To już ostatni odcinek naszego podsumowania roku 2016 – redakcja. Ostatnie osoby zaprezentują Wam dzisiaj swoje ulubione piosenki i albumy z 2016 roku. Już w kolejnych dniach opublikujemy zsumowane zestawienia. Nim to jednak nastąpi dziś zobaczcie, co grało w 2016 Agacie, dwóm Michałom, Justynie i Maćkowi.
#13. Placebo, Life’s What You Make It
#12. Beyoncé, Formation
#11. SLAM x Mr.V, Take You There
#10. Burial, Young Death
#9. Sigma x Birdy, Find Me
#8. Zamilska, F***fray
#7. M83, Go!
#6. Katy B x Chris Lorenzo, I Wanna Be
#5. M.I.A., Go Off
#4. Massive Attack x Azekel, Ritual Spirit
Niezwykle trudno jest mi wybrać najlepsze utwory mijających 12 miesięcy – tym bardziej, że niemal każdy gatunek muzyki miał swoje absolutne bangery, które są warte uwagi. Niemniej jednak pierwsza trójka przedstawia się następująco:
#3. Phantogram, You Don’t Get Me High Anymore
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Phantogram zaczęli zjadać swój własny ogon – album Three jest bardzo nierówny, przez co trudno się go słucha i ocenia. Mimo wszystko znajduje się na nim kilka mocnych punktów. Z pewnością należy do nich You Don’t Get Me High Anymore – szybki, chwytliwy, pełen energii i doskonałego brzmienia. Indie-rockowa melodia połączona z elektroniką czynią z niego drapieżny, mocny singiel, który łatwo wpada w ucho i pokazuje amerykański duet w najlepszej formie.
#2. Austra, Utopia
Tyle czekałam na wieści z obozu Austra i wreszcie się doczekałam – singiel Utopia to bardzo dobry comeback po trzech latach milczenia. O ile materiał z poprzedniej płyty, Olympia, był dość ciężki i smutny, ten utwór ma w sobie wiele światła i lżejszego brzmienia; jednak jak to u Katie Stelmanis bywa – nieprzesadnie słodkiego. Utopia to niby bardziej popowe klimaty, ale wciąż z dawką melancholijnego piękna. Na album Future Politics czekam więc jak na mrowisku.
#1. The Kills, Doing It To Death
Mój naczelny earworm roku 2016! The Kills powrócili w doskonałym stylu, z nową energią i mocnym, zdecydowanym brzmieniem – energetyczny, rockowy i zadziorny kawałek Doing It To Death stanowczo najczęściej gościł w mojej playliście i uważam go za niekwestionowanego króla mijających 12 miesięcy. Dobrze brzmi zarówno solo, jak i na tle całego albumu Ash & Ice: słucha się go z prawdziwą przyjemnością i wciąż z takimi samymi ciarami, jak za pierwszym razem.
#13. James Blake, The Colour in Anything
#12. Aurora, All My Demons Greeting Me As A Friend
#11. Drake, Views
#10. Rihanna, ANTi
#9. Anderson.Paak, Malibu
#8. Junior Boys, Big Black Coat
#7. Banks, The Altar
#6. M.I.A., AIM
#5. The Kills, Ash & Ice
#4. Moderat, III
W kwestii albumów zawsze jest mi łatwiej wypunktować te najlepsze – całość zawsze ocenia się jakoś szybciej ;) 2016 rok obfitował w wiele bardzo dobrych powrotów muzyków, których znam i lubię: bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie m.in. James Blake, Alicia Keys czy Rihanna. W moim zestawieniu pojawia się co prawda tylko jeden debiut, ale za to jaki – bardzo się cieszę, że o artystkach takich jak Aurora mówi się coraz głośniej, bo w pełni na to zasługują!
#3. Lady Gaga, Joanne
Bardzo cieszy mnie to, że album taki jak Joanne został nagrany: Gaga wreszcie odczepiła sztuczne rzęsy, dziwaczne przebrania schowała do walizki i pokazała swoją prawdziwą twarz. Co więcej, zamknęła usta wszystkim hejterom, którzy zarzucali jej wokalne braki – jej głos radzi sobie doskonale w zupełnie innym repertuarze, niż mdły pop. Krążek Joanne jest dla Gagi prawdziwym przełomem i mam nadzieję, że przy takiej stylistyce już zostanie!
#2. Christian Loffler, Mare
Przed Państwem Christian Loffler, mistrz ambientowego brzmienia i subtelności. Mare to kolejny piękny, nastrojowy i melancholijny album w jego dyskografii – ponownie pojawiają się na nim minimalowo-elektroniczne klimaty, wokal Mohny i misternie stworzone, delikatne kompozycje. Podczas słuchania ma się wrażenie, że muzyka płynie, otula i przenosi w niemal magiczne światy; album Mare to bajka utkana z dźwięków, zmysłów i piękna, której słucha się z przyjemnością.
#1. Trentemoller, Fixion
Jestem wielką fanką Trentemollera: nie tylko z czasów jego elektronicznego debiutu, ale i późniejszych dokonań. Duński producent postanowił nagrać album w zupełnie innej stylistyce, niż dotychczas, czego efektem jest krążek Fixion – mocno zakorzeniony w mrocznym, niekiedy posępnym brzmieniu lat 80. i 90. Z pewnością nie należy do „najlżejszych” w odbiorze i nie jest to płyta dla każdego… ale ma w sobie coś, co przeszywa do głębi.
- Radiohead – A Moon Shaped Pool
- Krzysztof Zalewski – Złoto
- Bisz/Radex – Wilczy Humor
- Green Day – Revloution Radio
- David Bowie – Blackstar
- Nick Cave & The Bad Seeds – Skeleton Tree
- Łona/Webber – Nawiasem Mówiąc
- Brodka – Clashes
- Sum 41 – 13 Voices
- PJ Harvey – The Hope Six Demolition Project
- The Kills – Ash & Ice
- Wojtek Mazolewski – Chaos Pełen Idei
- White Lies – Friends
- Taco Heimngway – Marmur
- Zamilska – Undone
- Black Pistol Fire – Don’t Wake The Riot,
- Iggy Pop – Post Pop Depression
- Małpa – Mówi
- Pawbeats – Orchestra
- Otsochodzi – Slam
- Krzysztof Zalewski – Miłość Miłość
- Bisz/Radex – Nie obrażaj się
- Fisz Emade Tworzywo – Telefon
- Łona/Webber – Gdzie Tak Pięknie
- Małpa – Parabole
- Piotr Zioła / Flirtini – Bilet
- The xx – On Hold
- Relient K – Mrs. Hippopotamuses’
- Sum 41 – Fake My Own Death
- Green Day – Outlaws
- The Lumineers – Sleep On The Floor
- Wojtek Mazolewski ft. Justyna Święs – Organizmy Piękne
- Norah Jones – Tragedy
- Biffy Clyro – Wolves of Winter
- Julia Pietrucha – Tonight
- PJ Harvey – The Wheel
- White Lies – Hold Back Your Love
- Hey – Historie
- Organek – Mississipi w Ogniu
- Catfish and the Bottlemen – 7
Wybierając TOP płyt wydanych w 2016 roku, kierowałem się trzema głównymi kryteriami, które towarzyszyły mi również w zeszłym roku: czy dany album wywołał we mnie jakieś uczucia, czy wniósł on coś ciekawego do świata muzyki oraz czy często do niego wracałem. W ten sposób powstał ranking 20 wydawnictw, złożony z 10 płyt polskich oraz 10 zagranicznych (to akurat czysty przypadek). TOP 5 w stu procentach odzwierciedla moje tegoroczne podróże, gdyż jest tam sporo gitar, ciekawy fuzji międzygatunkowych, niekonwencjonalnego podejścia do procesu tworzenia, a także cała masa genialnej muzyki. Tak naprawdę na szczycie mógłby znaleźć się ktokolwiek z najlepszej trójki, niemniej z szacunku do dorobku, to właśnie Radiohead stało się moim numerem JEDEN w roku 2016. Tak sprawa wygląda w dniu tworzenia rankingu, niemniej gwarantuję Wam, że zmieni się to na pewno już za kilka tygodni, a może nawet dni.
W przypadku TOPu utworów, także dziwnym zrządzeniem losu wyszło po dziesięć utworów polskich i zagranicznych z tą różnicą, że produkty krajowe zdecydowanie zdominowały pozycje szczytowe. W tym roku mój wybór najlepszych kompozycji oparłem o prostą, aczkolwiek intrygującą warstwę brzmieniową, do tego pod uwagę wziąłem tekst z konkretnym przekazem, a także nieszablonowe podejście do tematu tworzenia. W świetle tych kryteriów, jak widać, nawet polski rap ma się całkiem dobrze, gdyż trzy z pierwszych pięciu propozycji to właśnie utwory topowych polskich raperów. Stawkę uzupełnił braterski duet Fisza i Emade oraz ich genialny Telefon (z nieco mniej genialnych Dronów), a szczyt mojej listy na dzień dzisiejszy okupuje Krzysztof Zalewski, wraz z jego wspaniałą wyobraźnią muzyczną, stojącą za fenomenem kompozycji Miłość Miłość.
- James Blake – The Colour in Anything
- A-WA – Habib Galbi
- AURORA – All My Demons Greeting Me As A Friend
- Maja Kleszcz & IncarNations – Romantyczność
- Sufyvn – Pseudarhythm, Vol. 2
- Laboratorium Pieśni – Rosna
- Alsarah & The Nubatones – Manara
- Julian Lage – Arclight
- Hańba – Hańba
- Låpsley – Long Wy Home
Moje zestawienie to po części pokłosie roku, który upłynął mi pod znakiem muzyki z Bliskiego Wschodu i Afryki. I w związku z tym drugie miejsce to A-WA, czyli hipsterki z Izraela, które w widowiskowy sposób połączyły muzykę tradycyjną z hip-hopem i elektroniką. To również Sufyvn i jego transowe kompozycje, oraz Alsarah i niesamowita muzyczna radość. Nie zabrakło też miejsca dla Polskich wykonawców – wybrałem trójkę za kunszt i świeżość. Ważną rolę w tym roku odegrali debiutanci – Låpsley za obiecującą płytę i AURORA za płytę zdecydowanie więcej niż obiecującą. Julian Lage na ósmym miejscu to mój ukłon w stronę gitary elektrycznej, ale na najwyższym stopniu stanął James Blake. Jego tegoroczna płyta udowodniła jak wielkim jest artystą, bo przecież tylko najwięksi są w stanie przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną niebotycznie wysoko przez siebie samych. I kto wie – może będzie tak, że każdy rok z nową płytą będzie jego rokiem. Ukłony!
- её – Хавьер
- James Blake – Put That Away And Talk To Me
- A-WA – Habib Galbi
- AURORA – Warrior
- Maja Kleszcz & IncarNations – Zanim wstanie miasto
- Jamala – 1944
- Coldplay – Hymn For The Weekend
- We draw A – Aurora
- Jia Huizhen – You Don’t Talk To Me
- Snoh Aalegra – Under The Influence
Ta dziesiątka to utwory, które zostawały ze mną na dłużej. Wybrałem do niej piosenki wykonawców niszowych – Jia Huizhen, której talentowi ciężko się oprzeć, A-WA, których Habib Galbi za każdym razem zachwyca mnie nowatorskością, Snoh Aalegra, która brzmi jak nowa Amy Winehouse a Under The Influence to najlepszy na to dowód. Obok tych wykonawców jest Coldplay i znalazł się tutaj za linię melodyczną i teledysk, jest Jamala, której 1944 zaskoczyło mnie samego, bo przecież to zwycięzca tegorocznej Eurowizji, której znieść nie mogę. Jest też James Blake, ale ten wybór był oczywisty. Z Polski wybrałem dwa utwory – oba są mi bardzo bliskie. I została dwójka – AURORA, której potencjał wydaje się być niezmierzony oraz miejsce pierwsze, czyli её. Хавьер to piosenka kompletna, która nie miała sobie równych w ostatnich dwunastu miesiącach. Teledysk, muzyka, wokal – moc, moc, moc. Jestem pewien, że długo nie usłyszę czegoś, co zrobi na mnie równie ogromne wrażenie.
- Bear’s Den – Red Earth & Pouring Rain
- David Bowie – Blackstar
- Radiohead – A Moon Shaped Pool
- Alter Bridge – The Last Hero
- Beyonce – Lemonade
- The Comet Is Coming – Channel the Spirits
- Paul Simon – Stranger To Stranger
- Iggy Pop – Post Pop Depression
- Leonard Cohen – You Want It Darker
- Nick Cave and the Bad Seeds – Skeleton Tree
Z pewnością druga płyta zespołu Bear’s Den Red Earth & Pouring Rain to dla wielu nadal nieodkryty materiał. Co równie istotne – mocno niedoceniony. To fakt, jednak wybór tego albumu numerem jeden roku 2016 to następstwo wywołanych przez niego emocji. Kiedy zwykłe zasłuchanie zamienia się w tęsknotę za kolejnymi melodiami, a rozkrzyczany świat na chwilę zamiera to dla mnie ważny znak – znak, że muzyka spełnia swe zadanie. Drugie miejsce zdecydowanie należy do Blackstar Davida Bowie. O tej płycie powiedziano już wiele w kontekście wybitnego performance’u kończącego ważną epokę w muzyce popularnej. Jednak to co mnie urzekło i wpłynęło na taką decyzję to szczerość tej historii. Kiedy człowiek zderza się z czymś ostatecznym to nie traci czasu na półśrodki, lecz oddaje całego siebie w procesie twórczym. A na tym albumie odnajdujemy tego pod dostatkiem. Powyższe zestawienia zamyka zespół Radiohead z płytą A Moon Shaped Pool. Mając ten komfort, że w swojej twórczości osiągnęli już wiele, stworzyli płytę, która nie musiała niczego udowadniać. Za to uczciwie przedstawili sprawdzone rozwiązania w pełni docierające tylko do smakoszy ich wykwintnych dźwięków.
- Bear’s Den – Auld Wives
- David Bowie – Lazarus
- Highly Suspect – My Name Is Human
- Alter Bridge – Cradle To The Grave
- Michael Kiwanuka – Love & Hate
- LP – Lost On You
- Radiohead- Daydreaming
- Rihanna – Love On The Brain
- Beyonce – Sorry
- Rag’n’Bone Man – Human
Bear’s Den z kompozycją Auld Wives na miejscu pierwszym najlepszych piosenek 2016 roku to naturalna konsekwencja poddania się ich wyśmienitej drugiej płycie. Można by wiele pisać o tej głęboko poruszającej balladzie czy to pod kątem przekazu lirycznego czy nieskazitelności dźwiękowej. Ale nic bardziej nie przekonuje niż ukryte tutaj uczucia, które choć bolesne przekute zostają w wyzwalającej emocje. Na miejscu drugim podobnie jak w zestawieniu płyt 2016 roku znalazł się David Bowie z piosenką Lazarus. Wylewająca się z niej cała masa domysłów ostatecznie prowadzi w jedną stronę – śmiertelności człowieka. I choć jest to tematyka niezwykle trudna w odbiorze to w ustach Davida staje się bardziej znośna i niosąca ukojenie. Wybór My Name Is Human zespołu Highly Suspect na miejscu trzecim to dopełnienie całego zestawienia. Gdy mamy prawdziwe emocje, istotny temat do przekazania to z tą piosenką dostajemy jeszcze odważny przekaz. Ukryty w samym tytule zmusza aby wreszcie dowiedzieć się kim jesteśmy!
- A Tribe Called Quest “We Got It from Here…. Thank You 4 Your Service”
- Beyonce “Lemonade”
- Kemba “Negus”
- Leonard Cohen “You Want it Darker”
- Urthboy “The Past Beats Inside Me Like a Second Heartbeat”
- Kendrick Lamar “untitled unmastered”
- ScHoolboy Q “Blank Face LP”
- Mac Miller “The Divine Feminine”
- Solange “A Seat at the Table”
- Weezer “Weezer (The White Album)”
Przyznaję, że w 2016 roku sporo premier mnie rozczarowało. W świecie hip-hopu mnóstwo szanowanych artystów wypuściło materiały, które były dobre… Acz czegoś im brakowało. Na szczęście nie zawiodła stajnia TDE, której niemal każdy kolejny materiał to niesamowicie dopracowane, brzmieniowo zostawiające konkurencję w tyle mini-dzieło sztuki… Jednak to reprezentant Bronksu Kemba, znany wcześniej jako YC the Cynic, swym błyskotliwie napisanym albumem „Negus” zajął miejsce na podium.
W świecie R&B to siostry Knowles dyktowały warunki – serio nie doceniałem Beyonce, nie wiem, czy którakolwiek płyta zostawiła mnie tak osłupiałym jak „Lemonade” („Freedom”, „Daddy Lessons” – co tam się dzieje, nie mam pytań)… Jednak pierwsze miejsce bezapelacyjnie zajął powrót, którego nie spodziewał się nikt. Po 18 latach nieobecności – i odejściu nieodżałowanej pamięci Phife Dawga (R.I.P.) w marcu – Beatlesi hip-hopu, A Tribe Called Quest, zaprezentowali swój nowy, fantastyczny album. Świeży, fenomenalnie żonglujący przeróżnymi brzmieniami – ale, co najważniejsze, wciąż emanujący starym, dobrym, niepowtarzalnym Questowym vibe’em. Salut, ATCQ, to była wspaniała podróż… Powodzenia w solowych eksploracjach Ścieżek Rytmu.
- David Bowie „Lazarus”
- Leonard Cohen „You Want it Darker”
- Paak “The Season/Carry Me”
- J. Cole “4 Your Eyez Only”
- Kemba “Brown Skin Jesus (Outro)”
- The Mission “Tyranny of Secrets”
- Urthboy feat. Bertie Blackman “Long Loud Hours”
- A Tribe Called Quest “We the People”
- Run the Jewels feat. BOOTS “2100”
- Twenty One Pilots “Ride”
Cóż to był za rok… Rok zmian, otwierania nowych rozdziałów i bezpowrotnego zamykania innych. Był to znakomity rok dla muzyki „zaangażowanej” – najlepsze utwory powstawały pod wpływem gniewu bądź smutku wobec społecznych problemów i kontrowersji. Tak jest w przypadku Kemby, J. Cole’a, A Tribe Called Quest, Run the Jewels… Był to rok, w którym niebywały sukces odnieśli przeróżni artyści – w tym wszechstronnie utalentowany Anderson .Paak, którego niezwykle poruszający “The Season/Carry Me” nie schodził z mojej playlisty przez cały rok. Był to jednak także smutny rok, bowiem świat muzyki utracił kilku swych największych mistrzów. Zarówno utwór tytułowy, jak i cały pożegnalny album „You Want it Darker” Leonarda Cohena to esencja piękna poezji, przejmująca, acz głęboko ludzka i ciepła „lektura”. Podobnie rzecz ma się z miejscem pierwszym mojej małej listy… „Lazarusa” nie da się słuchać bez emocji. To chwytający za gardło, zawierający w każdej milisekundzie tą charakterystyczną, nieokiełznaną naturę Davida Bowie, jego muzyczny testament, porównywalny mocą z „Hurt” Johnny’ego Casha… Wielki utwór, wielka płyta – wielki artysta. Spoczywaj w pokoju, Człowieku z Gwiazd.

