mniej i dosłownie przez pół godziny można doświadczyć tego przynajmniej raz. Something To Give Each Other to jest zabawa, ryzyko, przy którym można chwytać dzień, ale też marzenie o zbudowaniu długotrwałej relacji oraz finalnym końcu samotności. A wszystkie te dobre, jak i złe chwile ceni sobie na swój sposób. W tym przypadku ukazuje to muzyką.

Rush stał się hitem lata i hitem Tik Toka. Nic dziwnego, skoro pobudza wszystkie endorfiny w jakże tanecznym stylu. Chwytliwy refren, tryskająca z tekstu oraz teledysku energia społeczności LGBT+ stały się przepisem na sukces i śmiało zaliczam tę pozycję jako najmocniejszy akcent na płycie. 

Zrobotyzowany głos One Of Your Girls dodaje kobiecości dla żeńskiej wersji Troye’a w teledysku. Zobrazował w nim swoją wizję na tę piosenkę i jestem wręcz zachwycona tą pozycją. Miłym zaskoczeniem okazał się In My Room z Guitarricadelafuente. Dzięki obecności języka hiszpańskiego (który okazał się głównym sprawcą mojego szoku) na pewno dużo zyskuje, a także dodaje odrobiny sensualności. Choć jestem zdania, że jest to bardziej utwór dla tych osób ze złamanym sercem.

Wspomniałam o tym, że tylko raz można zalać się łzami. Tym oto sposobem cofamy się do czasów IN A DREAM, a konkretniej do ballady Still Got It. Nie brakuje w niej wspomnień o Australii, wspomnień dobrych chwil, a tym razem wszystkie przeżyte momenty przypominają o tej jednej osobie. Ostatecznie Troye wychodzi na prostą, a Still Got It staje się jego katharsis po tamtej relacji.

Nie jestem za to zwolenniczką Can’t go back, baby pomimo sampla Jessici Pratt. Jest ładnym przerywnikiem od tych skoczniejszych, szybszych piosenek, ale brakuje mi w nim efektu wow. Natomiast następujący Got Me Started porywa nas znowu w wir tańca, z którego Can’t go back, baby nas porywa w rytm memicznego Bad Raiders. Mimo to utwór nie odstrasza, a wręcz przyciąga ze sobą kolejnych potencjalnych słuchaczy swoim dyskotekowym, hyperpopowym charakterem.

Album Troye’a jest bardziej nastawiony na mainstream od poprzednika, ale nadal nie brakuje szczerości w tym, co chce nam przekazać artysta. Jest to idealne połączenie popowego, komercyjnego Bloom z tekstami do refleksji z Blue Neighbourhood, czy IN A DREAM. Troye z każdą kolejną piosenką odkrywa siebie na nowo i na nowo porusza w głównej mierze społeczność LGBT+, tak jak to zrobił na początku swojej kariery. Mogę przyznać z czystym sumieniem, że to jest jeden z lepszych popowych wydawnictw tego roku.

Exit mobile version