Moja recenzja będzie nieco inna, gdyż pisana z pozycji osoby, która pierwszy raz sięgnęła w całości po krążek Bruno Marsa, dotąd znając jedynie wypuszczane single. Bruno Mars, artysta, który do tej pory kojarzył mi się z facetami w małpich maskach na twarzy, z rękami w spodniach i śpiewających o niczym, zadziwił mnie i zaskoczył swoim najnowszym materiałem. A więc co mnie skusiło ażeby sięgnąć po album Bruno?
Po pierwszym singlu Locked out of Heaven, który jakoś szczególnie mnie nie urzekł, głównie ze względu, że jest to typowo radiowy kawałek, który wpada w ucho, jednak nie pozostaje tam zbyt długo, Bruno wypuścił numer Moonshine. I właśnie on mnie zaintrygował i zachęcił do przesłuchania całego materiału.. W tej piosence Bruno jest nieco spokojniejszy, romantyczny, a przy tym urzekający. I jak zazwyczaj nie sięgam po typowo popowe albumy tak teraz zrobiłam wyjątek i się nie rozczarowałam. O dziwo nie jest to kolejna papka, odśpiewana na jedno kopyto. Jest ciekawie i dosyć różnorodnie przynajmniej w warstwie muzycznej.
Unorthodox Jukeboxto drugi krążek urodzonego w Honolulu Bruno Marsa. Krążek został udostępniony przez samego artystę o wiele wcześniej przed premierą. Płyta zawiera tylko 10 kompozycji, więc nie jest to zbyt długie obcowanie z muzyką Marsa. To niewiele ponad 30 minut z jego twórczością,. Nie ma też za wiele możliwości na rozpisywanie się. Zaznaczam, że odnoszę się tylko i wyłącznie do tego jednego jedynego krążka i Bruno, którego na nim poznałam. Moi koledzy redaktorzy zapewne będą wspominać jego wcześniejsze dokonania i je analizować. A więc na swoim drugim krążku Bruno pokazuje nam swoje różne oblicza od melancholijnych ballad do energicznych, porywających numerów. Niewątpliwie eksperymentuje i bawi się dźwiękami, które potrafi idealnie dobrać do swojego wyrazistego i specyficznego wokalu.
10 kompozycji możemy podzielić na spokojne i melodyjne numery oraz te nieco żywsze i energiczne. Tak, więc w pierwszej części znajdziemy wspomniane przeze mnie Moonshine, Nataliie, When I was Your Man czy If I Knew. Z kolei do drugiej grupy zaliczyć możemy Young Girls. Piosenkę, która wpada w ucho i dobrze jest tam wyeksponowany wokal Bruno. Podobnie jest w piosence Gorilla, na minus w niej są tylko końcowe chórki. Ponadto mogę do tej grupy zaliczyć Show Me oraz Money Make Her Smile, a także Treasure.
Tekstowo jednak Bruno się nie popisał. Głównie śpiewa o miłości, seksie, zabawie i pieniądzach. Nudno i powtarzalnie.
W piosenkach utrzymanych raczej w spokojnym klimacie, w pewnych momentach Bruno naprawdę pokazuje pazur. Jego wokal jest specyficzny i przez to ciekawy. Zdarzają mu się ciepłe, miejscami akustyczne, pełne dyskretnych ozdóbek kompozycje. Album Bruno zawiera niewiele ponad trzydzieści minut muzyki. Jednak jest to muzyka dopracowana, porywająca i wpadająca w ucho. O dziwo Bruno przekonał mnie do swojej płyty i myślę, że wam również się powinna podobać.
