Site icon All About Music

Bat For Lashes – The Bride (2016), recenzja Doroty Kutnik

Twórczość Natashy Khan poznałam kilka lat temu za sprawą albumu The Haunted Man. Już wtedy ta artystka mnie zaintrygowała i zauroczyła swoimi utworami. Dlatego, gdy usłyszałam o nowym projekcie wokalistki, od razu mnie to zaciekawiło. Teraz, Bat For Lashes jest już prawie dwa tygodnie po premierze najnowszego albumu. Sprawdźcie więc, czy warto sięgnąć po krążek zatytułowany The Bride.

Ta czarnowłosa utalentowana Brytyjka w swojej dyskografii ma już cztery albumy studyjne. Wspomniany krążek The Haunted Man ukazał się w 2012 roku. A pochodzą z niego takie utwory jak Laura czy All Your Gold. Już wtedy Bat For Lashes zachwyciła mnie wrażliwością, oryginalnością i oczywiście głosem. Teraz jest jeszcze ciekawiej. Zacznijmy chociażby od tytułu najnowszej płyty Khan, czyli The Bride. Od razu wiemy, że będzie to coś związane ze ślubem, z miłością. A więc album ten będzie opowiadał pewną historię, niekoniecznie z happy endem. Jego promocja również zachęca do zapoznania się z nowymi utworami Natashy. Artystka miała w planach kilka koncertów w różnych kościołach, a wymogiem dla gości był ubiór jak na ślubną uroczystość. Cała ta intrygująca otoczka albumu zwraca uwagę na treść jaką on zawiera. Przejdźmy zatem do konkretnych spostrzeżeń na temat utworów z płyty The Bride.

Czwarty longplay Bat For Lashes otwiera kompozycja zatytułowana I Do, która była również pierwszą zapowiedzią płyty. Oczywiście tytułowa fraza kojarzy się z milionami amerykańskich filmów, w których pada to sławne stwierdzenie. Ale jest to też potwierdzenie miłości, która zostaje przypieczętowana na ślubnym kobiercu z obietnicą, że śmierć nie rozłączy zakochanych. Jednak u Khan jest inaczej, a do ślubu nie dochodzi. Pan młody ginie w wypadku w drodze do kościoła na swój ślub. Jednak panna młoda chce odbyć podróż poślubną sama.

I Do to melodyjna, piękna ballada. Głos artystki jest w niej subtelny i delikatny. Po tym krótkim wstępie mamy Joe’s Dream, utwór przepełniony smutkiem. Nadzieje panny młodej połączone są z niepewnością ukochanego. Wyznanie miłości jest zestawione z rozpaczliwym don’t say goodbye. Muzycznie to naprawdę piękna piosenka, choć muszę przyznać, że jest trochę monotonna. Nadal jest to delikatne i niewinne, jak w przypadku poprzedniego utworu, jednak zbiera się tu coraz więcej emocji.

In God’s House to utwór, do którego powstał również wymowny teledysk. W klipie Natasha pokazana jest koło samochodu i podświetlanego krzyża. Wnioskując również z tekstu można się domyślać, że stała się jakaś tragedia. W tym utworze Khan wyśpiewuje imponujące, wysokie partie wokalne, jej barwa głosu jest głęboka. I chociaż następna piosenka, czyli Honeymooning kojarzy mi się trochę z Laną Del Rey, to faktycznie ton głosu różni te wokalistki dość mocno. A wspomniana piosenka rozpoczyna się dość oryginalnie – od dźwięku zderzenia samochodów. Nawiązuje to trochę do filmowego zabarwienia historii ukazanej na płycie. Potem mamy coś żywszego, czyli Sunday Love. Jest i teledysk, a tam Bat For Lashes ubrana w białą sukienkę i mająca welon we włosach. No i mężczyzna, na którego kurtce napisano till death to us part. Czyli dalej ślubna otoczka.

Mrocznie robi się przy utworze Widow’s Peak i to nie tylko z powodu tytułu. Takie wrażenie potęguje specyficzna melodia w tle i hipnotyzujący, trochę przerażający monolog Natashy. W tej piosence panuje naprawdę dziwny i wyjątkowo pesymistyczny nastrój. Dobrze, że w następnych kompozycjach Khan już śpiewa. Słuchając If I Knew od razu wiedziałam, że ten utwór mi się spodoba. To miła dla ucha ballada, trochę bardziej optymistyczna od poprzednich. Następuje jakaś poprawa, może powolna akceptacja tego co się stało, tragedii, która dotknęła pannę młodą? I Will Love Again to również utwór z nutką nadziei, mimo tego, że jest stonowany i spokojny. Kolejne piosenki, czyli In Your Bed i Clouds utrzymane są w podobnym klimacie.

https://www.youtube.com/watch?v=DCBUdMYJ8mo

Bat For Lashes nie wybucha emocjami, nie serwuje słuchaczowi ich jak na talerzu. Khan jest w tym wszystkim mądra i trochę wycofana. Jej muzyka nie ma być przebojowa, te utwory nie mają lecieć w radiu każdego dnia. Chodzi tu o przekazanie historii, odczuć, ale tak by to wszystko tworzyło artystyczną całość. A The Bride to krążek spójny, utrzymany w jednej, charakterystycznej dla Bat For Lashes, stylistyce. Jako, że lubię albumy mające ciekawą treść, tak też i ten na pewno zapadnie mi w pamięć – przede wszystkim dzięki wzruszającej historii i umiejscowieniu tu motywu podróży, która przynosi na końcu jakąś nadzieję.

Exit mobile version