Site icon All About Music

BØRNS – Dopamine (2015), recenzja Doroty Kutnik

O BØRNS usłyszałam po raz pierwszy za sprawą piosenki Electric Love. Już wtedy wiedziałam, że na jednym utworze tego amerykańskiego wokalisty nie poprzestanę. Ucieszyłam się, kiedy w październiku wydał swój debiutancki longplay, choć nie do końca wiedziałam, czego spodziewać się po tym albumie. I nadal mam mieszane uczucia. A dlaczego? Tego dowiecie się czytając moją recenzję Dopamine.

Próbkę twórczości Garretta Bornsa dostaliśmy w 2014 roku, kiedy pod skrzydłami Interscope Records wydał swoją EPkę Candy. Zaprezentował on na niej cztery utwory, z czego trzy ukazały się również na jego debiutanckim albumie w pełnej wersji. Materiał ten jest na pewno ciekawy, inny, a momentami fascynujący. Jednak po wydaniu EPki, BØRNS postawił sobie poprzeczkę dość wysoko. Każdy artysta chce tworzyć coś, co będzie lepsze od wcześniejszych nagrań. I owszem, krążek Dopamine jest spójną całością, ale mimo to, odczuwam pewien niedosyt słuchając go. Czasami mam wrażenie, że delikatność tych utworów nie pasuje do niektórych melodii, które są nasycone dźwiękami powstającymi w studiu. Głos wokalisty jest tak wyjątkowy, że chętnie usłyszałabym go w akustycznych wersjach tych piosenek. Ale po kolei.

Dopamine otwiera według mnie jeden z najlepszych utworów na płycie, czyli 10,000 Emerald Pools. Jest to jednocześnie najstarszy kawałek amerykańskiego piosenkarza, ponieważ był to jego debiutancki singiel, wydany jeszcze przed EPką Candy. Wyraźnie jest on przywiązany do tego kawałka. Przyznaję, że to dobry wybór na pierwszy utwór. To niewymuszona kompozycja, której słucha się naprawdę przyjemnie. Dodatkowo, to piosenka z pięknym, choć prostym tekstem. Melodia również pasuje do tego skromnego, ale szczerego wyznania.

Jednak piosenką, która najbardziej zapadła mi w pamięć jest Electric Love. I właśnie ją uważam za najmocniejszą stronę albumu. Wyróżnia się spośród innych i jest bardzo dobrym wyborem na singiel. W końcu to ona zachęciła mnie do poznania twórczości BØRNSa. Gdy po raz pierwszy usłyszałam ten utwór myślałam, że śpiewa go kobieta. Trzeba przyznać, że głos Garretta jest bardzo oryginalny i ciekawy. Pasuje jednak do piosenek, które dostajemy na Dopamine. Nie przeszkadzają mi nawet tak bardzo wyciągane dźwięki, które chyba są już manierą u tego artysty, bo w innych utworach też je słychać. Na przykład w Holy Ghost, piosence trochę podobnej do Electric Love. Nie jestem jednak fanką tylu efektów dźwiękowych, chociaż przyznam, że lekko psychodeliczna melodia może uzależniać słuchacza od tej płyty. To połączenie ma w sobie coś, co sprawia, że chce się wracać do piosenek zarówno śpiewanych, jak i napisanych przez Garretta Bornsa.

Ballady na Dopamine potrafią być usypiające. Moje ulubione to Clouds, czyli kawałek w całości napisany przez Bornsa, i Overnight Sensation. Te dwie piosenki są piękne i koją każdym kolejnym dźwiękiem. Artysta nie ukrywa, że piosenki na jego debiutanckim longplayu są wyrazem jego uczuć. Ich tematyka kręci się wokół miłości. Utwory, które wymieniłam mówią o niej w przejrzysty i prosty sposób. Słowa otoczone są miłą dla ucha melodią, przy której wystarczy na chwilę zamknąć oczy, nie trzeba myśleć i się zastanawiać.

Tak jak w niektórych piosenkach komputerowe przekształcenia mi nie przeszkadzają, tak w tytułowej kompozycji po prostu mnie drażnią. Mimo, że początek Dopamine zapowiada się naprawdę obiecująco, to zwrotka już do mnie nie przemawia. Trochę psuje mi to odbiór całej piosenki, która ma zadatki na całkiem dobrą kompozycję. Sprawdza się tu powiedzenie, że co za dużo, to niezdrowo.

Krytycy ocenili Dopamine na plus. Stwierdzili, że Garrett jest może nawet lepszy niż Lana Del Rey. I tu się niestety nie zgodzę, bo to dla mnie dwa inne muzyczne światy. Może jakieś podobieństwa są, ale myślę, że szufladkowanie artystów jest bezsensownym zabiegiem. Ja czekam na jego muzyczny rozwój i jestem ciekawa jak potoczy się kariera tego młodego artysty. Jednak nie chciałabym żeby taki głos był ograniczany przez technikę. Lubię Electric Love, ale mam nadzieję, że BØRNSa nie ogarnie całkowicie elektryczna miłość do komputerowych dźwięków.

Exit mobile version