Site icon All About Music

Brodka wystąpiła na warszawskiej Pradze. Relacja Karoliny Posytek

To już kolejna recenzja naszej redakcji z warszawskiej Pragi. Ale co tu się dziwić, skoro to miejsce zapewnia występy najlepszych polskich artystów podczas tego lata. Tym razem miałam okazję być na koncercie Brodki, sprawdźcie co się działo na tym wydarzeniu!

Sama Monika nie mogła sobie przypomnieć kiedy grali ostatni koncert, ale ja pamiętam, ponieważ tam byłam. Koncert na Pradze był pierwszym, pełnowymiarowym, koncertem Brodki od ponad roku, ponieważ swój ostatni koncert zagrała 22 czerwca 2019 roku w Warszawie, z cyklu H&M Loves Music. Od tego czasu nie mogliśmy pójść na koncert tej artystki. Zdarzyły się jedynie jakieś gościnne występy, np. na Sylwestrze w Poznaniu, gdzie zagrała kilka utworów z Krzysztofem Zalewskim, a także występ na Rapsodii Śląskiej, którego jednak nie można zaliczyć do pełnowymiarowego koncertu Brodki. Dzień przed koncertem w Warszawie miał się odbyć koncert w Katowicach, jednak z bliżej nieznanych przyczyn, został on odwołany. Dlatego też bardzo się cieszę, że w końcu była okazja do usłyszenia tej artystki na żywo!

Koncert rozpoczął się z lekkim opóźnieniem, ponieważ dopiero około godziny 20.50, jednak co tu dużo mówić, warto było czekać! Mogliśmy na nim usłyszeć utwory zarówno z Grandy, Clashes jak i Ep-ki LAX, a także jeden utwór z pierwszej płyty Brodki.

Koncert rozpoczął utwór z Grandy, na sam początek usłyszeliśmy Krzyżówkę dnia, a zaraz po niej zabrzmiało Varsovie.

Potem zabrzmiały kolejne dwa hity z Grandy, Saute, jednak w nieco innej aranżacji niż tej znanej z płyty, oraz K.O. podczas którego mogliśmy usłyszeć dźwięki tamburynu, na którym rytmy wybrzmiewała Brodka.

Następnie zabrzmiały dwa utwory z Clashes, Horses oraz Santa Muerte, czyli jedne z singli z czwartego albumu artystki. Podczas całego koncertu widać było, że nie tylko publiczność, ale sama Monika bawiła się świetnie! Co prawda, podczas większości utworów, oprócz śpiewania Monika grała także na gitarze, jednak nie zabrakło i tańców!

Następnie zabrzmiał fragment utworu W Pięciu Smakach, w aranżacji znanej z płyty MTV Unplugged Brodka, a następnie reszta utworu już w bardziej rockowym klimacie!

Kolejno usłyszeliśmy Up in the Hill, a po nim My Name Is Youth, czyli najbardziej punkową piosenkę Brodki w jej całym dorobku, co tu dużo mówić, był szał!

Ale prawdziwy zaczął się podczas kolejnego utworu, Grandy, chyba największego hitu Brodki. Nie zabrakło wyjścia do publiczności. Brodka najpierw skradła buziaka koledze (pozdrawiam Cię!), potem wyściskała kolejną osobę, a i nie zabrakło wspólnego śpiewania do mikrofonu! Nie mnie oceniać czy to dobre podejście podczas COVIDU, ale na pocieszenia dodam, że Monika stwierdziła, że jeżeli jej nowa płyta wyjdzie jak jej już nie będzie, to chociaż sprzedaż będzie dobra (także na spokojnie!). Działo się naprawdę dużo podczas tego utworu. Po skończeniu piosenki Monika stwierdziła, że już wie kto jest „tą dziką zwierzyną” o której śpiewa w tym utworze, tak nazwała warszawską publiczność!

Kiedy przyszedł czas na Dancing Shoes Brodka włożyła rękawiczki odbijające światło (znane z trasy MTV Unplugged), co okazało się bardzo efektowne. Tanecznych butów nie musiała już zakładać, ponieważ miała je od samego początku koncertu!

Ostatnim utworem była piosenka z pierwszej płyty Brodki, Ten, jednak nie w aranżacji z 2005 roku, a tej z 2018, czyli z albumu MTV Unplugged Brodka. Może to dobry wybór, że ten utwór zabrzmiał na samym końcu, bowiem nie należy on do wesołych, a znając kontekst w jakim pisała go Brodka, tym bardziej. Po bardzo energicznej Grandzie i Dancing Shoes, zapanował spokój, a publiczność dopasowała się do tego klimatu.

Po tym utworze, po podziękowaniach, Brodka wraz z zespołem zniknęli ze sceny. Wiadome było, że publiczność będzie wywoływała ich na BIS. Chwilkę musieliśmy poczekać, jednak Brodka powróciła na scenę! Co prawda powiedziała, że nie byli przygotowanie na BIS. Czy faktycznie tak było? Nie sądzę, ponieważ na setliście, którą można było znaleźć po koncercie, jako BIS wpisana była Syberia, której jednak nie usłyszeliśmy, ale w zamian mogliśmy usłyszeć po raz drugi Grandę, czyli utwór zagrany już podczas tego wieczoru.

Podczas koncertu niestety, ale Brodka podzieliła się informacją, że nowy album wyjdzie dopiero w przyszłym roku, a nie tak jak planowali w 2020, o czym szerzej pisaliśmy TUTAJ. Mi osobiście z jednej strony jest trochę smutno, że jeszcze tyle czekania na nowe utwory artystki, z drugiej jednak nie muszę się już dłużej zastanawiać czy ten album wyjdzie jesienią czy jednak nie, ponieważ zostało potwierdzone, że dopiero w 2021 roku.

Należy zaznaczyć, że każdy utwór, który jak to nazwałam „grany był w aranżacji MTV Unplugged” na koncercie z obecnym składem Moniki (4 osoby) nigdy nie zabrzmi identycznie do tej wersji z płyty, ponieważ tam Brodce towarzyszył 11 osobowy zespół.

Koncert był niesamowity, mam wrażenie, że nawzajem z Brodką daliśmy sobie dużo energii, ona publiczności, a publiczność jej. Wielokrotnie podczas koncertu dziękowała nam za obecność, w tych jakby się wydawało, ciężkich czasach dla branży muzycznej (i nie tylko muzycznej oczywiście). Koncert potrwał nieco ponad godzinę, trzeba przyznać, że nieco krótko, mogły zabrzmieć 2-3 utwory więcej, jednak nie zmienia to faktu, że był bardzo magiczny i cieszę się, że znów, po ponad rocznej przerwie, mogłam usłyszeć Brodkę na żywo! Tym bardziej było to wspaniałe, że podczas tego lata, ostatecznie, Brodka zagra tylko dwa koncerty. A skoro płyta w przyszłym roku, to nie wiadomo czy będzie jeszcze okazja usłyszeć Brodkę ze „starym” materiałem czy też na koncerty możemy liczyć dopiero po wydaniu nowego albumu, już z nowymi utworami. Niemniej jednak czekam na kolejny koncert Brodki!

Z Brodką zagrał zespół w składzie: Bartosz Mielczarek, Lesław Matecki, Łukasz Moskal oraz Kasia Piszek, znana szerzej jako Kasai. Trzeba przyznać, że pięknie wychodzi im to wspólne granie i śpiewanie!

Koncert odbył się na warszawskiej Pradze, w Centrum Praga. Był to mój trzeci koncert w tym miejscu (jednak nie ostatni). Za każdym razem to miejsce zachwyca tak samo, genialne wnętrza i ta świetna muzyka! Naprawdę cieszę się, że tego lata powstało takie miejsce na mapie Warszawy. Pozwoliło mi usłyszeć moich ulubionych muzyków podczas, jakby się wydawało, tego trudnego pandemicznego okresu.

Exit mobile version