Site icon All About Music

Bitamina – Tu Da Max LIVE (2020), recenzja Kacpra Pelo

Wydawanie albumów koncertowych nie jest zbyt częstym zjawiskiem w naszym rodzimym przemyśle muzycznym. O ile zagraniczne gwiazdy zwykle kończą trasę spektakularnym DVD, w Polsce jest to raczej rzadkość. Inną ścieżką poszedł zespół Bitamina, wydający zapis z warszawskiego koncertu w Palladium. Jak wypada ich live?

Bitamina to zespół, który bardzo prężnie działa na polskim rynku muzycznym. Od wydania ich pierwszej płyty minęło już 7 lat. Od tego czasu zaprezentowali aż 5 różnych albumów. Imponujący wynik, prawda? Co warto podkreślić, albumy nie są tendencyjne i jednorodne. Każdy z nich jest eksperymentalny i utrzymany w innej stylistyce. Przez hip-hop i jazz, aż po indie. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nic dziwnego, że postanowili w końcu opublikować nagranie koncertowe, stanowiące zwieńczenie ich dotychczasowego dorobku.

Po pierwszych koncertach Bitaminy, we wrześniu 2016r., Tomek powiedział ”jak pogramy ze sobą dwa-trzy lata to może będziemy gotowi na płytę live”. Kolega niewiele się pomylił. Dziś dzielimy się z Wami zapisem jesiennego koncertu z Palladium, na którym działy się rzeczy niezwykłe. Takich spotkań doświadczyliśmy sporo w różnych zakątkach naszego kraju, za co całym sercem dziękujemy! Za obecność, za zaufanie, za energię – tu da max!

Po pierwszym przesłuchaniu byłem trochę zaskoczony. Spodziewałem się aranżacji utrzymanych w tej samej stylistyce oraz ładu. Wyszło… inaczej. Koncert jest swojego rodzaju zwieńczeniem tych kilku lat chłopaków na scenie i podsumowaniem ich dotychczasowej działalności. A że była ona eksperymentalna i ogromnie zróżnicowana – taki też jest ten live. Trochę jak składanka The Best Of…, ale przy losowym odtwarzaniu. Jeden wielki artystyczny chaos. Dla fanów zespołu może być to jeden z największych atutów – większość hitów z różnych lat na jednym koncercie brzmi jak wspaniałe przeżycie. Jednak dla osób, które przez takie wydawnictwo chcą dopiero poznać zespół, może wydawać się to zbyt zagmatwane. Przeplatające się style mogą nieźle namieszać w głowie ludziom, którzy próbują dowiedzieć się, czym jest Bitamina.

Co do aranżacji, nie ma się czego przyczepić. Jak to bywa na koncertach – brzmią świeżo i wybrzmiewają zupełnie inaczej niż na płycie studyjnej. Szczególnie przypadł mi do gustu kawałek Poka jak u ciebie tańczą, który w wersji na żywo jest jeszcze bardziej energetyzujący. Niemal czuć oddech i duchotę spowodowane setkami osób w Palladium, którzy razem ze swoimi idolami wyśpiewują kolejne wersy piosenek. Najlepiej widać to na przykładzie utworu Nikt, podczas którego na scenie wystąpił gość specjalny – Dawid Podsiadło. Razem z nim słychać energie tłumu, który śpiewa, krzyczy i piszczy. Właśnie dla takich wrażeń koncertowych wydaje się takie albumu.

Niestety, Tu Da Max ma jeden poważny minut. Jest nim brak płyty DVD. Dopóki nie otrzymałem swojego egzemplarzu, byłem przekonany, że znajduje się w nim nagranie audio jak i wideo. Mocno się rozczarowałem, gdy zobaczyłem, że jest inaczej. Dotychczasowe single wydawane na YouTube miały dołączone fragmenty z koncertu, więc był on również nagrywany w taki sposób. Wielka szkoda, że nie da się go obejrzeć w całości, bo jest to główny powód, dlaczego lubię albumy live – możliwość obejrzenia, a nie jedynie odsłuchania.

Podsumowując, Tu Da Max jest albumem dobrym dla fanów, jako składanka największych hitów Bitaminy w odświeżonych aranżacjach. Dla osób, które nie siedzą zbyt głęboko w ich muzyce, może wydawać się odrobinę zbyt chaotyczny. Dlatego nie jest to ani plus ani minus – zależy to od punktu widzenia. Rozczarowujący jest brak nagrania wideo, które jeszcze lepiej oddałoby klimat całego koncertu. Ciężko ocenić mi ten album w taki sposób, bo nie wydaje się być czymś nowym, a raczej koncertową kompilacją.

Exit mobile version