B6 to zespół działający na lubelskiej scenie muzycznej od 2017 roku. Swoje pierwsze kroki stawiali na Ogólnopolskim Przeglądzie „Krótkie Spięcie” w Siedlcach, gdzie odnieśli spory sukces zdobywając z marszu pierwsze miejsce. W 2019 roku ukazała się ich pierwsza EPka Obecność, na której znalazły się 4 kompozycje. Skład zespołu tworzą Martyna Sabak (wokal), Kuba Stasikowski (gitara), Arek Borzęcki (bas, instrumenty klawiszowe) oraz Piotr Karczewski (perkusja). Pod koniec ubiegłego roku spełniło się ich duże, muzyczne marzenie. 8 listopada do sprzedaży trafił ich debiutancki album Smugi, na którym znajduje się 11 różnorodnych stylistycznie kompozycji.
Krążek otwiera utwór Cisza. Pierwsze dźwięki wprowadzają słuchacza w vintage’owy klimat, w którym lubują się muzycy. Stało się to możliwe przez dodanie dźwięków starej, trzaskającej płyty winylowej. Sama kompozycja w moim odczuciu jest nieco przydługa jak na opening, bo trwa nieco ponad 6 minut. Takich dłuższych kompozycji jest na płycie więcej, m.in Błękit czy piach, Cztery ściany, czy zamykające całość Zastygłam. Czy to dobry pomysł? Każdy słuchając krążka odpowie sobie sam. Jeśli chodzi zaś o moje odczucia, to jest to trochę przynudzające słuchacza, biorąc pod uwagę fakt, że dłuższe utwory są balladami, gdzie jednak zazwyczaj dużo się nie dzieje.
Wracając jeszcze do utworu Cisza, warto zwrócić uwagę, na ciekawą barwę głosu Martyny, którą sama określa piaskową. Jest ona jednak ciepła w odbiorze. Podobało mi się również instrumentalne outro na koniec, które wniosło dużo polotu i pokazało, że muzycy są na wysokim poziomie artystycznym. Po nostalgii czas na nieco więcej życia w Zaraz wracam. Fajny gitarowy vibe i riff w zwrotkach z delikatnym delay’em. Dobrze zbudowane refreny, z elementami synthpopu. Sporo syntezatorów, jest to nawiązanie do stylu w którym gustują muzycy w swoich kompozycjach. Oscyluje on właśnie w pop-rocku, z nawiązaniami do brzmienia lat 90tych i przełomu 2000 roku. Mocnym punktem jest na pewno Mgła. Mocny, wybijający się bas, czyli to, co lubię. Hipnotyzująca linia melodyczna gitary, a do tego swobodnie płynące dźwięki perkusji. Pojawia się ciekawy zabieg, drugi refren od strony muzycznej różni się od pierwszego. Muszę przyznać, że bardziej mi się podoba. Mamy też typowy bridge, z samą stopą perkusji i syntezatorami, a na sam koniec świetna solówka z mocnym, rockowym pazurem. Miód na moje uszy, brawo!
Zbliżając się do końca mamy lekko płynące Moje ciało, znów dobrze brzmiące i muzycznie asymetryczne Tysiące oraz tytułowe Smugi. W tym ostatnim prym wiodą psychodeliczne i hipnotyzujące słuchacza dźwięki syntezatorów, z dodatkiem luźnych wstawek gitarowych. Jedynie perkusja pozostaje tu statycznie wybijając spokojną i w niskim tempie melodię. Krążek zamyka Zastygłam, piękna kompozycja, z towarzyszeniem instrumentów smyczkowych, które jak dla mnie skradły cały urok utworu, na koniec pojawia się również instrumentalne outro. Sam utwór znów mnie jakoś nie porwał.
Podsumowując cały album, zauważam, że muzycy z B6 lubują się w nietypowych i asymetrycznie brzmiących dźwiękach. Podoba mi się wychodzenie poza konwenanse i wykorzystywanie w utworach dźwięków nieoczywistych, jak trzaskająca płyta vinylowa, odgłosy burzy, czy zaskakujące słuchacza dźwięki odpinanego kabla gitarowego od wzmacniacza i nagła cisza w utworze Mgła. Sama płyta jest stylistyczną mieszanką, oscyluje na pograniczu popu i rocka z domieszką syntezatorów i alternatywnego brzmienia, czyli w stylu, z którego są znani. Co prawda nie wszystkie utwory mnie porwały, jednak trzeba zauważyć, że mało jest takich płyt, które od deski do deski porywają słuchacza i są idealne. Gdyby jednak było mniej tych dłuższych, czasem nudzących ucho utworów to było by idealnie. Niektóre kompozycje brzmią może podobnie, jednak każda ma w sobie swój pierwiastek, wyróżniający ją na tle innych. Jak na pierwszy pełny album, nie wypadło to źle. Myślę, że jeśli członkowie B6 nadal będą podążać tą drogą, to mogą zajść naprawdę wysoko. Jak widać, wystarczy tylko chcieć i być wiernym swojej pasji (w tym wypadku tworzenie muzyki), a pasja w tym zawodzie jest równie ważna co szczęście. Czekam z niecierpliwością na kolejne utwory zespołu oraz wokalny rozwój Martyny, lubelska scena muzyczna jest mi bliska, dlatego z pewnością będę śledził ich dalsze poczynania. Was drodzy czytelnicy zachęcam do zapoznania się z ich twórczością i własnej oceny materiału.
