Site icon All About Music

Blossoms – Foolish Loving Spaces (2020), recenzja Izabeli Zadury

Poprzedni album Blossoms, Cool Like You, ukazał się w 2018 roku. Po dwóch latach oczekiwania indie popowa grupa z brytyjskiego Stockport serwuje nam swój trzeci studyjny krążek, Foolish Loving Spaces.

Chociaż członkowie Blossoms spotkali się i utworzyli zespół jako młodzi dorośli, los połączył ich dużo wcześniej. Tom Ogden (wokal, gitara), Charlie Salt (bas), Josh Dewhurst (gitara), Joe Donovan (perkusja) i Myles Kellock (klawisze) wszyscy urodzili się w tym samym szpitalu – Stepping Hill Hospital w Stockport. Dorastali w obrębie dwóch mil od siebie nawzajem. Debiutancki album zespołu, zatytułowany po prostu Blossoms, ukazał się w 2016 roku, i przyniósł grupie dość duży rozgłos: nominację do Mercury Music Prize oraz British Breakthrough Act roku 2017.

Czy trzy lata później, przy trzecim już studyjnym krążku, grupa jest w stanie kontynuować trajektorię sukcesu?

Mój problem z zespołem Blossoms już od lat jest następujący: jestem w stanie z przyjemnością słuchać ich utworów, nie wzbudzają one jednak we mnie żadnych emocji. Na palcach mogę policzyć kawałki grupy, które nie wpadają jednym uchem i nie wypadają drugim. Niestety, tak jak się obawiałam, Foolish Loving Spaces jest tak samo letnie i zachowawcze, jak poprzednie albumy zespołu.

Oprócz estetyki, Blossoms zapożyczają wprost z lat siedemdziesiątych liczne muzyczne triki. Słyszalne to jest zarówno w instrumentacji (dzwonki, syntezatory), wokalach (oprócz wokalisty Toma Ogdena mamy do czynienia z damskimi chórkami) jak i w celowo naiwnych, romantycznych, balladowych tekstach. Nietrudno zauważyć, że Blossoms wypracowali sobie niszę, z której nie mają zamiaru się ruszyć nawet na krok. O ile ten brak eksperymentowania sprawia, że Foolish Loving Spaces to album spójny, łatwy do przesłuchania w całości, o tyle nie ma co tutaj szukać ekscytacji.

Na początek o plusach krążka. Otwierające album If You Think This Is Real Life to znakomita kompozycja, szybko wpadająca w ucho, z bardzo chwytliwym refrenem. Na Foolish Loving Spaces napotkamy jeszcze kilka popowych, optymistycznych przebojów: singiel The Keeper, którego chętnie słuchałabym w radio, a także Oh No (I Think I’m In Love), szybkie i taneczne, z refrenem przynoszącym na myśl dokonania grupy ABBA. Z kolei zamykające album Like Gravity to intrygujący kawałek w stylu The Strokes. Poprawne i całkiem przyjemne w odbiorze jest My Vacant Days, zagrana na gitarze akustycznej ballada przynosząca tak pożądaną zmianę nastroju na nieco bardziej melancholijny. 

Reszta utworów zlewa się niestety w jedną, mało ekscytującą masę optymistycznego, nieco miałkiego popu z przesłodzonymi tekstami. Największe przestępstwo popełnia tutaj utwór Your Girlfriend, serwując nam taką “perełkę” liryczną:

I’m a boy
And she’s a girl
With more charm than most movie stars
So we met
Through a friend
We rent a place and she comes round to stay

Nie zrozumcie mnie źle: Foolish Loving Spaces zapewne miało być dokładnie takie, jakie jest. Wszystko się tutaj udało. Blossoms wiedzą, czego chcą, znają swoje mocne i słabe strony i są w lepszej formie, niż kiedykolwiek. Nie każdy zespół czy artysta musi czy nawet powinien eksperymentować. Nie jestem niestety pewna, czy trzymanie się tego, co znane i sprawdzone to recepta na długowieczność. Mnie osobiście taka poprawność nie wystarcza, i bardzo liczę na to, że Blossoms jeszcze kiedyś mnie zaskoczą, ponieważ mają ku temu wszelkie predyspozycje. Potrzebują tylko więcej odwagi.

Exit mobile version