Site icon All About Music

Barns Courtney – The Attractions of Youth (2017), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Swoją obecność na rynku muzycznym nieśmiało zaczął zaznaczać już w 2015 roku. Tak naprawdę, Barns Courtney pojawił się znienacka wraz z singlem Fire, który wdarł się niespodziewanie do świadomości masowego odbiorcy. Potem poszło szybko. Artysta wydawał kolejne piosenki, co w konsekwencji zaowocowało debiutem fonograficznym zatytułowanym The Attractions of Youth.

Barns Courtney to brytyjski wokalista oraz autor tekstów. Swoją przygodę z przemysłem muzycznym zaczynał jako członek zespołu SleeperCell. Później dołączył do grupy Dive Bella Dive, wraz z którą podpisał kontrakt z wytwórnią Island Records. W 2015 roku zaczął działać jako artysta solowy. Efektem jego pracy był pierwszy singiel zatytułowany Glitter & Gold. Większą rozpoznawalność przysporzył mu jednak utwór Fire, który został wykorzystany w soundtracku do filmu Burnt (główną rolę grał w nim Bradley Cooper). Istną trampoliną dla kariery Courtney’a było umieszczenie tych dwóch kompozycji w serwisie Spotify. W ciągu roku, obie piosenki zanotowały ponad osiem milionów odsłuchów. Coraz więcej jego utworów znajdowało się w różnego typu grach czy reklamach. Jego charakterystyczny głos stawał się powoli rozpoznawalny. Nic dziwnego, że dwa lata później, po dopracowaniu repertuaru, na sklepowe półki, dokładnie 29 września 2017 roku, trafił jego debiutancki album zatytułowany The Attractions of Youth.

Materiał na albumie jest dość obszerny. Barns umieścił na nim 14 piosenek, i jak to zwykle z tak długimi krążkami bywa – nie jest on równy. Na początku warto dodać, że znajdziemy na nim mnóstwo perełek. Jednak równowaga w przyrodzie musi być i tzw. zapychacze też są obecne.



Do tej pierwszej grupy możemy zaliczyć utwory Fire, Glitter & Gold, Golden Dandelions, Champion, Kicks, Helfire oraz Hands. To co łączy te wszystkie kompozycje to żywiołowość, dosadność, i co najważniejsze – wyrazistość. Ciekawe refreny, charakterystyczne melodie, mocny głos Barnsa, rockowe gitarowe granie sprawiają, że te kilka piosenek górują nad całą resztą. To właśnie one są najbardziej zapamiętywaną częścią krążka. Na uwagę zasługuje również kawałek Hobo Rocket, w którym Barns… rapuje. Trzeba przyznać, że nie wychodzi mu to źle, a samo odejście od jednego schematu jest jak najbardziej na plus. Muzyk na albumie oferuje nam również Interlude, które tak jakby ma dzielić album. No i tutaj właśnie zaczynają się schody.



Mniej więcej gdzieś w połowie zaczyna się jednak coś psuć. Znajdziemy piosenki, które nie do końca Barnsowi wyszły (wliczając w to wspomniany przerywnik). Niszczą koncepcje albumu, tak naprawdę nic nie wnosząc. Są powieleniem tego, co już słyszeliśmy. Goodbye John Smith, Little Boy, Rather Die, czy tytułowe (oraz zamykające krążek) The Attractions of Youth ciągną się w nieskończoność. Artysta tak jakby chciał eksperymentować, szukać swojego stylu, ale w ostatecznym rozrachunku wyszło kiepsko. Trudno się w tym odnaleźć, bo nużenie bierze górę. Nawet świetny i czasami zadziorny wokal Brytyjczyka nie jest w stanie tu pomóc.



Podsumowując, The Attractions of Youth to płyta naładowana hitami, wokół których umieszczone zostały piosenki niewypały. Płyta nie jest równa, ale jak na początek nie jest źle. Barns szuka jeszcze swojej drogi, co na debiucie wyraźnie słychać. Idzie jednak w dobrym kierunku. Mocne granie to jego żywioł i tego powinien się trzymać. Do kilku piosenek z debiutu muzyka będę z pewnością wracać. Trzymam mocno kciuki za jego dalszą karierę.

Exit mobile version