Na nowy album brytyjskiego zespołu musieliśmy czekać aż 6 lat. Single robiły apetyt na więcej i więcej. Czy pozostałe kawałki z Everything Else Has Gone Wrong wypadły równie interesująco, a Panowie utrzymali poziom sprzed lat? Sprawdźmy!
Bombay Bicycle Club dali się poznać szerszej publiczności m.in. dzięki wydanemu w 2014 roku singlowi Luna. To jedni z przedstawiciel brytyjskiej sceny indie-rockowej, która od lat zbiera pokaźne grono słuchaczy na całym świecie. Nic dziwnego. Biorąc chociażby pod uwagę ten londyński band, jest to zdecydowanie muzyka, do której miło się wraca.
Miło słucha się również najnowszego albumu grupy – Everything Else Has Gone Wrong. Do kolejnej muzycznej przygody z zespołem wprowadza nas utwór – intro – Get Up. Brzmienia perkusji idącej w parze z gitarą oraz oczywiście elektroniką stopniowo narastają, aż do delikatnego przejścia w, niestety za krótką, partię pianina.
Na szybkie pocieszenie, po nieco „urwanym” wstępie, przychodzi energiczne Is It Real. Kawałek momentalnie zapada w pamięci i nie jest to ostatnia tego typu pozycja na albumie! Podobnie jest bowiem chociażby z kolejnym, tytułowym numerem, Everything Else Has Gone Wrong. Jest on mniej „wiosenny”, jednak wciąż nie ma mowy o melancholii. Dużą rolę odgrywa tu niewątpliwie gitara (zarówno w delikatnym, jak i nieco bardziej mrocznym wydaniu) oraz prowadząca refreny elektronika.
Bridge w I Can Hardly Speak wzmacnia klimat utworu, wysuwając na pierwszy plan fragment liryczny, który idealnie w tym wyróżnieniu się odnajduje . „Too many faces to please / I can’t see a place for me”. Spokojny charakter muzyki przeciąga się na kolejny numer – Good Day – z następnym świetnym tekstem. Wobec fragmentów takich jak: „ I would quit my job / If I had a job / If I had a job, then I would have everything I want”, czy „First my looks and now my friends / Day-by-day, I’m losing them”, ciężko pozostać obojętnym.
Eat, Sleep, Wake (Nothing But You) – czyli pierwszy singiel z albumu – od razu spotkał się z pozytywnym odbiorem ze strony fanów i nic dziwnego. Prosty, momentalnie wciągający refren, no i ta linia basu!
W I Worry Bout You ciężko z kolei oderwać słuch przede wszystkim od świetnej perkusji i instrumentów dętych. Za to przy kawałku People People, w którym Jackowi towarzyszy wokalnie Liz Lawrence, rozmarzamy się, powracając pamięcią do letnich dni. Świetnie dobrany duet!
Do You Feel Loved wprowadza słuchaczy w kolejną piękną liryczną historię. Podkreślaną, w idealnie wyważony sposób, momentami subtelnym, smyczkowym wydaniem warstwy melodycznej, a w innych partiach wyraźniejszym, bogatszym brzmieniem instrumentów. „Electric waves / Will wash your doubts away / Soft blue light on the bed / Watch ’til your eyes turn red”.
Przedostatni utwór – Let You Go – wypada zdecydowanie najsłabiej, choć nadal nie jest to pozycja zła, nie do od odsłuchania. Już od intra czuć, że to „chyba nie będzie to”, bo właśnie ta kobieca partia kompozycji, pojawiająca się po raz pierwszy we wstępie, mocno w tej ścieżce razi. Plus kawałka? Syntezatorowe brzmienie! Ostatnia piosenka jest już absolutnie w pełni satysfakcjonująca. Racing Stripes to spokojna kompozycja, stanowiąca niezwykle urzekające zakończenie albumu. Przenosi nas bowiem w magiczny sposób do innego świata, w który chcielibyśmy się bardziej i bardziej zagłębiać…
Czy Bombay Bicycle Club nie zawiedli? Nie, nie, nie! Panowie wciąż utrzymują poziom i wpisują się w grono jednych z najciekawszych indie-rockowych zespołów z Wielkiej Brytanii. Świetne teksty, dokładnie dopracowana, odpowiednio dostosowana do każdego fragmentu tekstu, warstwa melodyczna, no i ten rozczulający wokal Jacka… Nie pozostaje nic innego, jak zapętlać album Brytyjczyków i żyć nadzieją, że na kolejne nowości nie będą nam kazali czekać przez kolejne 6 lat!

