Na początku można było obawiać się o brzmienie najnowszego krążka Billy Talent. Z powodów zdrowotnych z nagrań musiał zrezygnować dotychczasowy bębniarz zespołu Aaron Solowoniuk, którego zastąpił w tej roli Jordan Hastings z Alexisonfire. Zespół zawsze miał w sobie ogrom siły wypływającej z każdej nuty, jednak po tym jak do składu dołączył Jordan można powiedzieć, że Billy Talent powrócili ze zdwojoną mocą.
Czasami małe zmiany powodują kompletny bałagan, czasami wychodzą zespołom na dobre. Billy Talent nie odbierzemy tego, że brzmienie Afraid of Heights jest zdecydowanie lepsze od poprzednich czterech longplayów. Jordan dodał pewnej świeżości do twórczości zespołu, a przede wszystkim nadał większej prędkości kompozycjom. Z samego początku wita nas gitara rodem z kalifornijskiego punk-rocka. Na szczęście to jedynie kilka pierwszych sekund. Za chwilę Big Red Gun zaczyna rozpędzać rollercoaster Billy Talent. Szybki, rytmiczny i melodyjny refren wprowadza w charakterystyczny dla grupy klimat. Tytułowy utwór Afraid of Heights i jego następca Ghost Ship of Cannibal Rats to miód na uszy starych fanów. A później nadchodzi czas na utwór idealny żeby wyzionąć ducha podczas koncertu. Przy dobrym aranżu koncertowym Louder Than the DJ może zabrzmieć niezwykle energetycznie.
The Crutch należy jeszcze do tej grupy utworów Afraid Of Heights, w której słychać mocniejsze, bardziej zadziorne gitary. Może gdzieś w tej kompozycji dopatrywałabym się Rage Against The Machine w brzmieniu wiosła, ale na pewno nie pod negatywnym względem. Jak na każdy rockowy krążek przystało tempo w końcu musi zwolnić, a w tym miejscu pojawić się ballada. W tym przypadku mówimy o czymś raczej na wzór ballady, sześciominutowym Rabbit Down The Hole. Powiedzmy sobie szczerze – drugich „Schodów Do Nieba” nikt nie nagra. Niby i jest solo gitary, niby i pojawia się skakanie po dźwiękach, które ma wzbudzać silniejsze emocje, ale nie działa to do końca w ten sposób. W dwóch kolejnych utworach Time-Bomb Ticking Away i Leave Them All Behind słyszę za dużo Kalifornii, żeby ocenić je pozytywnie. To nie ten sam Billy Talent, co na początku płyty.
Za to aranżem zaskakuje Horses & Chariots. Nieważne, że w zwrotce wokal Bena Kowalewicza jest bardzo zbliżony do jedynego w swoim rodzaju Serj’a Tankiana. Jednak jest to wersja jego taniej podróbki. Muzycznie – chyba najlepszy kawałek na całej płycie. Zespół udowodnił, że czasami potrafi odbiegać od schematów wytyczonych kilka lat temu. This Is Our War znika gdzieś w czeluściach. Chociaż gdyby znalazł się wyżej na playliście Afraid Of Heights byłby bardziej zauważalny. Płyta rozdzielona jest delikatnie na dwie części, które dezintegruje Rabbit Down The Hole, a This Is Our War idealnie wpasowuje się w jej pierwszy fragment. Drugi, bardziej eksperymentalny rozdział zamyka February Winds, gdzie jedyne co warte pozostawieniu w pamięci, to pokaz wielkości wokalu Kowalewicza, oraz bardziej spokojna i jednocześnie zdecydowanie gorsza wersja tytułowego Afraid Of Heights (Reprise).
Na piątym longplayu Billy Talent można znaleźć kilka perełek jak Horses & Chariots, Ghost Ship of Cannibal Rats czy The Crutch. Niestety przyćmiewa je kilka gorszych momentów. Płyta na pewno warta jest kilkukrotnego przesłuchania, nawet ze względu na produkcję – tutaj ukłony dla Iana D’Sa, za kolejną dobrą produkcję własnego albumu. Czy ktoś woli Billy Talent w dotychczasowej dynamicznej wersji, czy nowatorskiej zdecyduje sam.

