Avicii zadebiutował już jakiś czas, kolejne jego single były wielkimi hitami. Teraz w końcu postanowił wydać debiutancki krążek. I choć brak na nim hitów Levels czy I Could Be the One – jest to w pełni zrozumiałe. Album True to nowy Avicii.
Na sam początek drobna dygresja i nawiązanie do recenzji Marka – któremu album niezbyt się spodobał. Przede wszystkim nie zgodzę się z wychwalaniem Guetty ponad niebiosa i kolejność Guetta > Calvin Harris i gdzieś tam dalej Avicii. Na tle całej tej trójki, dla mnie osobiście to Avicii wychodzi obronną ręką. Nagrał to, co chciał, a nie to co dobrze się sprzeda. Szwedzki DJ to zdecydowanie powiew świeżości na rynku dance i EDM.
Przede wszystkim, krążek True i wszystkie na nim utwory to umiejętne zmieszanie czystego i soczystego EDM (to, co ja nazywam „młynkiem”, czyli komputerowo wygenerowanym fragmentem kulminacyjnym utworu, gdzie przez jakiś czas powtarza się dany motyw, nie ma wokalu) ze wszystkim innym – instrumentami, wokalami, emocjami i przebojowością. True to nie proste i nijakie utwory na zasadzie zwrotka + refren + młynek + zwrotka + refren i koniec. Oczywiście, nie twierdzę, że tych elementów nie znajdziemy na tym albumie, jednak są one bardziej wyważone, bardziej delikatne i wplecione w melodyjność i zabawę. Avicii postawił na świetną produkcję, ale co przede wszystkim – i za co ogromny plus – na wokale i teksty. To one stanowią o sile tego albumu.
http://www.youtube.com/watch?v=c2MhREbQwNc
I w moim przekonaniu, o wiele lepiej wypadły nazwiska mniej znane, niż te bardziej. Utwór z Adamem Lambertem – na który wszyscy tak czekali, w tym ja – wypada najbladziej z całego krążka. Jest dziwne i lekko odstaje od reszty kompozycji na albumie. Jeśli już wytykam negatywy debiutanckiego krążka Avicii – to jeszcze lekko wykrzyczane Liar Liar, które mnie nie uwiodło oraz utwory instrumentalne – Dear Boy i Edom. Mogłoby ich nie być.
Najjaśniejszym elementem albumu True jest przepiękna kompozycja Hope There’s Someone. Urzekła mnie od pierwszej do ostatniej sekundy. Przede wszystkim serce me uwiódł delikatny i subtelny wokal Lineei Henriksson. Brzmi doskonale, szczególnie dramatycznie przepiękne są fragmenty kulminacyjne, kiedy wokalistka przedłuża i lekko nadwyręża swój głos. Brzmi to cudownie i w pełni oddaje emocje tego znakomitego kawałka. Kolejny znakomity utwór to Addicted to You, gdzie wokalnie udziela się Audra Mae. Wokalista trzykrotnie udziela się na krążku i jest zdecydowanie świetlistą gwiazdą albumu. Każdy utwór z jej udziałem jest dobry, a szczególnie właśnie Addicted to You. Dla mnie to jest materiał na singiel numer trzy, zdecydowanie.
Skoro jestem już przy singlach – wybór Wake Me Up oraz jego następcy You Make Me nie dziwi. Są to najbardziej przebojowe kawałki. Szczególnie Wake Me Up to kompozycja, która łączy w sobie elementy EDM i country, coś czego jeszcze nikt nie dokonał. Countronica, bo tak zwany jest ten gatunek (country + electronica, coś jak przy Capital Cities pisałem o indietronice = indie + electronica) przeplata się przez cały album. Obok dźwięków generowanych komputerowo znajdziemy tutaj trąbki, kontrabasy, skrzypce, prawdziwe bębny i co jeszcze tylko tam sobie Avicii wymarzył… naprawdę jest tego sporo i za tę różnorodność muzyk ma u mnie kolejnego plusa.
Nie zgodzę się ze stawianiem Aviciiego obok Guetty czy Calvina Harrisa. To są zupełnie inne klimaty. Harris i Guetta nagrywają utwory dla popkultury, taką papkę, zapraszają największe gwiazdy i tworzą hity. Avicii poszedł w swoją drogę, nie pchał się właśnie tam gdzie oni, a zaprosił mniej znane gwiazdy i stworzył utwory, które obronią się same sobą – a nie nazwiskami. I tak, ten album jest pełen przebojów, które tylko czekają na odkrycie. Stay Tuned – Avicii to przyszłość EDM i dance.
