Zanim dowiemy się co Kim Petras przygotowała w ramach swojego trzeciego studyjnego krążka, ta postanowiła podgrzać atmosferę wokół siebie. W nasze ręce trafiła jej najnowsza epka, której subtelny tytuł Slut Pop już mi wystarczył, aby nie brać go nazbyt poważnie. Zdawać by się też mogło, że choć kwadrans to naprawdę niewielki okres czasu, tak w przypadku tego dzieła, było to najdłuższych piętnaście minut mojego życia.
Jako nadworny recenzent twórczości Kim Petras muszę przyznać, że coś się zmieniło, niestety na gorsze. Ani Future Starts Now, ani tym bardziej Coconuts, nie zachęciły mnie do wyczekiwania na ten mityczny trzeci krążek. Stąd też na wieść o tym, że ni stąd, ni zowąd Petras wydaje nową epkę, podszedłem do tej informacji z dość dużą dozą rezerwy. Natomiast kiedy dowiedziałem jak się będzie nazywać, pomyślałem, że chyba ktoś chciałby wybić się na taniej kontrowersji. Niemniej, trzeba było dać jej szansę, no i dałem…
Slut Pop to piętnaście minut muzycznych wygłupów, które do powiedzenia mają tylko słowo seks w 8453 tych samych co zwykle kontekstach. Równie dobrze dzieło Petras mogłoby się nazywać „Porn Pop”, a różnicy to by nie zrobiło – obsceniczność, wulgarność, wszystko wyłożone na stół. Oczywiście, porno też czasem w życiu jest potrzebne, wiec czemu nie stworzyć muzyki, która by odzwierciedlała styl tychże filmów. Kim teoretycznie zrobiła co chciała, co jest jej świętym prawem, aby kreować swój wizerunek i karierę według swojego widzimisię. Jednak każdy głupi pomysł, można przekuć w coś, co będzie stanowić wartość dodaną do wizerunku danego artysty.
Gdy ktoś postanawia wypuścić w świat piosenki, które tak otwarcie opowiadają o erotyzmie i seksie, budzi się we mnie myśli, że robi się to po coś. cupcakKe stworzyła Deepthorat i Vagina, aby choćby w części przyciągnąć swoich fanów do dyskusji na temat praw kobiet oraz osób LGBT+. Madonna wydała album Erotica, aby zamanifestować przeciwko mizoginii w świecie muzyki oraz medialnie odzyskać swoje ciało. Cardi B i Megan Thee Stalion nagrały WAP, aby dać czarnoskórym kobietom świata szansę na otwarte wyrażanie swojej seksualności. Niestety, Kim tworząc swoje dzieło, raczej nie miała na celu żadnych bardziej wzniosłych pobudek. Skąd takie domniemanie?
Po pierwsze, w wywiadzie udzielonym dla „Paper Magazine”, Petras mówi o akceptacji tworzenia piosenek o seksie, co jest spoko. Każdy ma prawo napisać piosenkę o tym, o czym chce, tym bardziej piosenkę o seksie. Niemniej w tym samym wywiadzie mówi, żeby brać ją na poważnie. W przypadku mojej poważnej oceny powiem, że piosenki Slut Pop są po prostu trywialne. Skoro tak różnorodnie można pisać o miłość jako stanie emocjonalnym, tak seks też powinien być tak w moim mniemaniu traktowany. W kontekście Slut Pop, Kim została uległą kozą, która rucha się, pieprzy, seksi i bzyka. Czy poważnym jest nazywanie siebie kozą w jakimkolwiek kontekście? Niekoniecznie, tym bardziej, gdy przywołamy drugi „kłopotliwy” wątek.
Chyba nie jest tajemnicą, że od początku swojej kariery Petras ekskluzywnie współpracuje z niejakim Dr. Luke’iem. Ponownie, każdy ma pracować z kimkolwiek sobie życzy – dopóki to służy ku dobremu, a przynajmniej nie szkodzi, nie podlega to według mnie żadnej ocenie wątpliwościom. Jednak wyjątkowo niesmacznym jest tworzenie piosenek o seksie z gościem, który został oskarżony przez Keshę o czyny związane z nadużyciem cielesności i seksualności. By tego było mało, szczytem niegodziwości jest umieszczanie imienia domniemanej ofiary producenta w jednej z piosenek, czyli Lady Gagi. To nie jest diss, to nawet nie jest drama, to po prostu jest obrzydliwe.
Żeby jednak forma recenzji została zachowana, trzeba też coś powiedzieć o samej muzyce. Slut Pop to klasyczny w wykonaniu Kim Petras electro pop o fantastycznym tanecznym brzmieniu oraz połyskliwej, wręcz plastikowej fakturze. Melodie są świetne, tylko teksty okropne i pretensjonalne. Dlatego też ogromna szkoda, że zmarnowały się na tak miałkie słowa, które ani nie są seksowne, ani erotyczne, ani nawet zabawne.
Nie jestem wstanie przewidzieć na ile pomysły zawarte na Slut Pop to inwencja samej Petras, a na ile jej producenta, w tym samego Dr. Luke’a. Niemniej, Kim Petras bardzo zagubiła się w swojej postpandemicznej twórczości, przez co jest mi jej po prostu szkoda. Nie słuchajcie Slut Popu – nie ma potrzeby nabijania kabzy twórcom tych pretensjonalnych melodyjek, tym bardziej w obliczu ich nieetycznego dzieła.
