Site icon All About Music

W pozbawiony sensu dzień gorącego lata. „Bowie w Warszawie” (2022) – Dorota Masłowska. Recenzja Christiana Cieślaka

Kiedy wiesz, że Dorota Masłowska wydaje swoje nowe dzieło, to warto chociaż sprawdzić jaka jest jego tematyka. Natomiast kiedy w jego tytule pada imię jednego z największych muzyków w historii współczesnej muzyki, nie ma opcji, żeby nie przeczytać go w całości. Bowie w Warszawie to dzieło szczególne, choć zdecydowanie tylko dla wybranych fanów i to niekoniecznie Davida Bowiego.

Kiedy ujrzałem okładkę oraz tytuł najnowszej publikacji Doroty Masłowskiej moje serce zabiło mocniej, niż zwykle. W końcu zdawało się być ono dziełem opowiadającym o kilkunastogodzinnym pobycie Bowiego w Warszawie gdzieś w roku 1976, co poskutkowało postaniem utworu Warszawa, który zaliczam do jednego ze swoich ulubionych. I tak jak teoretycznie postać Bowiego pojawia się w treści samej książki, tak stanowi tylko, albo aż, tło absurdu całej tej stosunkowo krótkiej opowieści. O czym zatem jest ta historia?

Bowie w Warszawie to trzyaktowy dramat, gdzie w głównej mierze podążamy śladami niejakiej Reginy, która przeżywa właśnie swoje młodzieńcze bunty i rozterki, choć już może pochwalić się wydaleniem ze studium nauczycielskiego. Nie dość, że próbuje poznać siebie oraz emocje jakie nią rządzą, tak musi radzić sobie z niesprzyjającą jej odmienności rzeczywistością oraz rodziną. W tle odbywa się też śledztwo niejakiego plutonowego Wojciecha Krętka, który próbuje rozwikłać zagadkę przestępcy zwanego Dusidamkiem. I tak jak opis tej sztuki wydaje się być całkiem interesujący, tak jej interesująca materia gdzieś się zgubiła.

Im bardziej zagłębiałem się w treść Bowiego w Warszawie, tym bardziej czekałem na moment, aż wreszcie zrozumiem, co ja tak naprawdę czytam. Ten niestety nigdy nie nastąpił. I tak jak jestem wstanie przyjąć, że dramat jako forma literacka inaczej kładzie nacisk na opowiadanie opowieści, jak epika, tak trudno jest mi zrozumieć brak myśli przewodniej, przesłania, a co dopiero puenty dającej coś do myślenia. Czułem się zakłopotany, lecz nie wynikało to z niezrozumienia wydarzeń o jakich czytałem, a braku uzasadnienia ich logiki w kontekście całej tej historii.

Bowie w Warszawie zdaje się być zbiorem kilku wydarzeń z życia mniej lub bardziej stereotypowych postaci, tworząc portret Polski roku 1976. Ta ukazywana jest jako zakompleksiona, toczona przez widmo nie tak dawnej II Wojny Światowej, gdzie nacisk pokolenia ówczesnych rodziców na sukces ich dzieci w życiu zawodowym i prywatnym jest wręcz obsesyjny. W istocie to nic nowego – ten trop literacki znam dość dobrze, co również w kontekście Polski roku 2022 nie jest niczym szczególnie odkrywczym.

Również powoływanie się na postać Davida Bowiego wydaje się zmarnowanym potencjałem tej niesamowitej miejskiej legendy. Tutaj stanowi tylko początek i to, co teoretycznie stanowiło zakończenie tej opowieści, któremu najbliżej do pewnego wiersza Juliana Tuwima, albo slapstickowej pogoni za złoczyńcą. W istocie rolę Bowiego mógłby zastąpić jakakolwiek inna postać związanej z Polską popkultury, co zmieniłoby w praktyce wyłącznie tytuł.

Czy coś się zatem udało? Pomimo wymienionych przeze mnie mankamentów i generalny brak odkrywczości, myślę, że jest to dzieło dobre, choć nienatchnione. Być może nie zrozumiałem jego przekazu, bo jednak dzieła Doroty Masłowskiej czasami wymagają od czytelnika więcej, odnoszę jednak wrażenie, że również i sama autorka nie mogła się zdecydować o czym chce tak naprawdę nam powiedzieć. Nie wykluczam również tego, że w formie spektaklu teatralnego Bowie w Warszawie nabiera większego sensu, mając do dyspozycji szansę zobrazowania swojej absurdalności i abstrakcyjności.

Bowie w Warszawie to dzieło wyjątkowo przeciętne, choć nadal zawierający w sobie to, w czym Dorota Masłowska czuje się najlepiej i z czego jest słynna. Pomimo, że jej najnowszy komentarz naszej polskiej rzeczywistości nie wnosi w moim mniemaniu niczego szczególnego, tak jest niezwykle trafny. Książka zdecydowanie do przeżywania na żywo, bo w tekście jedna lektura jest zupełnie wystarczająca.

Exit mobile version