Site icon All About Music

Ben Ivory – Neon Cathedral (2013), recenzja Marka Generowicza

Jeśli ktoś nie zna języka niemieckiego, będzie miał trudności, aby znaleźć więcej informacji na temat Bena Ivory’ego, niemieckiego debiutanta sceny muzycznej. Tymczasem warto, a to za sprawą przedziwnego albumu Neon Cathedral, który łączy wpływy taneczne z iście barokowym, nieco mrocznym popem. Słowniki do ręki i pora poznać nowe oblicze europejskiej muzyki!

Ben Ivory to urodzony w Berlinie piosenkarz i model, który wystartował w niemieckich eliminacjach do Konkursu Eurowizji w 2013 roku piosenką The Righteous Ones. Nie osiągnął jednak upragnionego celu, ale uparcie postawił na karierę muzyczną. Na całe szczęście, bo gdyby nie to, my, słuchacze nie dostalibyśmy tego dzieła. Neon Cathedral to debiut tego artysty, który najłatwiej ocenić jako kolaboracja stylistyki Depeche Mode, Duran Duran i Hurts. Owszem, mieszanka wybuchowa, ale w przypadku Bena Ivory’ego – strawna i jakże smakowita!

Próżno szukać takiego artysty w naszym kraju, ciężko porównać do go jakiegokolwiek artysty w Europie. Ben Ivory już stworzył swój własny styl, którym konsekwentnie podąża na całym albumie, mimo, że trudno oprzeć się wrażeniu czerpania inspiracji z wyżej wymienionych zespołów. Maniera Hurts do tworzenia pompatycznych hymnów pop jak na płycie Happiness ujawnia się tutaj w Glow, a typowe brzmienie Depeche Mode słyszymy w Remedy. Można w takim razie zadać pytane, gdzie odnajdziemy jego własne wpływy i ten niepowtarzalny styl? Sęk w tym, że wymieszanie stylistyki tych zespołów w połączeniu z opanowanym, nieco wstrzemięźliwym wokalem Bena daje ten pierwiastek, potrzebny do zauroczenia się tym albumem. Neon Cathedral to jednak jak już sam tytuł wskazuje utwory z charakterystycznym dla gotyckich świątyń rozmachem ubrane w nowoczesną, elektroniczną otoczkę.

Płytę zdominowały utwory taneczne, choć nie dyskotekowe. Są to w większości skoczne, rytmiczne kawałki z gatunku electrodance, tj. New Brigth Lights czy Disconnected. Wprowadzają one nieco klimatu mroku, a paradoksalnie także dodają pozytywnej energii. Dla odmiany artysta umieścił na krążku także nieliczne ballady, np. Remedy czy Better Love. W ten sposób tonuje nastroje, wprowadza zaś nutkę spowolnienia, melancholii. Zwłaszcza druga kompozycja zasługuje na chwilę uwagi, gdyż to niezwykle krótki, acz romantyczny i lekko wycofany utwór, który nie bez powodu stał się singlem promującym płytę. Ben Ivory więc łączy różne upodobania swoich słuchaczy, starając się zadowolić każdego z nich. To zdecydowanie najlepszy niemiecki debiut od czasów Leny Meyer-Landrut.

http://www.youtube.com/watch?v=w6ERlK_5-Iw

Na Neon Cathedral nie obyło się też bez wpadek – przymulające i strasznie nijakie Sounds Of The City, patetyczne All For Love czy zbyt czytelne, oczywiste Save Me. Jednak nawet w tych kompozycjach znajdziemy coś niebanalnego, jak dubstepowe motywy połączone z kościelnym chórem w pierwszym utworze czy lekko drżący głos Ivory’ego oraz wyraźne wpływy Metronomy w ostatniej wymienionej piosence.

Fakt faktem to nietuzinkowy debiutant, mający na siebie ciekawy, oryginalny pomysł. Jego płyta nie jest przeznaczona dla masowego odbiorcy, który nie zrozumie złożoności poszczególnych utworów. Utworów, które oddają ducha neonowej katedry, czyli nieco pompatycznych, wyniosłych kawałków okraszonych elektronicznym beatem na miarę XXI wieku. Zdecydowanie polecam.

Exit mobile version