Niepospolitość projektu Bokka nie polega tylko i wyłącznie na tworzonej przez nich muzyce. Twórcy bowiem tego tajemniczego projektu praktykują konwencje kamuflażu scenicznego. A dokładniej mówiąc, żaden z muzyków nie zdecydował się na ujawnienie swoich personaliów. Jak wszyscy zdążyliśmy się przekonać, tak kontrowersyjne podejście do własnej osobowości estradowej nie przeszkodziło muzykom w zdobyciu wyrazów podziwu, co mnie niesamowicie cieszy. Za sprawą dzialałności zespołu Bokka po raz kolejny udowodniono co najważniejsze jest w muzyce. Nie ogromne billboardy, a zwykłe emocjonalne doznania. Zapomnijcie o wszystkim i wyzbądźcie się wszelkich oczekiwań. Taką radę mogę udzielić każdemu kto przymierza się do przesłuchania najnowszego albumu zespołu o tajemniczej nazwie Bokka.
Najnowszy album tajemniczego projektu Bokka jest odrębny od ich pozostałej twórczości. Na tym albumie pojawia się wiele nowych zabiegów muzycznych. Kompletnie odrzucono poprzednią estetykę projektu. Bliżej nieznajomi fanom geniusze porzucili swoją nostalgiczną i trochę skandynawską naturę. Tym razem serwują nam ogromną porcję mocnych dźwięków. Album Don’t Kiss and Tell przepełniony jest silną zdecydowaną ekspansją emocji. W kompozycjach Bokki pojawiło się mnóstwo gitar i agresywnej perkusji. Wszystko co zastosowali Ci anonimowi artyści, jest ich zwierzęcym instynktem, o którym istnieniu nie mieliśmy nawet pojęcia.
Album otwiera bardzo innowacyjny utwór czyli Unspoken. Już przy pierwszych dźwiękach płyty muzycy wykrzykują nam, że mamy zapomnieć o tym co było. Nadchodzi bowiem coś nowego dla całej twórczości Bokki. Ten utwór idealnie pobudza emocje i chęci przed przesłuchaniem kolejnych 9 piosenek. Tym samym świetnie spełnia swoją rolę. Pod numerem drugim kryją się niesamowicie ciekawe dźwięki. Mówię oczywiście o The Savage, gdzie po raz pierwszy słyszymy tak w punkt wyeksponowaną partię wokalną. Ponadto w utworze zainteresowała mnie idealnie dopasowana perkusja, która po prostu wbija w fotel. Konkurencyjnym instrumentem dla perkusji może być chociażby gitara, która posiada zdecydowaną hegemonię na krążku Don’t Kiss and Tell. Nie ma chyba utworu, na którym muzycy z tej formacji nie wykorzystaliby tego popularnego narzędzia. Od delikatnego uderzania w struny w piosence Changing Lovers, aż po lekko post-punkowe granie przy okazji tworzenia Flashbacks. W swoim najnowszym dziele Bokka zaprzyjaźnia się z coraz bardziej psychodelicznymi dźwiękami. Słychać to choćby w jedynym wydanym singlu czyli Let It. Cała kompozycja przypomina nam trochę twórczość takich artystów Grimes, Empire State of Mind czy MGMT.
Porównując album Don’t Kiss and Tell do debiutanckiego longplaya zespołu, zauważyłem kolejną bardzo ważną cechę twórczości tych artystów. Anonimowi kreatorzy nie boją się eksperymentować i ofiarować życie dziwnym pozornie, niezwiązanych ze sobą kombinacjom. Taka jest też druga twarz tego albumu. Choć jest on spójny i konsekwentny, nie brakuje w nim ogromnej dozy artyzmu. Każdy utwór to swoista zabawa muzyków każdą konwencją gatunkową. Żadna z tych piosenek nie jest jednakowa. Bokka w swoich kompozycjach sprawnie przechodzi od typowo synthpopowych wyznaczników do klasycznego rockowo-psychodelicznego grania.
Wsłuchując się w album Don’t Kiss and Tell nie da się nie skupić na wspaniałym wokalu. Wcześniej ten głos znaliśmy raczej z bardziej spokojnych kompozycji, gdzie to nie partie wokalne były najmocniejszą stroną twórczości zespołu. Przy poprzednich utworach Bokki wydawało mi się, że wokalistka jest gdzieś tłem dla tych wszystkich wspaniałych dźwięków. Teraz to wszystko się zmieniło. Od pierwszych sekund słychać jak mocną stroną tego krązka jest tajemniczy głos. I choć momentami trochę zbyt podobny do ekspresji Alison Mosshart to i tak wciąż autentyczny oraz nadzwyczaj piękny. Fenomenalna umiejętność wyrzucania z siebie emocji powoduje, że w pewien sposób chcemy słyszeć ten głos przez wieczność. Ten wokal jak i cały album już na zawsze pozostawią coś bardzo ważnego w każdym przemyśle muzycznym czyli ślad.

