
Billy Idol, Moby i Paul Oakenfold na jednej płycie? Wszystko jest możliwe. Stylistycznie różne osobowości spotkały się w imię muzyki, którą jest przepełniona 33-letnia kompilacja Vital Idol. Dodajmy do tego Revitalized i mamy idealną celebrację rocznicy płyty z 1985 roku, gdzie tym razem usłyszymy nowoczesne wersje klasyków w wykonaniu najbardziej charyzmatycznego blondyna na rockowo-punkowej scenie.
Wokalista, autor tekstów, a także prawdziwy punkowiec Billy Idol to osobowość w świecie muzycznym, która wytyczyła w nim własną ścieżkę łącząc punk, hard rock, glam i dance na takich albumach jak debiutanckie Rebel Yell z 1982, Whiplash Smile z 1986 i Charmed Life z 1990 roku. Single, takie jak Rebel Yell, Dancing With Myself i Cradle of Love pomogły zbudować mu silną i trwałą karierę muzyczną. Do dziś Idol koncertuje i kontynuuje nagrywanie nowych, pełnych pasji materiałów. Ostatni premierowy ukazał się w 2014 roku razem z Kings & Queens of the Underground.
Album Vital Idol, początkowo wydany w Wielkiej Brytanii w 1985 roku, a następnie w Stanach Zjednoczonych w 1987 roku, był pierwszą płytą zremiksowaną i wydaną przez gwiazdę rocka. Oprócz posiadania certyfikowanej platyny, płycie towarzyszyła piosenka Mony Mony, która osiągnęła nr 1 na liście Billboard Hot 100 Singles, a także trafiła do pierwszej dziesiątki UK Singles. Po ponad 30 latach, gdy przełomowa kompilacja przyniosła dance-rockowy powiew muzycznej świeżości w drugiej połowie lat 80-tych, Vital Idol: Revitalized powraca do tradycji eksperymentowania i zbiera 11 nowych remiksów najwiiększych przebojów Billy’ego. W procesie rewitalizacji o nową oprawę słynnych klasyków postarały się takie gwiazdy sceny elektronicznej jak: Moby, The Crystal Method i Paul Oakenfold, a także kilku obecnych innowatorów, w tym RAC, Tropkillaz, Shiba San, Juan Maclean i CRAY.
Vital Idol: Revitalized zaczyna się od klasycznego White Wedding, otrzymującego basowe brzmienie od CRAY. Zminimalizowany dźwięk o rockowym podkładzie podkreśla charakterystyczny wokal Idola, następnie przechodzi w hip-hopowe rejony, ale szybko jednak wraca do bardziej tradycyjnego brzmienia rocka. Nieco odwrotnie jest przy Dancing With Myself, które zachowuje więcej oryginalnego charakteru w remixie RAC. Autor kładzie nacisk na syntezatory i perkusję, podkreślając zabójczy rytm piosenki, która w tej wersji wydaje się być jeszcze bardziej nieokiełznana i nieoczywista.
Remiks utworu Eyes Without A Face Tropkillaza wprowadza w nastrój melodii, podkreślając wokale i dostarczając syntetyczne napięcie. Zachwyt nad oryginałem wciąż zostanie niepokonany, ale remiks jest jego intrygującym następcą, który brzmi bardzo współcześnie i bez trudności mógłby konkurować na tanecznych listach przebojów z młodszymi o trzydzieści lat utworami. W międzyczasie Rebel Yell powierzono dla The Crystal Method. Jako że jest to jeden z moich topowych numerów w dyskografii artysty, od początku wiedziałam, że jego uwspółcześnienie może nie spotkać się z moją aprobatą. Po bliższym poznaniu odczucia są raczej przychylne, ale nieporównywalne z pierwowzorem o ogromnym potencjale. Remix ma bardzo dobry wstęp, a w pierwszej połowie syntezatorowe wibracje sprawiają, że dźwięk jest dość niestabilny. Z kolei solówka i agresywny wokal w refrenach są perfekcyjne. Podsumowując – przeciwieństwa się przyciągnęły. Przeciętne zwrotki z ekspresyjnymi refrenami tworzą prawdziwą mieszankę wybuchową, która z pewnością zostanie w pamięci po zapoznaniu się z całością płyty.
Kolejny mistrz swojego rzemiosła, Moby ingeruje w (Do Not) Stand In The Shadows. Efektem jest elektroniczna, ciężka oprawa, która pozwala wokalowi Idola świecić wśród pulsującego rytmu. Niby brzmi poprawnie, ale monotonność zdecydowanie bierze górę. Podobnie jest z Flesh For Fantasy w wersji St. Francis Hotel, choć funkowy dźwięk z ułożoną wokół elektroniką jest o wiele przyjemniejszy od poprzednika. Do listy odświeżonych numerów dołącza Catch My Fall. W odróżnieniu od dotychczasowych utworów, wersja Juana Macleana jest stonowana, ale skoczna i stabilna. Stroni od dźwiękowego przepychu i trzyma się charakterystycznych elementów dance i rocka lat 80-tych tworząc ją jasny punktem na tle wszystkich numerów.
Wspominając Paulu Oakenfoldie, już na wstępie można wywnioskować, że będzie to propozycja z rozmachem. Twórca wziął na warsztat One Breath Away, by stworzyć idealną taneczną i klasyczną wersję oryginału. Jest przestrzeń dźwięku, mocny taneczny bit, a na tym wszystkim lekko ucierpiał sam bohater, którego wokal został przyspieszony. Nie brzmi to jednak jak karykatura, a bardziej jak odrodzenie utworu we współczesnych czasach. Następnie To Be A Lover otrzymuje pełne brzmienie basu od DJDS, tworząc zmysłowy rytm z kilkoma naprawdę funkowymi okrążeniami. Dalej Do not Need A Gun otrzymuje mroczną, elektroniczną otoczkę od Shiba San, w której ciemny bas przejmuje całą produkcję. Podstawę zamyka Shotgun Mike umieszczając swoją interpretację Hot In The City, które kołysze łagodnym brzmieniem. Rockowy numer został całkowicie przearanżowany na lekki dance i muszę przyznać, że słowa Hot Sumemr Night brzmią w tej wersji niemniej wiarygodnie i adekwatnie.
Dla tych, którzy preferują zakup poprzez cyfrowe serwisy, tylko tam można wzbogacić wydanie o kolejne cztery remiksowe nowości. Wśród nich Mony Mony, kolejny punkt na mojej liście faworytów artysty, a co za tym idzie – wymagania i wysoka poprzeczka. Nowa wersja od samego Idola i legendarnego gitarzysty Steve Stevensa nie zawodzi, a wręcz jest porównywalnie dobra! Świetny rytm, nowe wstawki, zachowanie całej koncepcji numeru. Jest to idealny przykład zakorzenienia i tak nieśmiertelnego numeru do statusu ponadczasowego przeboju. W cyfrowej edycji można dodatkowo usłyszeć rozszerzone o kolejne sekundy wcześniej poznane remiksy od Paula Oakenfolda i Moby’ego.
Rockowe klasyki po około trzydziestu latach trafiły na rozgrzane syntezatory i gitarę basową. Część wyszły z nich lekko spalone, inne zaś okazały się bardzo dobrze wyważonym połączeniem przeszłości z teraźniejszością. Bez względu na to, jak bardzo dana aranżacja była dobra lub wręcz przeciwnie, Billy Idol ze wszystkich przypadków wychodzi zwycięsko za sprawą charakterystycznego wokalu i pewnego rodzaju wrażliwością, którą słychać w każdej piosence. Vital Idol: Revitalized to spontaniczny objazd przez kultowe numery, pełen zabawy i wspomnień, które fani niewątpliwie będą chcieli dodać do swoich kolekcji, choć prawdopodobnie nie przyniesie wielu nowych osób do tego grona. Remiksy są intrygującymi interpretacjami oryginalnych utworów, ale te zawsze pozostaną lepsze od retuszów EDM.

