Site icon All About Music

Bloo Crane – Bloo Feelings (2020), recenzja Karola Piotrowicza

Bloo Crane swoim nowym albumem wynaleźli lek na nudę, smutek i udrękę. Chłopaki wprowadzili na polski rynek muzyczny powiew świeżości i oryginalności, czyli coś, czego wszyscy potrzebowaliśmy.

Niebieski to kolor, który niesie ze sobą wiele znaczeń. Może on oznaczać smutek i chłód, ale w kontekście tego albumu, bardziej pasuje zupełnie przeciwstawne znaczenie tej barwy. Otóż niebieski nie wskazuje jedynie na złe uczucia, ale jest on także symbolem kreatywności i inspiracji. To właśnie cechuje zespół Bloo Crane, który może dopiero debiutuje na polskim rynku muzycznym, ale za to w jakim stylu!

Wydanie debiutanckiego albumu to wielki stres. Po raz pierwszy prezentujesz swoją muzykę dla większego grona. Może ona zostać bardzo dobrze przyjęta, obojętnie, lub źle. Dlatego właśnie tak ważne jest, by ten start był mocny. Najnowszy album chłopaków zatytułowany jest Bloo Feelings.  

W skład formacji wchodzą Michał Polański i Krzysztof Kołodziejczyk. Krakowskie duo tworzy muzykę z pogranicza dance/electro/pop/house. Taki misz-masz wydaje się ciężki to uzyskania, jednak im się udało z połączenia tych stylów stworzyć coś niekonwencjonalnego i niezwykle kreatywnego. Na albumie znalazło sie 10 utworów. Każdy z nich ma charakter bardziej klubowy, więc wielbiciele ballad raczej będą musieli obejść się ze smakiem. Jednak brak wolniejszych utworów wcale nie sprawia, że płyta jest w jakimkolwiek stopniu gorsza. Wręcz przeciwnie, dzięki trzymaniu się jednej stylistyki, udało się tutaj uzyskać pewną spójność. Uważam, że to dobry zabieg, ponieważ Bloo Crane nie odkrywają wszystkich swoich kart i walorów na pierwszy rzut i wierzę, że w późniejszym czasie będą dzięki temu mogli eksperymentować.

Pierwszym singlem promującym płytę był Attention. Jest to taneczny i niezwykle wpadający w ucho kawałek z jakże każdemu znanym przesłaniem. Autor po prostu opisuje uczucie towarzyszące zauroczeniu. Był on świetnym wyborem, ponieważ niewątpliwie jest perełką na albumie. Wraz z premierą krążka pojawił się też drugi singiel Dancing. Chociaż na pierwszy rzut oka jest to utwór o tym jak poprzez taniec można uwolnić się od wszelkich trwóg, które na nas spadły, to jednak ma on głębsze znaczenie. W warstwie lirycznej podmiot zmaga się z frustracją, która go przepełnia. Twierdzi, że ma tendencję do wyolbrzymiania wszystkiego co się dzieje wokół niego.

Poza singlami warto wspomnieć o kilku innych piosenkach. Przede wszystkim już wcześniej znany przez wszystkich Head in the Sky. Jest to jeden z utworów, dzięki którym udało się chłopakom zdobyć kontrakt płytowy. Gdyby kluby były otwarte, to zapewne słyszelibyśmy ten utwór w każdym z nich. Kolejną perełką jest Can We Go Back. Można tu wyczuć inspirację typowym popem z początku XXI wieku zmieszanym z muzyką house. Chociaż odstaje od reszty utworów, to jednocześnie idealnie się komponuje w całokształt płyty. Warto też wspomnieć o kawałkach Us i Together, które hipnotyzują pewną łagodnością podczas zwrotek i wybuchają w refrenach.  

W czasach kiedy jesteśmy katowani przez wielkie wytwórnie i radiostacje utworami, które niczym się od siebie nie różnią i są robione na jedno kopyto, dobrze jest móc odnaleźć pewną odskocznie. Album, który nie tylko poprawi nam nastrój, ale także zaznajomi nas z czymś nowym. Taki efekt udało się uzyskać właśnie płytą Bloo Feelings. Bloo Crane to zespół, który może bardzo dużo osiągnąć. Ten debiut jest bardzo obiecujący, a świetnie skomponowane kawałki wraz z oryginalnym wokalem Michała to coś po co warto sięgnąć. Gorąco polecam.

Exit mobile version