Site icon All About Music

„Popatrz, masz jeszcze w ustach brokat” – Baasch zagrał w warszawskim Lunaparku. Relacja Darii Radomskiej

Lato w tym roku jest zupełnie inne. Nie mamy festiwali, nie ma dużych masowych wydarzeń. Jest jednak coś, co w dobie pandemii cieszy jeszcze mocniej, niż normalnie. Momenty, gdy mimo wszystko nabierasz mnóstwo powietrza w płuca i tańczysz do utraty tchu. Tak było właśnie 6 sierpnia na warszawskim koncercie Baascha!

Lunapark to naprawdę zjawiskowe miejsce. Zorganizowanie koncertu w przestrzeni po opuszczonym placu zabaw okazało się strzałem w dziesiątkę. Artysta doskonale wpisał się klimatem w tę mroczną i zagadkową atmosferę!

Wydarzenie rozpoczęło się od występu Avtomata, warszawskiego DJa, kojarzonego głównie ze stołeczną sceną queer. Artysta rozgrzał muzykę godzinnym setem, podczas którego zgrabnie łączył futurystyczne brzmienia z muzyką klubową. Jego remix SoniqueIt Feels So Good był naprawdę czymś bajecznym!

Wejście Baascha na scenę – ring (dosłownie!) wywołało duży entuzjazm wśród zgromadzonych na terenie obiektu osób. Podczas pierwszego utworu słuchacze nieśmiało tuptali w rytm muzyki, aby później oddać się już totalnemu szaleństwu.

Nawet problemy techniczne nie są dla prawdziwego artysty ogromnym problemem! W ciągu kilku minut muzyk rozładował atmosferę – nie potrzeba było wymuszonych żartów, nieszczerych uśmiechów. Baasch dał się poznać jako fajny gość, jako jeden z nas.

Z każdą piosenką ludzie, a było ich dosyć sporo coraz żwawiej przebierali nóżkami. Mogliśmy usłyszeć kompilację piosenek ze wszystkich trzech albumów artysty (w tym jednego, którego premiera wciąż przed nami!). Nie mogło zabraknąć takiego klasyka jak Sneaker Fairytale – współczesna ballada o kopciuszku z ikonicznym wręcz refrenem – „I lost my sneaker at midnight, I know you were my fairytale, last night you were my fairytale”. Czy ktoś ma jakieś wątpliwości, odnośnie tego, że kopciuszek nosił trampki? Po tamtym wieczorze ja jestem wręcz przekonana, że tak właśnie było!

Wybrzmiały takie utwory, jak Shout, czy moje ukochane Steps, bez czego nie wyobrażałam sobie koncertu. Usłyszeliśmy Dare To Take, które w oryginale Baasch wykonuje razem z Mary Komasa, a także Crowded Love, gdzie udziela się Y z zespołu BOKKA. Do dźwięków Siamese Sister, czy Corridors również miło było pobujać się na żywo.

Nie zapomnijmy o utworach z nadchodzącego albumu! Artysta wie, jak podgrzać atmostferę! Pojawiły się Cienie, które w wersji live nabierają jeszcze więcej mocy i przenoszą człowieka w kompletnie inny wymiar, był też czas na fenomenalny i chyba najbardziej wyczekiwany przez większość Brokat.

Kiedy w pewnym momencie usłyszeliśmy „to teraz wam pokażę, zamiast mówić jaki utwór zagramy” każdy już wiedział, co się święci. Baasch zagrał swój najnowszy, jeszcze cieplutki singiel Język – jego premiera miała miejsce tego samego dnia, cóż za zbieg okoliczności! Poza tym, mogliśmy usłyszeć też Dual – kawałek, który oficjalnie nie został jeszcze wydany.

Długo nie trzeba było prosić, żeby muzycy wyszli na bis. Po kilku sekundach pojawili się z powrotem na scenie, wykonując po raz drugi tego wieczoru najnowszą piosenkę oraz dodatkowy utwór.

Bardzo mile zaskoczyła mnie atmosfera panującą podczas wydarzenia. Dało się wyczuć pewnego rodzaju magię, jaką wprowadzał cały występ. Szczerze mówiąc, brakowało tylko tego aby ktoś sypnął tytułowym brokatem! Wszyscy błyszczeli, dali się ponieść muzyce, wirowali w tańcu. Na usta ciśnie się stwierdzenie, że Baasch zawładnął ringiem. Jeśli tak wygląda nadchodząca Noc, to proszę, żeby mnie pochłonęła!

Fanom dobrych, elektronicznych brzmień zdecydowanie polecam zapoznanie się z twórczością Bartka Schmidta. Jeszcze w tym miesiącu będzie szansa, aby usłyszeć go live, artysta jest bowiem obecnie w trasie koncertowej. Nie wahajcie się, wyjdziecie oczarowani!

Exit mobile version