Jak Bajm z lublińskich klubów przeniósł się na największe areny w Polsce? Jak wyglądały początki kultowego zespołu? Jak Beata Kozidrak łączyła status gwiazdy i matki? Te pytania zadają sobie fani zespołu już od wielu lat. Wreszcie wszystkie odpowiedzi znajdują się w jednym miejscu – autobiografii Beata. Gorąca Krew.
Co prawda, już parę dobrych lat temu powstała książka Bajm. Płynie w nas gorąca krew napisana przez Ewę Tutkę. Były to rozmowy z obecnymi i dawnymi członkami zespołu, które koncentrowały się raczej na tej technicznej stronie zespołu. Można było tam odnaleźć ciekawostki o nagrywaniu poszczególnych singli, zabawne historie z licznych koncertów i inne wspomnienia poszczególnych muzyków. W przypadku tej książki jest zupełnie inaczej. Główną rolę gra ona, Beata, i opowiada historię swojego życia od beztroskich lat dzieciństwa w Lublinie, poprzez pierwsze miłości (nie tylko muzyczne) i formowanie się Bajmu, aż po dziś dzień. Nie jest to już tylko opowieść o zespole, a o kobiecie, która – jak każdy człowiek – ma lepsze i gorsze chwile.
Jako fan grupy i samej Beaty, z niecierpliwością czekałem na premierę tej pozycji. Śledzenie losów głównej wokalistki przez szalone lata 70. i 80., wydawało mi się być najciekawszą częścią tej historii. Przecież to właśnie wtedy zespół miał liczne problemy z cenzurą, którą tak sprytnie omijał w swoich pierwszych utworach, które – chcąc nie chcąc – jednak były polityczne. Z tego okresu zachowało się niewiele materiałów archiwalnych, dlatego ta książka jest tak cenna. Co więcej, wspomnienia często wzbogacone są licznymi zdjęciami z epoki, na których widać nie tylko jak zmieniał się Bajm, ale też moda i obyczaje w Polsce na przełomie transformacji ustrojowej. To prawdziwa kapsuła czasu!
Z własnego doświadczenia mogę zapewnić, że tej biografii się nie czyta, a pochłania w całości. Gdy usiadłem z książką w dłoni, nie odszedłem od niej do samiuśkiego końca i zupełnie straciłem poczucie czasu. Zafascynowała mnie na tyle, że kompletnie przepadłem w świecie Bajmu i wystarczył jeden dzień, bym przeżył z nimi ponad czterdzieści lat. Książka jest pisana bardzo przyjemnym, łatwym językiem i sprawia wrażenie opowieści przyjaciółki po latach, a nie jednej z największych gwiazd polskiej estrady. Beata nie szczędzi osobistych rozterek i prywatnych zwierzeń. I tę intymność cenię sobie najbardziej.
Ale nie brakuje tu smaczków dla fanów Bajmu. Jak wszyscy wiemy, ich piosenki pisane są przez samą Beatę, która jest niezwykle utalentowaną tekściarką. Na kartach tej biografii przedstawia swoje inspiracje i historie, która stoją za niektórymi utworami. Wiedzieliście, że Szklanka wody powstała po długiej rozmowie z człowiekiem uzależnionym od narkotyków? A Dwa serca, dwa smutki to ballada skierowana do córki wokalistki? Za sporą częścią utworów zespołu stoją właśnie takie opowieści, które może przedstawić tylko osoba, która za nimi stoi. Niektóre z nich to spore zaskoczenie.
Oprócz opowieści z epoki, co jakiś czas znajdują się specjalne rozdziały współczesne, gdzie śledzimy podróż wokalistki do rodzinnego Lublina na rozprawę rozwodową i jej dzień pełen przygód. Być może jest to ciekawe urozmaicenie historii, ale czy potrzebne? Te wstawki wydają się być pisane na siłę i już nie są tak autentyczne i wciągające jak pozostała część książki. Beata wiele lepiej poradziła sobie w formacie biograficznym, niżeli fabularyzowanym. Mimo wszystko, ogromnie się cieszę, że jest to jej autorska praca, a nie ghostwritera, która jest tylko sygnowana nazwiskiem Kozidrak.
Wokalistka Bajmu już od jakiegoś czasu nosiła się z zamiarem uporządkowania swojego życia zawodowego i prywatnego w autobiografii. Nareszcie ten czas nadszedł i muszę przyznać, że warto było tyle czekać. Dla fanów zespołu jest to wspaniały sposób na prześledzenie losów grupy przez te wszystkie lata działalności. Jednak nie tylko – na kartach tej biografii śledzimy przede wszystkim Beatę – silną kobietę, która nie poddała się przeciwnościom losu i skrupulatnie podążała swoją ścieżką. Tu, jest nie tylko gwiazdą sceny, ale też żoną, matką, córką… A jej życie od kuchni jest równie ciekawe jak to w blasku fleszy.

