Po moich emocjonujących i emocjonalnych rozważaniach związanych z PIERWSZYM oraz DRUGIM półfinałem tegorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji, pora na ocenę tych utworów, które już mają zagwarantowane miejsce w finale. W dalszej części tego tekstu podsumuję dotychczasowo zebrane przeze mnie informacje oraz po krotce powiem co sądzę o innych wątkach, bez których dyskusja na temat Eurowizji 2019 nie może się obejść.
Francja 🇫🇷 Bilal Hassani „Roi”
Pan Król Bilal ma dużo do powiedzenia, zaprezentowania i wygrania. Może jego królestwo nie zawali się po przegranej, choć do twarzy by mu było z eurowizyjną koroną. Kompozycja wyśmienita, ale przy tym blichtrze na jego dłoniach, prawdziwe złoto staje się tylko marzeniem.
OCENA: 10
Hiszpania 🇪🇸 Miki „La venda”
Kto nie lubi klasycznej imprezowej piosenki? Fani są bardzo zadowoleni, jak zwykle, jednak zasłona opadnie po finałowym występie. Pomimo przeciętnych szans na przyzwoity wynik, mocno trzymam kciuki, bo Pan Miki po prostu zasługuje na gorące owacje.
OCENA: 8
Izrael 🇮🇱 Kobi Marimi „Home”
Brak opinii na jakiś temat, to też opinia, prawda? Ni to ziębi, ni to grzeje, a powinno, bo to patetyczna pieśń o powrocie do swojego domu. Pięknie odśpiewana piosenka, która pewnie równie pięknie będzie wyglądać podczas finału. No i tyle w temacie domowych rewolucji.
OCENA: 7
Niemcy 🇩🇪 S!sters „Sister”
To ci dopiero numer! Spotykają się dwie laski i postanawiają na potrzeby konkursu zostać siostrami, świetny chwyt marketingowy. Sama piosenka już takim chwytem nie jest. Nie będę jednak ukrywać, że darzę Panie Siostry sympatią, choć to sympatia do nich, a nie ich piosenki.
OCENA: 7
Wielka Brytania 🇬🇧 Michael Rice „Bigger than Us”
Klasyczna brytyjska power ballada. Gdyby zaśpiewała ją Pani Paloma Faith, byłbym zadowolony. Gdy śpiewa ją Pan Michael Ryż, jestem ukontentowany, ale bez przesady. Konkurencja – większa od niego. Przyzwoity wynik – na równi z Panem Michaelem. Zwycięstwo – p.p.m.
OCENA: 8
Włochy 🇮🇹 Mahmood „Soldi”
Znowu to zrobili! Znowu wysłali fantastyczną kompozycję! Jak już jednak historia nam pokazała, genialny utwór to nie wszystko, by sięgnąć po eurowizyjne trofeum. W przypadku Pana Mahmooda nie potrzeba żadnych pieniędzy, wystarczy, że będzie, a nie tylko stanie na scenie.
OCENA: 12
Na wstępie przyznam, że dopóki nie zacząłem pisać tych felietonów, czysto intuicyjnie uważałem, że tak zwany polski półfinał jest zdecydowanie ciekawszy pod względem rywalizacji o miejsce w finale, niż ten czwartkowy. Jak się później okazało, utwierdziłem się tylko w tym przekonaniu. Według moich ocen, w pierwszym półfinale karty są już względnie rozdane. Wiemy wstępnie kto znajdzie się w finale, a kto nie, i to właśnie w tym będzie tkwić urok tej batalii. Niby wszystko wiadomo, a jednak uważam, że czekają nas spore niespodzianki, zarówno te przyjemne, jak i te nieco mniej. W drugim półfinale natomiast mamy sytuację odwrotną. Przez wyższy poziom utworów, trudno na ten moment powiedzieć, kto tak naprawdę należy do grupy pewniaków oraz średniaków, zaś przegrani raczej są już znani, choć i tu nie dawałbym sobie uciąć ręki, że wyeliminowani zostaną ci naprawdę najgorsi. Dodatkowo, pierwszy półfinał określiłbym jako półfinał osobowości patrz Tamta, Tulia, Kate Miller-Heidke, Hatari i Serhat, zaś drugi jest dla mnie półfinałem muzycznym patrz Duncan Laurence, Luca Hänni, John Lundvik, KEiiNO, czy Chingiz. Dlatego też kryteria oceny obydwu półfinału będą się nieco różnić względem siebie.
Z pewnością najważniejszym obecnie zadawanym pytaniem jest to kto wygra? Co do moich tegorocznych faworytów, to mogę wyróżnić ich dwunastu, po pięciu z półfinałów oraz Francję i Włochy. Na wstępie wyeliminuję Cypr oraz Słowenię, które myślę, że nie zawojują finału, a to ze względu na ich jednorazowość. Drugie wrażenie będzie tylko i wyłącznie powtórką z bardzo dobrej rozrywki, niestety. Tym samym moje TOP10 to Albania, Australia, Francja, Grecja, Holandia, Polska, Północna Macedonia, Szwajcaria, Szwecja i Włochy. Kto z tego towarzystwa ma największe szansę na TOP5? Australia, Francja, Grecja, Holandia, Włochy. Kto wygra? Chciałbym by wygrała Pani Kate, choć myślę, że wygra Pan Bilal, ale nie wykluczam też zwycięstwa Pana Duncana. Czemu tak?
Kate Miller-Heidke ma to „coś”, ten zwycięski faktor, to co sprawia, że winduje ją na zupełnie inna poziom muzyki. Zero Gravity to nie tylko piosenka, choć dziwna, ale kompletne doświadczenie, co Eurowizja kocha najbardziej. Podobne odczucia mam wobec Roi Bilala Hassaniego, choć słysząc o jego niespodziankach, wydaje mi się, że ostatnie miejsce w finale jest równie realne, jak jego triumf. No i mamy Arcade Duncana Laurence’a, który oczarował praktycznie wszystkich (oprócz mnie) i wzbudza takie zachwyty, że Haga już szykuje się na holenderską Eurowizję w przyszłym roku. Kto naprawdę okaże się zwycięzcą? Jak już wspomniałem w innym tekście, nie uwierzę w zwycięstwo Pana Laurcence’a dopóki nie będzie miał w swych rękach trofeum. Reszta będzie w rękach telewidzów i jury, a ci potrafią zaskakiwać.
Jak ma się Polska w ramach tegorocznej Eurowizji? Myślę, że nie jest źle, żeby nie powiedzieć, że jest całkiem dobrze. Pomimo naszego lokalnego niezadowolenia i oburzenia faktem startu Tulii w konkursie, to tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że był to wybór dobry. Czemu? Tak jak już mówiłem w moim pierwszym felietonie, Tulia ma w sobie ogromny potencjał. Na tle naszej konkurencji, jak i w ogólnym spojrzeniu, jest zespołem absolutnie unikatowym i sądzę, że ma wszystko co trzeba, by znaleźć się wśród najlepszy tegorocznych występów. Mam szczerą nadzieję, że wszystko pójdzie po dobrej myśli i po kwalifikacji do sobotniego finału, będę móc z dumą myśleć i mówić o naszych Tuliankach.
A na koniec, #MARUVgate. Chyba wszyscy zgodnie możemy uznać, że to byłby najmocniejszy kandydat do zwycięstwa, jak również najbardziej głośny występ w ramach tegorocznej, jak i całej Eurowizji. Już sama prezentacja w ramach narodowych selekcji była bardzo, wręcz groteskowo wulgarna i seksualna. Nawet na dla mnie, osoby, która wręcz uwielbia erotykę w muzyce, teledyskach i występach, prezentacja MARUV była wyjątkowo ostra i to właśnie w tym był pies pogrzebany. Jaki byłby efekt uczestnictwa Ukrainy w Eurowizji 2019? Gdyby wokalistka nie zdecydowała się na żadne zmiany, choć myślę, że i tak by musiały nastąpić, mogłoby dojść do protestów z strony nadawców publicznych, właśnie ze względu na bardzo seksualny charakter samej piosenki, jak i ewentualnego występu. Jednak największym problemem byłoby zwycięstwo Ukrainy. Pamiętając finansowe zamieszanie wokół konkursu sprzed dwóch lat, trudno nie sądzić, że doszłoby do powtórki z rozrywki, a nawet i do gorszych rzeczy, jak chociażby zupełne odwołanie konkursu. Tym samym, Ukraiński nadawca zdając sobie sprawę z kontrowersyjności oraz popularności względem Siren Song, postanowił pozwolić MARUV wygrać, mieszając dopiero przy stole z umową między nim, a wokalistką. Oczywiście to są tylko moje rozważania, zważywszy, że może rzeczywiście telewizja UA:PBC chciała wykorzystać potencjalnego zwycięzcę Vidbir 2019 do promowania prezydenta kraju, czyli Petro Poroszenki, w ówcześnie odbywającej się kampanii wyborczej w ramach pierwszej tury wyborów prezydenckich. Jak było naprawdę, tego się już raczej nie dowiemy, ale z pewnością przypadek MARUV jest godnym uwagi, stając się nie tylko największym eurowizyjnym skandalem, ale i najlepszym utworem, któremu nie udało się wystąpić w ramach tego konkursu.
I to byłoby na tyle, już za tydzień rozpoczną się oficjalne próby do Konkursu Piosenki Eurowizji 2019, które jeszcze bardziej podsycą atmosferę przez samymi półfinałami oraz wielkim sobotnim finałem. Pomimo moich nierzadko ostrych i ośmieszających opinii, kibicuję wszystkim 41 reprezentantom w osiągnięciu jak najlepszego wyniku oraz oczywiście samego zwycięstwa. Mam również nadzieję, że bez względu na miejsce w którym odbywa się tegoroczna Eurowizja, skupimy się na świętowaniu muzyki, a politykę i problemy międzynarodowe zostawimy na pozostałe 358 dni. Let the Eurovision Song Contest 2019 begin!!!

