Barbara Wrońska nie pojawiła się znikąd. Dobrze znamy jej twórczość z takich projektów jak Pustki czy Ballady Romanse. Kilka tygodni temu postanowiła wydać swoją debiutancką płytę, którą się zachwycamy i którą objęliśmy naszym patronatem medialnym. Dziś Basia otwiera się przed nami i opowiada o tym wydawnictwie.
Łukasz Jaćkiewicz: Basiu, tak naprawdę nie jesteś debiutantką, bo znamy Twoje projekty od lat. Dla wielu jednak będziesz tak traktowana, bo to Twoja pierwsza płyta wydana pod własnym imieniem i nazwiskiem. Tym krążkiem też chcesz jakoby odciąć się od tego co było i zaprezentować tylko to, co czujesz w tym momencie?
Barbara Wrońska: Tak. Bardzo mi zależało, aby opowiedzieć bieżącą historię, poczuć nowe dźwięki, zaśpiewać z nową energią. Było mi bardzo potrzebne aby odbyć podróż wewnętrzną i muzyczną – żeby jeszcze lepiej poznać samą siebie .
Łukasz Jaćkiewicz: Jak doświadczenia zdobyte w Pustkach czy Balladach i Romansach wpłynęły na to kim teraz jesteś jako artystka ?
Barbara Wrońska: Myślę, że na pewno bardzo rozwinęłam się technicznie, zwłaszcza przy Balladach i Romansach, gdzie większość muzyki ostatnio produkowałam samodzielnie. Lata komponowania utworów w Pustkach też miały ogromny wpływ. Wypadkowa gustów muzycznych w zespołach, która na wiele nieznanych rejonów muzycznych otworzyła mi oczy. No i też oswojenie ze sceną, scena jest dla mnie naturalnym aczkolwiek wciąż zaskakującym środowiskiem.
Łukasz Jaćkiewicz: Wydanie płyty pod własnym nazwiskiem po tylu latach to też pewnego rodzaju wyzwanie. To Ty teraz jesteś główną osobą w projekcie, a słyszałem, że masz lekką obsesję na punkcie błędów. Po otrzymaniu płyty w wersji fizycznej podobno czytałaś książeczkę i sprawdzałaś czy wszystko się zgadza?
Barbara Wrońska: To jest właśnie to jedno doświadczenie więcej, które mam przy solowym debiucie. Wiem , że sporo umyka przy produkcji samego nośnika. Najbardziej się bałam, że będą przegapione błędy ortograficzne albo, że komuś zapomnę podziękować, lub nie wystarczająco – tego się zawsze boję. Ale tak, wydanie płyty na własne nazwisko wymagało ode mnie ogromnej odwagi, ale było mi to potrzebne, żeby poczuć się w pełni, zrozumieć siebie i osadzić na ziemi jako samodzielna artystka. Dzięki tej decyzji uwierzyłam w siebie.
Łukasz Jaćkiewicz: Przeczytałem ostatnio, że moment, w którym odważyłaś się na wydanie tej płyty był wielokrotnie przekładany. Jakie wymówki sobie znajdywałaś wcześniej?
Barbara Wrońska: Przede wszystkim cały czas powstrzymywały mnie plany, a właściwie snucie planów. A to, że z jednym zespołem trasa, a to z drugim płyta. W końcu zdałam sobie sprawę, że plany nie mają odniesienia do rzeczywistości – niewiele się zgadza a ja cały czas zostawiam swoje potrzeby na koniec. Wiedziałam, że chcę nagrać płytę i kiedy poczułam u siebie gotowość to po prostu to zrobiłam.
Łukasz Jaćkiewicz: Rozumiem, że droga do wydania tej płyty była bardzo długa. W książeczce można znaleźć informację, że piosenki zostały nagrane w 2015 i 2016 roku. Czemu zatem na ten materiał musieliśmy tyle czekać?
Barbara Wrońska: Długo zastanawiałam się nad faktyczną datą rozpoczęcia nagrań i ta data w książeczce ma troszkę inne znaczenie. W 2015 roku zaczęłam pracę nad płytą elektroniczną, z której żadna z piosenek nie weszła na Dom z Ognia, oprócz Depression. Wpisałam jednak te daty ponieważ ta próba elektroniki zaprowadziła mnie do brzmienia Domu z ognia i piosenek, które napisałam w 2017 roku. Dlatego od ukończenia produkcji płyty do wydania, z mojej perspektywy, nie minęło aż tak dużo czasu.
Łukasz Jaćkiewicz: Pamiętasz ten ostatni moment, w którym powiedziałaś sobie „Tak, teraz to stworzę i wydam” i tak się stało?
Barbara Wrońska: Nie pamiętam szczerze mówiąc, bo byłam w lekkim amoku, trochę jak w transie. Nagranie mojej płyty było jak marzenie i kiedy to się zaczęło materializować nie mogłam trochę w to uwierzyć. Poczułam to mocniej gdy złapałam kolor i temperaturę brzmieniową Domu z ognia – i wtedy wiedziałam, że nie zawrócę z tej drogi, że wiem że uda mi się dopłynąć na drugi brzeg.
Łukasz Jaćkiewicz:I oto jest „Dom z ognia”, Twoja pierwsza solowa płyta, która podobno miała być jak mówisz wcześniej… elektroniczna. Przybliżysz nam tę sytuację?
Barbara Wrońska: Tak, na początku marzyłam o elektronice. Chciałam bardzo zrobić płytę taneczną, bardzo. Jednak kiedy zaczęłam pisać piosenki to poczułam, że coś mi w tej taneczności umyka. Czułam, że chcę powiedzieć coś mocniej, wyraźniej nie zasłaniać się tzw. stopką na jeden. No i wycofałam się i zagłębiłam w bardziej średnie tempa, które bardzo mi pasowały do stanu refleksji, w którym w tamtym czasie się znajdowałam
Łukasz Jaćkiewicz:Na pierwszy utwór promujący wybrałaś jednak piosenkę, która nie do końca oddaje to co znajdziemy na płycie, choć łączy się z nią nieuchronnie. Skąd taki wybór?
Barbara Wrońska: Chciałam rozpocząć pogodnie. Wiedziałam , że Nie czekaj jest dobrym, dorodnym utworem i, że pozwoli mi dotrzeć do ludzi promieniami słońca. Bardzo mi się spodobało, że zaczynam czymś lekkim a nie artystycznym skokiem w głąb mojej podświadomości. Chciałam tą piosenką ludzi zawołać – Hej ! To ja Baśka, pobujajmy się razem w rytm. Z innej jeszcze strony to piosenka, która dodawała mi sił i wszystko w niej śpiewam do siebie samej. To piosenka – krok na przód !
Łukasz Jaćkiewicz: W teledysku występują znani nam Paulina Przybysz czy Kasia Nosowska. Jak udało Ci się je namówić je do współpracy?
Barbara Wrońska: To było niesamowite, że wystąpiły w moim teledysku. A jeszcze bardziej mnie ujęło, że nie musiałam ani Kasi Nosowskiej ani Pauliny Przybysz – długo namawiać. To była sama radość i spontan. Jestem im ogromnie wdzięczna za ten luz! Oprócz dziewczyn są tam też panowie – Kev Fox i Marcin Staniszewski.
Łukasz Jaćkiewicz: Płyta jest naprawdę różnorodna brzmieniowo, ale jednak łączy się w jedną całość. Taki był zamysł tej płyty, ta płyta to cała Ty?
Barbara Wrońska: Ja przeczuwałam, że nagram płytę różnorodną bo dużo we mnie pomysłów buzuje. Słyszę dźwięki, aranże, głos. Właściwie cały czas moja głowa słucha muzyki, a najbardziej gdy nie gra nic. Nie chciałam się na tej płycie powstrzymywać, ale raczej puścić wodze fantazji ! To jest właśnie ta wolność, której nie zaznałam w zespole do tej pory.
Łukasz Jaćkiewicz: Cała płyta jest pisana z perspektywy osoby, która dużo przeżyła i która dojrzale przedstawia owoce swojego życia. Czy tak można opisać Twoje teksty z perspektywy zwykłego słuchacza i czy tak chciałabyś aby były pojmowane?
Barbara Wrońska: Tak, to jest bardzo trafne. Moje teksty są bardzo osobiste ale też poruszają sfery raczej znane każdemu dorosłemu człowiekowi. Chciałam opowiedzieć to z perspektywy mojej wrażliwości. Ktoś nazwał moją płytę Osobistym Popem – i to mi się bardzo spodobało, dlatego, że Pop – jest raczej formą uproszczania, ale osobisty (dla mnie) oznacza, że chcę się przed wami otworzyć, zagłębić w was w moje przeżycia.
Łukasz Jaćkiewicz: To nie jest tak, że ktoś podsunął Ci teksty i muzykę. To Ty jesteś autorką piosenek, ale co w moim mniemaniu jest również ważne, to produkcja, którą również się zajęłaś. To w Polsce chyba dość rzadkie?
Barbara Wrońska: Produkcja muzyczna, w ogóle nie jest rzadka, bo w dobie komputerów i profesjonalnych programów, każdy może stworzyć pełno wartościową płytę w domu. Rzadkie natomiast jest to, że to zadanie wzięła na siebie całkowicie samodzielnie – kobieta. Rynkiem muzycznym zarządzają panowie producenci – bardzo, bardzo dobrzy i skuteczni ale jest ich w sumie pięciu? Kobiet jest naprawdę mało.
Łukasz Jaćkiewicz: Ale nie jest tak, że ta płyta powstała jednoosobowo. Na swojej drodze spotkałaś też wielu ludzi, którzy Ci w tym pomogli. Komu należą się szczególne podziękowania?
Barbara Wrońska: Osoby, którym dziękuję, oprócz Adama Toczko i muzykom, to takie dobre duchy moich zmagań. Żadne z nich nie miało fizycznie wpływu na kształt tej płyty ale tak skutecznie radzili albo powtarzali „ MUSISZ TO ZROBIĆ SAMA”, że odbijałam się od nich i obierałam nowe kierunki. Bez konfrontacji z nimi nie dotarłabym do Domu z ognia. Głównie Marcin Macuk był takim wspieraczem – bardzo zachęcał do samodzielności, a jednocześnie mnie nie oceniał. To mi bardzo pomagało. To wszystko napisałam w książeczce, mogę jeszcze dodać, że Adam Toczko, który miksował i masterował tą płytę wykazał się ogromnym zaangażowaniem, kiedy jeszcze nie było wiadomo kto to i jak wyda. Więc zaufał mi w ciemno za co mu ogromnie dziękuję !
Łukasz Jaćkiewicz: Wydanie solowej płyty to jednak początek. Jakie masz Basiu teraz plany na najbliższe tygodnie?
Barbara Wrońska: Najbliższe tygodnie mam zamiar dalej opowiadać o Domu z ognia i gotować rodzinie obiady !

