Site icon All About Music

Jeszcze wolno się z tego śmiać. Big Cyc – Wolność słowa na kartonie, 2023 (recenzja)

Od pewnego czasu mam wrażenie, że zespół Big Cyc przeżywa kolejną młodość. Wprawdzie od 88 roku, w którym powstała kapela minęło kilkadziesiąt lat, ale chłopaki konsekwentnie trzymają się obśmiewania rzeczywistości i już po samym tytule krążka, czyli Wolność Słowa Na Kartonie można domyślać się, że na brak materiału nie mogli narzekać.
Z rzeczywistości politycznej panowie czerpią nie pierwszy raz, bo przecież są autorami takich utworów jak: Antoni wzywa do broni, czy nieco starsze Moherowe Berety. Moim zdaniem ten krążek zdecydowanie można, a nawet trzeba traktować jako kontynuację tego, z czego Big Cyc zasłynął już dawno temu, kolejny raz dostajemy satyrę w zgrabnym, muzycznym opakowaniu.

Ścieżkami, które składają się na wydany niedawno album, prowadzą nas od protestu kobiet przez mur aż po San Escobar. Kolejny raz więc Big Cyc przeprowadza nas przez polityczne zawirowania i niedorzeczności. Kabaret ma być nie tylko śmieszny, często bywa uszczypliwy i pod płaszczykiem żartu, kryje rosnące niezadowolenia i frustracje. Moim zdaniem, taką formę Big Cyc opanował po mistrzowsku. Na najnowszym krążku oprócz śmiechu zarówno dosłownie, jak i w przenośni słychać też narastającą irytację.Ten, kto śledzi social media Skiby, ten dobrze wie, co ten artysta myśli o prawej stronie politycznych mocy. Na swoim najnowszym albumie chłopaki krzyczą o sprawach, które niektórzy woleliby przemilczeć. Można nie przepadać za samą formą, ale nie można chyba odmówić im tego, że są wnikliwymi obserwatorami polskiej rzeczywistości, a skoro tak, to wiedzą też, że podziały są tu na porządku dziennym. Mogliście się więc domyślić, że i o tym zaśpiewali, a utwór nazwali Pół na Pół.

W piosenkach zamkniętych na najnowszym krążku znajdziecie Jarka, Czarnka, a na dokładkę również osiem gwiazd. Panowie nie omijają także kościoła i przypominają o Ustawie Zasadniczej. Wśród 10 utworów znajdziecie zarówno bezpośrednią krytykę, jak i przenośnie, jest też kilka dosadnych słów. Czy da się napisać niepolityczną recenzję po brzegi politycznego albumu? Można byłby skupić się jedynie na warstwie muzycznej, a tymczasem czytacie i czytacie, a nadal nie ma odniesień do kompozycji, dźwięków, stylu czy natężeń dźwięków. Przyczyna tego stanu rzeczy jest bardzo prosta, muzycznie to po prostu typowy Big Cyc. Nie od dziś panowie tworzą muzyczną mieszankę gatunków, chociaż na początku swojej kariery zdecydowanie mocniej stawiali na punk. W przypadku Wolności Słowa Na Kartonie, mamy fuzję Punka i Ska, znajdziemy tu kompozycje, które już pierwszymi dźwiękami mówią nam, że głośniki przejął właśnie ten konkretny zespół. Dźwięczne refreny, gitary, a miejscami też dęciaki. We wspomnianym już przeze mnie Viva! San Escobar, odnajdziemy zresztą bardzo znajomą mieszankę, która dźwiękowo przeniesie nas do Świata Według Kiepskich. Podobno najbardziej lubimy to, co już słyszeliśmy, to bardzo możliwe, bo znajome dźwięki nie sprawiły, że jak w niektórych przypadkach, pomyślałam o wtórności. W tym przypadku zdecydowanie bardziej stawiam na sformułowanie „stałość”.

Umówmy się, że jeśli taki zespół, jak ten wydaje płytę 13 grudnia, to nie można tu mówić o przypadku.
Konsekwentnie, od lat Big Cyc wytyka wady i paradoksy, które tworzą nasze społeczeństwo. I tym razem wykonali swoje zadanie od początku do końca, nie kierując się tym, czy ktoś zagra ich utwór w radiu, czy nie. Kiedy odsłuch albumu miałam już za sobą nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tytułowa wolność słowa na kartonie odnosi się nie tylko do szeroko rozumianej rzeczywistości, ale też do samej treści zawartej na tym krążku. Muzycy, którzy tak długo pozostają na polskiej scenie muzycznej doskonale zdają sobie sprawę z tego, że większość z utworów, które zdecydowali się wydać dosięgnie cenzura. Uśmiechnęłam się na myśl, że to trochę taki przekaz z rodzaju: wydamy to, bo nas na to stać, dosłownie i w przenośni. To oznacza, że kolejny raz znajdą się tacy, którzy wywrócą oczami z dezaprobatą i tacy, którzy docenią cięty język i zadziorne ujęcie tematu. Jeszcze inni, podobnie jak ja zaczną zastanawiać się, czy taka forma przekazu, chociaż nadal celnie podsumowująca rzeczywistość nie jest zbyt bezpośrednia.

Wolność Słowa Na Kartonie z pewnością podzieli odbiorców na pół. W tym kontekście nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać, że niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych to wcale nie on będzie pierwszy.

Exit mobile version