Site icon All About Music

Avicii – TIM (2019), recenzja Sebastiana Torbicza

Nie tak dawno minął rok od śmierci znanego producenta i DJ, która odbiła się szerokim echem w świecie muzyki. 7 czerwca, kilka tygodni po rocznicy śmierci Aviciiego, na sklepowe półki trafia jego pośmiertny album. Album będący trzecim krążkiem w jego dorobku.

Wielu nie mogło pogodzić się z jego przedwczesnym odejściem. Zaledwie 28 letni DJ odebrał sobie życie w szczytowym momencie swojej kariery. Kariery, która w znacznym stopniu pchnęła go do tego czynu, był przytłoczony sławą i szumem wokół jego osoby. TIM, jest uhonorowaniem i dokończeniem tego nad czym pracował Tim Bergling. Przed tymi wydarzeniami artysta zdążył już zebrać i stworzyć większość materiału. To co nie zostało skończone, zostało doprowadzone do finalnej wersji przez jego współpracowników, wg. wskazówek dotyczących jego wizji płyty. Przy jego tworzeniu nie zabrakło głośnych nazwisk, pojawia się Chris Martin z Coldplay, Imagine Dragons, a także m.in. Aloe Black, z którym Avicii stworzył wielki hit Wake Me Up. Patrząc z perspektywy czasu, zebrany materiał może być zupełnie inaczej odebrany niż szwedzki producent to planował. Najnowsze wydawnictwo promują single SOS, który podbija radiowe listy przebojów, Tough Love oraz Haeven.

Krążek otwiera nostalgiczne i nieco mroczne z początku Piece of Mind, przy którym współpracował duet Vargas & Lagola, mający udział również w innych utworach. Fajne, lekko elektronicznie wokale, dobry bit w refrenie i często pojawiająca się w kompozycjach Aviciiego gitara w tle, jako element charakterystyczny jego łączenia brzmień. Kolejne utwory to 3 wcześniej wspomniane single. Począwszy od Haeven z gościnnym udziałem Chrisa Martina, który również jest współtwórcą tego utworu. Wyraźnie da się tu wyczuć styl grania Coldplay, wysuwający się na pierwszy plan z połączeniem elektronicznego brzmienia szwedzkiego producenta. Bardzo ciekawa propozycja. Po niej utwór SOS, z bardzo poruszającym tekstem, wręcz wołaniem o pomoc. Gdy spojrzymy na ten utwór z perspektywy tego, co działo się z producentem w trakcie jego tworzenia i na to z jakimi problemami się wtedy borykał. Kolejny bardzo dobry numer, mocny punkt albumu! Ostatnim singlem jest Tough Love, ponownie z udziałem duetu Vargas & Lagola,a także szwedzkiej wokalistki Agnes. Utwór dość nietypowy, muzyczny eksperyment. Avicii sięgnął w nim po indyjskie brzmienia, co w połączeniu z wakacyjnym klimatem, okazało się strzałem w dziesiątkę! Pokazuje tu swoją otwartość muzyczną i brak ograniczania się do jednej stylistyki.

Kolejne utwory to spokojne Bad Reputation z udziałem Joe Janiaka, o dość charakterystycznej barwie głosu oraz Ain’t A Thing z udziałem Bonn, który pojawia się również w utworze Freak. Później pojawia się utwór już nieco bardziej klubowy, o mocniejszym brzmieniu, czyli utwór Hold The Line z udziałem ARIZONA. Bardzo świeża i wakacyjna propozycja. Excuse Me Mr Sir, to ponownie duet Vargas & Lagola, eksperymenty brzmieniowe. Bardzo ciekawe przejścia między refrenami a zwrotkami. Duże nagromadzenie różnych brzmień, od elektroniki, po gitary. Gatunkowo od muzyki klubowej, przez hip-hop i glam. Prawdziwym szokiem muzycznym, jest pojawienie się na albumie grupy Imagine Dragons w utworze Heart Upon My Sleeve. Muszę przyznać, że po jego wysłuchaniu jestem w szoku. Moim zdaniem genialna kompozycja. Idealne połączenie klubowego brzmienia ze stylem Imagine Dragons. Do tego partie instrumentów smyczkowych w przejściach z głębokim basem i elektronicznym efektem wokalu. Takie połączenie tworzy miazgę i pokazuje jak odważnym muzycznie artystą był Avicii, podejmując się stworzenia takiej kolaboracji. Zdecydowanie mój numer 1 na albumie!

Zbliżając się do końca albumu ponownie pojawia się Joe Janiak w utworze Never Leave Me, zaś zamyka go Noonie Bao z utworem Fades Away, będącym pewną klamrą albumu.

Po wysłuchaniu TIM, odnoszę wrażenie, że wraz ze śmiercią Aviciiego świat muzyki elektronicznej, ale i nie tylko, odniósł ogromną stratę pod względem jakościowym. Patrząc na kompozycje na nim zebrane, można zauważyć jak wielki potencjał drzemał w tym producencie. Jego odwaga i nie zamykanie się na nowe brzmienia i połączenia, mogłyby w przyszłości zaowocować czymś jeszcze lepszym. Być może jeszcze większymi eksperymentami, niż współpraca z Imagine Dragons, która jest po prostu hitem. Zysk ze sprzedaży albumu, zgodnie z wolą rodziny zostanie przekazany na rzecz fundacji Tim Bergling Foundation. Jest on pięknym zwieńczeniem przedwcześnie zakończonej twórczości szwedzkiego producenta.

Exit mobile version