Site icon All About Music

Brodka – Clashes (2016), recenzja Michała Szuma

Po nietuzinkowym i jednocześnie rewolucyjnym albumie Granda, przyszła pora na Clashes – nowe dzieło Moniki Brodki. Poza dystansem czasoprzestrzennym dzielącym oba wydawnictwa, na pierwszy rzut ucha wyłapać można jeszcze kilka różnic będących składową paru kluczowych czynników. Jedni nazwą to przemianą z dziewczynki w kobietę, inni dopatrzą się znudzenia poprzednim materiałem, ale jedno jest pewne – pani Monika przez te sześć lat nie próżnowała.

Płyta kontrastów, dalekich podróży i samodzielnych powrotów.

To nie jest tak, że wszystko co było do tej pory należy zapomnieć i wyrzucić do kosza, bo nadeszła nowa era. Clashes jest wprawdzie albumem wyróżniającym się z dyskografii, ale taką płytą była też poprzedniczka w momencie wydania. Tym razem jednak ów odmiana zdaje się być czymś związanym z dojrzałością, bo brzmienie krążka momentami jest naprawdę poważne, aby nie powiedzieć „dojrzałe”. Zresztą, szata liryczna utkana niczym najlepsze odzienie japońskiego samuraja, choć poprzeplatane ściegami z innego świata, także jest powodem do zachwytu. Ale po kolei.

Przede wszystkim samo intrumentarium jest tutaj czymś godnym pochylenia głowy, bo obok klasycznych gitar czy wiolonczeli, artystka wspomaga się również organami kościelnymi, kalimbą, obojem czy piłą. I bynajmniej nie są to jedynie puste slogany, bo te narzędzia pełnią w piosenkach konkretne role i są doskonale słyszalne w przeznaczonych im momentach. Najwybitniejszym tego przykładem jest utwór Funeral, wywołujący ciarki na całym ciele od pierwszego akordu. Co więcej, ten numer jest szczególny jeszcze z jednego powodu: jest to prywatna podróż do przeszłości Brodki, powstałej na kanwie uroczystości kościelnych, będących jej pierwszym doświadczeniem z muzyką.

Na szczęście na Clashes serwowane są również nieco lżejsze dania, które są miłą odskocznią od jej mistycznego charakteru. Wszak frywolne Up In The Hill czy nieco punkowe My Name Is Youth dobitnie przypominają, że artystka jest jeszcze bardzo młoda i „na kwiaty przyjdzie jeszcze czas”. Ich ulokowanie na liście utworów implikuje dalszy bieg wydarzeni, bo o ile dwa wspomniane wyżej utwory są żywe, śmiałe i wypełnione mocnym beatem, to już trzy kolejne – Kyrie, Hamlet, Dreamstreamextreme – to kompletne przeciwieństwa swoich poprzedników. Moim zdaniem zabieg lekko nieudany, bo końcówki słucha się opornie.

Tekstowo mamy do czynienia z „typową Brodką”, bo historie są mocno abstrakcyjne i wyjęte z różnych worków. Pragnienie widziane oczyma kanibali seksualnych, odrzucenie przez system czy namiętne powtarzanie, że ma się na imię „młodość”, to tylko wybrane przykłady z całego wachlarza dostępnych na Clashes. Zapewne mają one swoje uzasadnienie, genezę i sens, lecz momentami brzmi to jak zlepek losowo wybranych tekstów rodem z kilkunastu tomików poezji. Ale patrząc przez pryzmat tego, że album nie jest typowym konceptem (przynajmniej w warstwie lirycznej), zdecydowanie należy przymknąć na to oko i cieszyć się pojedynczymi zwrotkami jako osobnymi historiami, bo te chwilami są wręcz z innego świata.

Jakie zatem jest Clashes? Na pewno ciekawe. Nie jest może mocno innowacyjne, lecz wprowadza sporo nowego „ja” w dyskografii wokalistki. Czy jest to płyta dla każdego? Zdecydowanie nie. Należy ją bowiem traktować jako album trudny w odbiorze, wymagający od słuchacza wysiłku i sporej dawki koncentracji. Ale gdy już ów słuchacz dostrzeże parę tych szczegółów, które jego zdaniem będą godne zatrzymania się i zastanowienia, będzie to moment tryumfu Brodki. Pytanie czy podobnie poczuje to Europa?

Exit mobile version