Site icon All About Music

Birdy – Young Heart (2021), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej

Dekadę temu, jej cover piosenki Skinny Love od Bona Ivera, podbiło serce wielu, teraz 24-latka powraca ze swoim piątym studyjnym albumem. Czy coś się zmieniło przez ostatnie 10 lat? 

Młodej wokalistce nie można odmówić niesamowitego talentu i pięknego głosu. Na przestrzeni ostatnich lat wszyscy mogli obserwować, jak dorasta, a z nią jej twórczość. Jej muzyka towarzyszyła niejednej osobie w złym humorze, przy złamanym sercu czy podczas cięższego okresu w życiu. Nie wiem, czy istnieje choć jedna playlista na Spotify typu “heart break”, bez chociaż jednej piosenki Birdy. Bo jak każdy wie – smutek najlepiej zwalczać smutną muzyką. 

Wszyscy fani byli ciekawi czym zaskoczy wokalistka na kolejnej płycie. Wokalnie Birdy jednak nie pokazuje na tym albumie tyle, co na Beautiful Lies. Choć nie ujmuje to jej zdolnościom ani pięknej barwie jej głosu, to jednak jest to zachowawcze i po prostu poprawne. Po tym co pokazała w przeszłości, jednak oczekiwania wobec niej są postawione dużo wyżej.  

Muzycznie jednak Young Heart jest zupełnie inną bajką. Jest to coś, czego nie da się znaleźć na żadnej z jej poprzednich płyt. Czy jest to w tym wypadku plus? Folkowo alternatywne brzmienie jest mocno przedekorowane. Wykorzystanie śpiewu ptaków nie jest według mnie najlepszą decyzją, jaka została podjęta na tym albumie. Zazwyczaj używanie sampli z otoczenia czy danych dźwięków ma za zadanie dodać coś i zmienić brzmienie danej piosenki. Tutaj jednak nie wnosi to nic nowego, a wręcz przeszkadza w odbiorze piosenki, ponieważ daje wrażenie, że jest tego wszystkiego wręcz za dużo. 

Największym problemem tego albumu są teksty. Birdy po raz kolejny popada w te same schematy i mówi o złamanym sercu, zerwaniu, niestety jest to coś, co już przewijało się w jej poprzedniej twórczości. To wszystko wygląda jakby młoda wokalistka utknęła trochę w celi tego, dzięki czemu zyskała popularność. Są jednak utwory, które pokazują, że potrafi ona pisać o czymś innym i to w niezwykle piękny sposób. Przykładem takiego utworu jest River Song, gdzie młoda artystka porusza motyw upływu czasu, lęku przed przyszłością i tym, co pozostawiła za sobą.  

Kolejną pozycją na tym albumie, która szczególnie urzekła mnie jest Lighthouse. Piosenka jest pozbawiona zbędnych ozdobników, jest ona czysta, klimatyczna i ma wielką siłę w swojej prostocie. W tekście tej piosenki Birdy oprócz malowania niesamowicie pięknego krajobrazu wybrzeża Anglii, mówi o miłości, która trzymała jej dom rodzinny w całości. Bez tej osoby dziewczyna nie jest w stanie odnaleźć drogi powrotnej do domu, stąd też tytuł tej piosenki. 

Największym problemem tego albumu jest według mnie to, że przez większość czasu jest on po prostu poprawny i zachowawczy. Wolałaby usłyszeć cały album, który opowiada o tym, co Lighthouse czy River Song, niż kolejne piosenki o złamanym sercu. Czekam na moment, aż Birdy całkowicie odejdzie od tych miłosnych tematów, bo ma zdecydowanie dużo więcej do zaoferowania. Widać, że na przestrzeni tych wszystkich lat bardzo dojrzała, pięknie jest obserwować tę zmianę, jednak czekam aż całkowicie pokaże na co ją stać jako autorkę tekstów i artystkę. 

Exit mobile version