Site icon All About Music

Bring Me the Horizon – That’s the Spirit (2015), recenzja Pawła Markiewicza

Nie od dziś wiadomo, że fani ciężkich brzmień są najwierniejszymi fanami wśród wszystkich gatunków muzycznych. Świetnym przykładem potwierdzającym moje poprzednie zdanie jest brytyjski zespół Bring Me The Horizon, który na swoim koncie ma już cztery płyty, a dziś do sprzedaży trafił właśnie piąty krążek pt. That’s the Spirit. Band zdecydowanie poszedł do przodu, tylko czy wyszło im to na dobre dowiecie się czytając dalej.

Początki zespołu były trudne, ich pierwsza EPka sprzedała się w zaledwie tysięcznym nakładzie, gdzie dla porównania ich ostatni wydany album Sempiternal w pierwszym tygodni rozszedł się w 27 tys. kopii, tym samym wspinając się na 11 miejsce notowania Billboard 200. W tych ramach czasowych zapisały się jeszcze dwie płyty, a mianowicie Suicide Season wydane w 2008 roku oraz There Is a Hell, Believe Me I’ve Seen It. There Is a Heaven, Let’s Keep It a Secret. z 2010 r. Dziś po dwuletniej przerwie możemy usłyszeć kolejny krążek That’s the Spirit.
Również od wydania albumu Sempiternal zaszły w zespole małe zmiany. Z zespołu odszedł Tim Hillier-Brook, a w jego miejsce wstąpił młody gitarzysta i wokalista Brendan MacDonald.

Przygoda z That’s the Spirit zaczęła się tak naprawdę 12 lipca, kiedy to zespół udostępnił pierwszy utwór pt. Happy Song, który zdecydowanie podzielił fanów. Band odszedł od starych brzmień, poszedł bardziej w stronę obecnego Linkin Park, co nie spodobało się niektórym słuchaczom. Oliver – wokalista formacji BMTH przystopował z nadwyrężaniem strun głosowych. Można by było się spierać godzinami, a nawet latami nad zaistniałymi zmianami, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Lepiej, żeby zespół się rozwijał, niż stał w miejscu. Pierwszy oficjalny utwór wpada w ucho i można go słuchać i słuchać.
Po premierze Happy Song nastawiłem się, że cały That’s the Spirit będzie w takim stylu, myliłem się… kilkanaście dni później artyści udostępnili singiel pt. Throne. Znacznie lepszy kawałek i w nim można dojrzeć dopiero prawdziwe zmiany bandu, który postanowił połączyć rock/metal z muzyką elektroniczną. Końcowy efekt oczywiście pozytywny.

Jeżeli ktoś myślał podobnie jak ja i miał nadzieję, że That’s the Spirit będzie utrzymany w klimatach 3 przedpremierowych utworów, to mylił się tak jak ja. Happy Song, Throne i True Friends to jedyne mocne akcenty, które mogą trochę, ale tylko trochę „potargać jelita” słuchaczy – reszta albumu jest stonowana i spokojna, taka nie w dotychczasowym stylu zespołu.

Całość otwiera utwór Doomed, z krótkim interesującym intro. Początkowo głos wokalisty przerobiony jest komputerowo, następnie wokal wraca do normy, zaczyna się druga część zwrotki dość spokojnej jak całość, za wyjątkiem refrenu, który pokazuje, że pomimo zmian muzycznych BMTH wiernie trzymają się swoich korzeni muzycznych. Jeden z najlepszych kawałków na albumie.

Gołym okiem widać, że zespół postanowił poeksperymentować z muzyką co wyszło im na dobre. Dobrym przykładem jest Follow You, który nie ma nic wspólnego ze starym brzmieniem bandu. Spokojnie można teraz dostrzec walory głosowe Oliviera i potencjał jaki w nim drzemie. Pomimo tylu wydanych płyt i EPek Bring Me The Horizon potrafią zaskoczyć i zrobią to pewnie jeszcze nie jeden raz.

Od początku do gustu nie przypadł mi Drown i porównując do całej płyty nie myliłem się – utwór wypada dość słabo, tak jak Oh No, w którym nic zupełnie nie pasuje, jednolita linia, która wielokrotnie była już wykorzystywana przez zespół, w dodatku piosenki te szybko się nudzą. Piosenka bardzo słaba i pewnie była ona wypadkiem przy pracy, jedynie co ją ratuje to dość ciekawy tekst. Dobrze też, że te 2 kawałki znajdują się na końcu tracklisty i można je zwyczajnie ominąć. Smuci mnie jedynie fakt, że pomiędzy Drown, a Oh No na trackliście znalazł się majstersztyk muzyczny pt. Blasphemy, który można słuchać i słuchać, podobnie jak Avalanche, jednak Avalanche nie jest tak dobry jak wyżej wspomniany Blasphemy, ponieważ w tym ostatnim słychać nowe, lepsze brzmienia.

Zdecydowanie łatwiej ocenić mi poszczególne kawałki, natomiast cały album jest już ciężej. Fanem Bring Me The Horizon jestem już bardzo długo i są to w pewnym stopniu moje korzenie muzyczne, jednak całość nie wiem jak ocenić. That’s the Spirit to zdecydowane oderwanie od poprzednich albumów, nowe brzmienie, nowa odsłona, które wyszło im całkiem nieźle, jednak to co zaserwowali fanom przed płytą było zupełnie inne, mocniejsze i gdyby cała płyta była taka, to byłaby jeszcze lepsza. Efekt końcowy jest naprawdę dobry, ale nie rewelacyjny jak poprzednie wydawnictwa.

Album jest dobry, ale brakuje mu mocy. Jeśli oceniałbym jedynie brzmienie, to Shadow Moses z poprzedniej płyty jest 2 razy bardziej wyraziste niż cała płyta That’s The Spirit.

 

Exit mobile version