Site icon All About Music

Bishop Briggs – Church Of Scars (2018), recenzja Justyny Rojek

Skuteczność z jaką podbija scenę muzyczną od 2016 roku robi wrażenie. Wystarczył pierwszy singiel Wild Horses, użyczony w reklamie samochodów Acura, aby zdobyć serca słuchaczy z całego świata. Chwilę później doszły dwie EP-ki z 400 milionami streamów na całym świecie, czy wreszcie wyśmienity cover Never Tear Us Apart do trzeciej części Greya. Jednak to dopiero początek. W końcu Bishop Briggs przystąpiła do najważniejszego dzieła i wydała swój debiutancki album Church Of Scars. Czyżby rosła nowa gwiazda na miarę Florence Welch lub Banks?

Sarah Grace McLaughlin, bo tak brzmi prawdziwe imię Bishop Briggs, pochodzi z Londynu. W wieku 4 lat przeniosła się z rodzicami do Tokio, gdzie występując w barach karaoke zapragnęła związać swoją przyszłość z muzyką. Lecz dopiero przeprowadzka do Los Angeles zaowocowała rozgłosem. Śpiewając w małych klubach została dostrzeżona przez osobę z wytwórni i tak to się zaczęło. Muzyka Briggs, dotychczas kojarzona z electro pop, na debiucie obejmuje większe spektrum możliwości: pop, rock, soul, folk. Jednak brzmienie szybko usuwa się w cień kiedy na horyzoncie pojawia się głos wokalistki potężny i surowy, idealnie współgrając z mroczną liryką.

Tytuł debiutanckiego wydawnictwa piosenkarka zaczerpnęła ze swojej kompozycji Hallowed Ground, a dokładnie ze zwrotki: Moje serce to świątynia blizn. Jak przyznała: właśnie tak się czułam tworząc ten album. Postanowiłam w ten sposób opanować lęk przed moimi ranami. Mam nadzieję, że słuchając mojej płyty, poczujecie się mniej samotni.

Spośród czterech singli, które do tej pory wydała wokalistka, dwa z nich to dobrze znane przeboje z minialbumu Bishop Briggs – EP. Pierwszy Wild Horses serwuje na przemian akustyczny gitarowy riff i elektroniczne beaty. Wokal nie jest tu może jeszcze tak bardzo wyróżniony, za to pojawia się pewna tendencja, która będzie determinować kolejne piosenki delikatne zwrotki i mocne refreny. Kolejny singiel River potwierdza to jeszcze dobitniej. Z początku wolny, ale pełen refleksji kawałek, w refrenach zostaje rozpalony agresywnym wręcz głosem Briggs. Ta piosenka prezentuje różnorodne osobowości: silną, słabą, rozdartą, kontrolującą, uległą. One wszystkie są częścią mnie i stale się zmieniają. Myślę, że ludzie to poczują, wyjaśnia Sarah w sesji dla Spotify. Z kolei utwór Dream napisany wspólnie z Danem Wilsonem (współautorem Someone Like You Adele) utrzymany  jest w mieszance folkowo-popowo-elektronicznych uniesień. I choć nie wciąga już tak szybko jak dwa poprzednie single, to najważniejszy muzyczny element głos pozostaje nienaruszony. Jeszcze lepiej (jak nie najlepiej) słychać to w White Flag. Swoim wokalnym instrumentarium Briggs wzbija się tutaj na wyżyny możliwości, chcąc zagrzać fanów do walki  Nie wywieszę białej flagi, nie, Tym razem nie odpuszczę, Wolałabym umrzeć, Niż oddać walkę, przekonuje piosenkarka.

To nie wszystko. Bo kiedy Sarah oferuje tę subtelniejszą stronę albumu dostajemy same rarytasy. Lyin’, stworzona przy udziale Dana Reynoldsa z Imagine Dragons, w ciągu ułamka sekundy chwyta słuchacza za serce. Nastrojowe zabarwienie plus emocjonalny śpiew idealnie współgrają z tutaj bolesną liryką: byłam w łańcuchach, byłam w ogniu, Byłam w głębi, byłam kłamczuchą, Umierając za Twoją miłość. W tej prostocie tkwi siła by poruszać. Podobne zresztą odczucia niesie kompozycja Water, gdzie dodatkowy akcent stanowi surowsze brzmienie i podniosły chór. Wrażliwe oblicze to zdecydowany as w rękawie Sarah.

Debiutancki Church of Scars nie przynosi jakiejś wielkiej rewolucji w muzyce. Briggs po prostu stawia na swój największy atut w postaci imponującego wokalu, który wspiera brzmieniem stworzonym na modłę radio-friendly songs. Na większy zawrót głowy przyjdzie poczekać. W końcu z takim talentem to tylko kwestia czasu.

Exit mobile version