Site icon All About Music

Bastille – Doom Days (2019), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej

W swoim trzecim studyjnym albumie, Bastille podejmuje się ciężkiego tematu jakim jest aktualna sytuacja polityczna w ostatnich trzech latach. Jednak sposób, w jaki to podają, jest zdecydowanie niecodzienny. Jak sobie z tym poradzili?

Zespół zadebiutował już 9 lat temu, jednak na każdy kolejny album, fani czekają z niecierpliwością. Grupa składająca się z Dana Smitha (wokalisty), Chrisa 'Woody’ego’ Wooda, Willa Farquarsona i Kyle’a Simmonsa przez te wszystkie lata przyciągnęła rzeszę odbiorców nie tylko swoim brzmieniem, ale też kreatywnością i starannością, jeśli chodzi o produkcję albumów. Można by stwierdzić, że trzy krążki w tyle lat to mało, jednak widząc gotowy produkt, można stwierdzić, że warto było czekać. Czy było też tak tym razem?

Doom Days jest promowany jako apokaliptyczny album imprezowy, co na pewno odzwierciedla to, co zespół przekazuje nam w tekstach. Nie jest to jednak komentarz dotyczący całego świata. Nie pokazują oni odległych im tragedii dziejących się w krajach trzeciego świata. Muzycy jednak patrzą na siebie, na to co ich otacza, na to co im bliskie – na zwykłych ludzi, których ogarnia poczucie bezsilności. Tak jak każdego z nas.

Płyta jest realizowana jako kolejne godziny nocy. Są to przemyślenia i myśli, które budzą się w ciemności. Zaczyna się ona utworem Quarter Past Midnight, jako pierwszym stanem. Jest to również pierwszy singiel promujący ten krążek. Można powiedzieć, że ta kompozycja całkowicie spełnia założenie zespołu. Można w niej usłyszeć niesamowicie mocny przekaz, jest on jednak przykryty popowym, wręcz imprezowym brzmieniem. Teledysk jednak próbuje zwrócić uwagę na słowa. Jest on mocno kontrastowy do melodii jaką otrzymujemy. Mroczna stylistyka, a również sytuacje przedstawione, dają do zastanowienia i skłaniają do zagłębienia się bardziej w cały projekt.

Bad Decisions jest za to przeciwieństwem wyżej wspomnianego utworu. Różni się on też tempem od poprzednika. Jest on spadkiem ekscytacji, który pojawia się o 00:48. Jest to dość przybijające założenie, które pokazuje, że wszystkie złe decyzje, które podejmujemy, zawsze do nas wracają. Jest to dość dosadny komentarz dotyczący polityki na świecie, za który część fanów będzie ich uwielbiać, a część nienawidzić. Zdecydowanie nie jest to pozycja dla tych, którzy uważają, że muzycy i artyści, nie powinni się wtrącać w politykę. Jednak jest to ważny komentarz społeczny, który wielu, mam nadzieję, pozwoli się zastanowić nad tym, jakie konsekwencje niosą nasze decyzje.

Płyta posiada cały wachlarz brzmień i każdy może znaleźć tam coś dla siebie. Fanom powolnych ballad na pewno do gustu przypadnie 4 AM. Jest to można powiedzieć, że powrót do korzeni jeśli chodzi o twórczość Bastille. Mimo to, jak w każdej piosence na tym albumie, nie brakuje jej drugiego dna. Zespół jednak nie podejmuje tematu w sposób typowy i przewidywalny – utwór opowiada o więzi i miłości między przyjaciółmi. Pokazują jak piękna jest więź między dwoma osobami. Jest to pozycja, która ma uczcić to jak wiele zawdzięczamy swoim przyjaciołom, co nie jest typowe w muzyce.

Nie są te jedyne utwory, które są warte uwagi. Bastille zdecydowanie pokazało, że nie zwalniają i to nie koniec ich przygody. Każdy musi indywidualnie dobrać, które utwory najbardziej przypadną mu do gustu. Gra konwencją, zabawa sposobem podania i ciekawe kontrasty, a do tego ważna wiadomość przekazywana przez zespół działają na plus, przemawiający za przesłuchaniem Doom Days, który idealnie wpasowuje się w wakacyjną atmosferę.

Exit mobile version