Za chwilę święta, zatem to już ostatni czas na koncerty w tym roku. 18 grudnia w klubie Stodoła wystąpił zespół Karaś/Rogucki – przygotowaliśmy dla Was relację z tego wydarzenia i serdecznie zachęcamy do przeczytania!
Karaś/Rogucki to zespół, który pojawił się na polskim rynku muzycznym po zawieszeniu działalności zespołów The Dumplings oraz Coma. To teoretycznie duet, lecz tak naprawdę zespół – Piotr Rogucki odpowiedzialny jest za teksty, Kuba Karaś za produkcję, obaj dopieszczają muzykę, a koncertowo dopełniają ich Wiktoria Jakubowska na perkusji oraz Kamil Kryszak na gitarze.
18 grudnia zespół wystąpił w warszawskiej Stodole i zaprezentował (głównie) materiał ze swojej debiutanckiej płyty. Nie zabrakło jednak niespodzianek, ale o nich później! Sobotnie wydarzenie rozpoczęło się kwadrans po godzinie 19.00 i potrwało 2 h – wszystko wskazuje na to, że był to mój ostatni koncert w 2021 roku, dlatego cieszę się, że tak długo mogłam bawić się w towarzystwie zespołu Karaś/Rogucki. Naprawdę, rzadko który zespół gra, aż tak długo. A tutaj niby „debiutanci”, jedna płyta, a show dłuższe niż niejednego artysty z kilkoma albumami i kilkunastoletnim stażem. Był to mój trzeci koncert tego zespołu w tym roku. Za dużo? Absolutnie nie! Mimo, że zespół ma na swoim koncie, póki co, jedną płytę, każdy koncert jest jedyny w swoim rodzaju. Jak wiemy, w 2021 roku ukazały się również dwa nowe single od zespołu, które zwiastują nową płytę i których nie mogło zabraknąć na warszawskim wydarzeniu. No właśnie, nowe piosenki, nowy album, należy nasłuchać się na żywo „starego”, debiutanckiego albumu zespołu, zanim na rynku pojawi się nowa płyta – wtedy z pewnością to ona zdominuje materiał na koncertach.
Warszawskie wydarzenie rozpoczęło się utworem Taka ilość słońca, który idealnie wprowadził słuchaczów w koncertowy wieczór z zespołem Karaś/Rogucki. Następnie mogliśmy usłyszeć utwór 1996, czyli cover zespołu T/Love, który znalazł się również na debiutanckim albumie zespołu. Swoją drogą ciekawe, czy umieszczanie jednego coveru na płycie stanie się jakąś ich tradycją (tak jak jest to np. u Natalii Przybysz). Miejmy nadzieję, że już niedługo się o tym przekonamy! Już na początku koncertu przyszedł czas na jeden z tegorocznych singli zespołu, czyli utwór Jutro Spróbujemy Jeszcze Raz. I być może nowe single mają trochę inną energię od utworów z Ostatniego Bastionu Romantyzmu, jednak koncertowo jest ciekawie i energicznie! Kolejno publiczność została zaproszona na Małą Śmierć, czyli zabrzmiał utwór La petite mort.
Standardowo, na koncercie nie mogło zabraknąć Ciociosanu, czy Witamin, ale koncertowa setlista objęła też spokojniejsze utwory, jak np. Świecę we wszystkich kierunkach. Była też niespodzianka! I to w sumie nie jedna – można wyróżnić trzy szczególne momenty tego wieczoru. Pierwsze zaskoczenie nastąpiło podczas utworu Witaminy, kiedy na scenie pojawił się gość z widowni. Jak do tego doszło? Otóż historia jest dość skomplikowana, ponieważ do tego utworu miała zostać zaproszona mała dziewczynka, Antonina, która wraz z rodzicami pojawiła się na koncercie. Zespół wiedział o jej obecności i chcieli zrobić jej niespodziankę, lecz jak się okazało, do czasu wybrzmienia utworu Witaminy dziewczynka wyszła z sali koncertu, gdyż było dla niej zbyt głośno (ale potem wróciła!). W związku z czym, jak już miał być gość, to zespół postanowił zaprosić kogoś z publiczności. Chętnych było sporo, ale została wybrana dziewczyna o imieniu Danka, która wraz z Piotrem wykonała utwór Witaminy. Trzeba przyznać, że wyszło im to bardzo fajnie i był to mega zaskakujący, spontaniczny moment koncertu!
Zaraz po Witaminach i gościni z widowni przyszedł czas na kolejnego gościa. Trochę zapowiedzianego, gdyż nie było to tajemnicą, że na scenie pojawi się Szczyl, jednak nie było pewne, który utwór zaśpiewa z zespołem (choć tego można było się domyślić). Szczyl wykonał utwór Cień, który pochodzi z jego płyty, Polska Floryda, która została wydana w tym roku. Jak powiedział sam zespół, był to ich pierwszy gość w historii grania koncertów jako Karaś/Rogucki. I mimo, że osobiście nie znam specjalnie twórczości Szczyla, to każdy gość pojawiający się u kogoś na koncercie zawsze jest miłym zaskoczeniem i doświadczeniem. Zawsze doceniam starania wszelkich zespołów, że zapraszają gości, że chcą uświetnić swój koncert, że chcą jeszcze bardziej zadowolić swoich fanów. Tak było i tym razem.
Trzecią niespodzianką było wykonanie nowego singla, zatytułowanego Zapasowy Tlen, który ukaże się już w przyszłym roku. Zespół dodał, że chcą nakręcić do niego klip i wtedy wypuścić oficjalnie. Utwór bardzo mi się spodobał, lecz tak naprawdę nie wiadomo jak będzie brzmiał w wersji studyjnej, ale w aranżacji koncertowej brzmiał naprawdę fajnie i energicznie. Takie niespodzianki są chyba jeszcze milsze, niż goście na scenie. Sobotni wieczór był naprawdę magiczny, bardzo dopracowany, widać, że zespół chciał zakończyć koncertowo 2021 rok z przytupem! Czekamy na oficjalną premierę Zapasowego Tlenu!
Na finał koncertu wybrzmiały utwory Bolesne strzały w serce oraz Ciociosan w niezwykłej, koncertowej aranżacji! Trzeba przyznać, że pożegnanie z publicznością było naprawdę mocne! Jak łatwo się domyślić, nie mogło zabraknąć BIS-u, podczas którego zespół wykonał dwa utwory, które co prawda wybrzmiały już podczas tego wieczoru, jednak mam wrażenie nikt nie stawiał sprzeciwów, aby raz jeszcze usłyszeć Kilka Westchnień oraz utwór ze Szczylem. Jak już pojawił się gość, przyjechał do Warszawy z Pomorza, to trzeba było wykorzystać tę okazję i zagrać Cień dwa razy. I super, bo na pewno nieprędko powtórzy się taka sytuacja!
Podsumowując, podczas koncertu wybrzmiały prawie wszystkie utwory z debiutanckiego albumu zespołu (zabrakło jedynie Katriny), dwa nowe single, a także wspomniane niespodzianki. Trzeba przyznać, że setlista koncertu mało różniła się od tej, która była na poprzednich dwóch wydarzeniach, w których miałam okazję uczestniczyć, jednak jest ona ułożona tak niezwykle przemyślanie, że nie widzę powodów do jej zmiany. Nowe utwory przeplatają zeszłoroczne, te bardziej spokojne wymieszane są z tymi najbardziej energicznymi. Jest wszystko tak jak być powinno, aby słuchacz czuł się dopieszczony koncertowo. Chociaż sobotnie wydarzenie i tak było wyjątkowe, gdyż było wiele niespodzianek.
Należy zaznaczyć, że podczas trwania koncertu widać było ogromne zgranie całego zespołu – i nie mówię tutaj tylko o Kubie Karasiu i Piotrze Roguckim, ale także o perkusistce Wiktorii Jakubowskiej oraz gitarzyście Kamilu Kryszaku. I tak dzieje się podczas każdego koncertu, a przynajmniej tak było na wszystkich warszawskich wydarzeniach zespołu, w których miałam okazję uczestniczyć. I za to należą się wielkie brawa, niezmiernie miło jest patrzeć na scenę i widzieć uśmiechniętych i wymieniających się swoją energią muzyków.
Usłyszenie zespołu Karaś/Rogucki ponownie, już po raz trzeci w tym roku, a po raz któryś ogólnie, było wielką przyjemnością! Ostatni Bastion Romantyzmu na żywo brzmi po prostu genialnie. Z niecierpliwością czekam na nowy album zespołu i występy na żywo z tym materiałem – już teraz, po dwóch (a w sumie trzech) singlach, czuję, że będzie brzmiał równie pięknie!
Pochwalić należy również wokal Piotra, który niejednokrotnie dał popis swoich możliwości. Niezwykłe były również ruchy sceniczna – wujek Rogucki to wciąż jeden z moich ulubionych tancerzy! Zespół, a w szczególności Piotr, podczas całego wieczoru utrzymywał kontakt z publicznością. Wyjątkowo gadatliwy był również Kuba Karaś, który zazwyczaj jest bardzo nieśmiały i małomówny na scenie. Genialna była również gra świateł – brawa dla operatora – była pięknym dodatkiem do niezwykłego wokalu i magnetyzujących dźwięków.
Karaś/Rogucki to idealny przykład zespołu, który pokazuje, że z niewielkim dorobkiem muzycznym (mając na koncie jeden album) można dać naprawdę zachwycający i pełen emocji koncert. Dziękuję zespołowi za wspaniały sobotni wieczór – dzięki Wam idealnie, koncertowo, zakończyłam ten rok! Karaś/Rogucki to gwarancja jakości i dobrej zabawy, dlatego wypatrujcie kolejnych koncertów zespołu, gdyż naprawdę jest to dawka genialnej muzyki i wokalu na żywo.
Do zobaczenia w przyszłym roku!
