Site icon All About Music

Bokassa – Crimson Riders (2019), recenzja Izabeli Zadury

Wschodzące gwiazdy stoner rocka z północy Europy wydały właśnie drugi album. Czy Crimson Riders zespołu Bokassa, który polscy widzowie będą mieli okazję zobaczyć na Stadionie Narodowym jako support Metalliki, spełnia oczekiwania?

Bokassa, czyli Olav Dowkes, Bard Linga i Jørn Kaarstad, pochodzą w norweskiego Trondheim. Grana przez nich muzyka ma niewiele wspólnego z mocno kojarzonym ze Skandynawią metalem (tzw. viking metalem) – to raczej miks punka i hardcore’u, który najlepiej określić słowem stoner rock. Debiutancki krążek zespołu, Divide & Conquer, brytyjski magazyn Metal Hammer określił mianem jednego z najlepszych debiutów 2017 roku: „intensywny, bezpretensjonalnie kreatywny i bezlitośnie rytmiczny”.

Promując nowy album, składający się z dziewięciu utworów i trwający 29 minut, członkowie zespołu obiecywali utwory tematycznie krążące wokół „kwestii religii, patroli granicznych, pijących piwo antybohaterów i nieśmiertelnych piratów kosmicznych”. Brzmieniowo zaś album miał być eklektyczny, poczynając od klasycznego stoner rocka/punku, po trash metal oraz nietypowe dla tego gatunku instrumenty, jak saksofon i wiolonczela.

Album otwiera Brologue, instrumentalny utwór służący jako wstęp. Od razu słychać, z czym będziemy mieć do czynienia – dźwięki gitar są ciężkie, głębokie i soczyste. Charmed & Extremely Treacherous to już “pełnoprawny” utwór – poza klasycznie hardrockowym, ciężkim i nieco brudnym wokalem, usłyszeć możemy gang vocals oraz zaśpiewy „woooah” w tle, nadające utworowi nieco lekkości.

Utwór Vultures wprowadza nową jakość – wokal czysty, przywodzący na myśl skojarzenia z legendą stoner rocka, Joshem Homme z Queens of the Stone Age. Utwór jest wręcz popowo chwytliwy, w bridge’u zaś słychać obiecany saksofon i wypada on znakomicie. Z kolei Mouthbreathers Inc. to piosenka w bardziej „klasycznym” dla zespołu stylu, gdzie prowadzący riff jest ciężki, tempo szybkie, a chórki w refrenie wpadające w ucho. Nic dziwnego, że to właśnie tę piosenkę wybrano na pierwszy singiel promujący album.

Wrath Is Love jest jeszcze cięższe i pełne złości. Na tym etapie można jednak zauważyć w utworach Bokassy pewną ciekawą prawidłowość – jakkolwiek mroczne i wściekłe są zwrotki, w refrenie zawsze wychodzi słońce i pojawia się radiowy hook. Tytułowe Crimson Riders ma w sobie tego słońca o wiele mniej – utwór przebrany jest za instrumentalne interlude, gdzie wokale pojawiają się dopiero w ostatnich 40 sekundach, aby wykrzyczeć parę linijek i zniknąć.

Kolejny singiel, który promował album, Captain Cold One, to przebojowa opowieść o człowieku z diabłem na ramieniu, weekendowym bohaterze. Jak mówi lider zespołu, Jørn, utwór to efekt wyzwania, który postawił sam przed sobą: napisania jak najbardziej epickiego utworu z pop-punkowym refrenem („woooah” oczywiście obecne). Cel został osiągnięty – utwór jest chwytliwy i lekki, a jednocześnie nadal jak najbardziej w stylu Bokassy.

Końcówka albumu to szybkie, mocne uderzenie pod tytułem, nomen omen, Blunt Force Karma. W piosence ani śladu po czystych wokalach i pop-punkowych rytmach – to najcięższy utwór na Crimson Riders. Album zamyka epickie, siedmiominutowe Immortal Space Pirate 2: The Last Shredi, prowadzone przez metalowe gitary i wykrzyczane zwrotki.

Co uzyskamy z połączenia Metalliki, Queens of the Stone Age i Fall Out Boy? Album Crimson Riders zespołu Bokassa. Norwegowie nagrali album-kameleon: poszczególne piosenki na tyle umiejętnie żonglują stylami, że można ich słuchać kilkakrotnie, wychwytując co raz to nowe elementy. Poza tradycyjnymi, hardrockowymi i stoner-rockowymi brzmieniami przysypanymi pustynnym piaskiem (chociaż w przypadku zespołu ze Skandynawii może raczej górskim śniegiem) zespół prawie bezboleśnie dorzuca do albumu elementy pop-punku czy nawet popu, co ma sens, zwłaszcza, że album wydany jest latem. Zdecydowanie warto poświęcić pół godziny na zapoznanie się z Crimson Riders.

Exit mobile version