Site icon All About Music

Banks – The Altar (2016), recenzja Piotra Krajewskiego

Drugi album to zawsze wyzwanie. Aby zaistnieć w świecie muzyki na dłużej, nie wystarczy jedynie wydać udany debiut. A taki właśnie miała Banks, której krążek Goddess zebrał wiele pozytywnych recenzji na całym świecie. Młodą artystkę chwalono za ciekawe łączenie dźwięków i interesujący pomysł na własną muzykę. Szybko znalazła szerokie grono wiernych fanów. Czy Banks ewoluowała w ciągu dwóch ostatnich lat? Sprawdzianem jest najnowsze wydawnictwo The Altar.

Twórczość Amerykanki skupia się wokół alternatywnego brzmienia, które czerpie inspiracje z popu, elektroniki, r&b i hip-hopu. Jej muzyka to wybuchowa mieszanka wszystkiego, co obecnie popularne. Tak właśnie wyglądał jej debiutancki album, na którym Banks zaskoczyła interesującym dark popem oraz trip hopem. Poznając wnikliwie The Altar, trudno nie usłyszeć podobieństwa do Goddess. To jego naturalny sukcesor. Najnowsze dzieło nadal inspirowane jest tymi sami dźwiękami, z których zasłynęła wokalistka dwa lata temu. Osoby oczekujące od niej zaskoczenia mogą więc poczuć rozczarowanie.

Wyraźną różnicą w stosunku do debiutu jest jednak dużo większa pewność siebie, która bije niezwykle mocno od Amerykanki na tym albumie. Słychać to w warstwie tekstowej. Pewne jest, że Banks zdjęła szaty debiutantki i pokazała swoją zdecydowanie bardziej agresywną stronę. Mimo że Goddess też miało mocniejsze momenty, takiego klimatu, jak The Altar po prostu nie ma. Inne wcielenie artystki zwiastował już pierwszy singiel Fuck With Myself, którego brzmienie było na pewno niespodzianką dla wielu. Utwór, który wyróżnia się od razu – prowokuje tekstem, dźwiękami, jest mroczny, nieco inny. To na pewno jeden z najciekawszych singli w tym roku.

Agresję słychać też w Trainwreck, gdzie Banks porzuca spokój i zwyczajnie zaczyna krzyczeć. Jest wyraziście, hałaśliwie, czasami bardzo urban. Ciekawie dzieje się również w utworze Judas, gdzie elementy hip-hopowe dają o sobie znać najmocniej. Pojawia się tu jednak duży problem – piosenka jest bardzo nierówna. Świetne zwrotki spotykają się z kiepskim refrenem. Wielka szkoda, bo potencjał był ogromny.

Nie da się pominąć niepokojącego Poltergeist, gdzie elektronika łączy się z alternatywnym r&b. Mroczne brzmienie potęguję użycie męskiego chórku, który jest tak zniekształcony, aby brzmiał jak najbardziej niebezpiecznie – wręcz demonicznie. Interesujący utwór, przy którym warto się zatrzymać.

Płyta sprawia często wrażenie bardzo introwertycznej i klaustrofobicznej. Banks nie boi się w tekstach oceniać siebie, swoich zachowań oraz decyzji. Konfrontuję się z nimi. Nie odpuszcza też osobom, z którymi była kiedyś blisko. Wydaje mi się, że wiele utworów na The Altar jest niczym innym, jak pamiętnikiem z przeszłości. Tak odbieram chociażby singlowe Gemini Feed – piosenka będąca krzykiem jednocześnie uciśnionej i zakochanej osoby, tkwiącej w złym związku. Mimo że była to trudna relacja, Banks przyznaje się w tekście do tęsknoty. Muzycznie dzieje się tu równie dużo. Amerykanka znowu bawi się elektroniką oraz alternatywnym popem. Mamy chwytliwą melodię z mocnym, dudniącym basem. Choć utwór może naprawdę się podobać, nie jest niczym oryginalnym. Tego typu kompozycji świat muzyki poznał już wiele – wystarczy włączyć pierwszą lepszą elektroniczną playlistę na Spotify i posłuchać kilku propozycji. Nie zmienia to jednak faktu, że Gemini Feed przyciąga słuchacza.

The Altar to nie tylko agresja czy głośność. Wystarczy spojrzeć na fenomenalną okładkę płyty – piękna w swojej prostocie. Banks kilkukrotnie przełącza biegi i obnaża też swoją subtelną muzyczną stronę. W Mother Earth porzuca ogromną oraz dopracowaną produkcję. Dostajemy w zamian nieco akustyczne brzmienie, za którym jej wokal nie chowa się, a wychodzi przed szereg. Miła odmiana. Podobnie z To The Hilt – przejmującą balladą, gdzie fortepian spotyka się z czystym śpiewem. Utwór-hymn po rozstaniu.

Mind Games to jedna z albumowych perełek, a także prawdopodobnie jedna z najdojrzalszych piosenek w całej karierze Amerykanki. Negatywne emocje, kłębiące się wewnątrz Jillian Rose, wprost wylewają się na słuchacza. Bardzo minimalistyczny i elegancki utwór, a jednocześnie z ogromnie silnym przekazem.

Jedna kompozycja na krążku lśnij najmocniej. Zmysłowe Lovesick to ponad trzy minuty muzycznej bajki. Mniej tu elektroniki oraz alternatywny, a więcej przyjemnych, gładkich popowych brzmień. W tym naładowanym emocjami utworze Banks zostawia przeszłość za sobą i subtelnie kieruje się w stronę nowego obiektu zainteresowania.

The Altar to ołtarz uczuć, które artystka musiała tłumić w sobie przez naprawdę długi czas. Słychać to w dźwiękach, ale najbardziej w warstwie tekstowej – niezwykle szczerej, odważnej, asertywnej. Poznajemy tu mniejsze czy większe dramaty życiowe Banks. Mimo zauważalnej dźwiękowej powtarzalności i braku większych zaskoczeń, The Altar broni się muzycznie. To równa oraz mocna płyta, która ma prawo się podobać. Rewolucyjny album? Nie tym razem. Banks ewoluuje, ale bardzo powoli. Dajmy jej jednak więcej czasu. Wygląda na to, że dziewczyna jest tego warta.

Exit mobile version