Site icon All About Music

Caravan Palace – Chronologic (2019), recenzja Jakuba Kopanieckiego

Lone Digger. Jeden utwór zaprosił miliony do świata wysokooktanowego electro swingu, a do fenomenalnego, animowanego teledysku, chce się tylko wracać i wracać. Caravan Palace, ambitna, francuska formacja, mogła wreszcie wyjść ze swojej niszy i dać się poznać całemu światu (trzecia pozycja w US Dance Chart Billboardu!), poczułem jednak obawy, czy nie poświęci swojego stylu dla popularności oraz czy sukces wspomnianego singla oraz albumu <|°_°|> jest w ogóle możliwy do powtórzenia. I tu, i tu odpowiedź brzmi nie. Ale jedno jest na tak – Francuzi odwalili kawał dobrej roboty. Tej płyty nie da się tylko słuchać – do niej chce się tańczyć!

Niech nie zwiedzie Was animowany teledysk – wiodący singiel, Miracle, to zupełne przeciwieństwo burzliwego Lone Digger. Kompozycja jest łagodnie psychodeliczna i transowa, oparta na „bujającym się” rytmie i kalejdoskopie rozmytych brzmień, budujących tło dla rapowanej partii wokalnej. Piosenka bez problemu mogłaby zagościć w repertuarze Daft Punk, a w dziedzinie recyklingu tego, co najlepsze w retro, mają oni niewielu sobie równych. About You z gościnnym udziałem Charles’a X to rasowa, swingowa uczta, smakowicie łącząca R&B, sample i ciężką, elektroniczną linię basu, z towarzyszeniem nieodzownych, komicznie przesterowanych chórków. Te dwa utwory definiują niejako całą płytę, gdyż muzycznej Ameryki nie odkrywają, nie wyznaczają nowej jakości, ale wyśmienicie bawią się swoim gatunkiem, łącząc odległe (albo i nie?) bieguny muzyki w przesprytny sposób.

Nie brak również odstępstw od modelowej dla zespołu formuły. Lekkie, letnie Moonshine zabiera nas na rajską wyspę, dając trochę oddechu od, mimo wszystko, gęstego brzmienia electro swingu, Melancolia natomiast znalazła się tutaj chyba przez przypadek. Utwór brzmi do bólu konwencjonalnie, pasuje do repertuaru mainstreamowej gwiazdy popu i nie ratują go nawet swingujące partie instrumentalne w drugiej połowie. Na szczęście Plume powraca na dobre tory, pokazując, że można inspirować się wakacyjnymi przebojami, nie poświęcając swojej tożsamości (i godności). Wyśmienite połączenie latynoskiej rytmiki z karaibskim klimatem, bez zbędnego przepychu i patosu. Miodzio!

Waterguns to mój niekwestionowany numer jeden. Zachwycił mnie nieoczywistą harmoniką, ostrymi staccatami big-bandu dialogującymi z wokalem i hipnotyzującym groovem. Ta piosenka po prostu brzmi pięknie, jest technicznie dopieszczona, ale nie upiornie sterylna. Leena, będąca raczej na końcu rankingu miodności, nie jest mimo wszystko zła, ciekawie mieszając a’la dubstepowe, masywne akordy z zaskakująco długimi, samodzielnymi fragmentami instrumentalnymi. Supersonics zaś bezwstydnie porywa nas na dyskotekę rodem z lat 90-tych, imprezę o niemalże, nomen omen, naddźwiękowym impecie. Znowu troszkę inaczej, znowu szczypta innego gatunku, niezmiennie jednak autentycznie i w przyjętym kluczu.

Zamykający krążek utwór April to wyśmienite podsumowanie ponad półgodzinnej podróży, kontrastujące cichutkie, subtelne partie wokalne zgrane niczym ze zdartej płyty, z monumentalnymi, na różnorakie sposoby dekonstruowanymi elektronicznie partiami instrumentalnymi. Nie jest to utwór doskonały, ale łapka w górę za układanie kolejności piosenek na płycie.

Chronologic nie wywraca świata muzyki do góry nogami i nie wróżę mu olbrzymiego, komercyjnego sukcesu. Ci jednak, którzy pokochali Caravan Palace za Lone Digger, jak i śledzący poczynania francuskiego zespołu od ich debiutu w 2008 roku, będą po prostu zadowoleni, a nieraz nawet zachwyceni. Szczerze powiedziawszy, może to i dobrze, że płyta nie jest przekombinowana – z małymi potknięciami satysfakcjonuje od początku do końca, nie zapierając tchu, ale też nie męcząc, zwłaszcza przerostem ambicji. Gdyby tylko nie trwała zaledwie 35 minut…

Exit mobile version