This Thing Called Life to drugi album w karierze Augusta Alsiny. Ten krążek to szansa na pokazanie czy piosenkarz zostanie na scenie muzycznej dłużej niż tylko jeden sezon.
Moim zdaniem ta płyta jest o wiele lepsza od poprzedniej. Słyszymy teksty o ulicach i ciężkim życiu, o problemach związanych z posiadaniem wielkiej kasy, o bólu związanym ze stratą brata. Słyszymy nawet nie rapera z duszą R&B, ale prawdziwego artystę, który zadaje przejmujące, pełne bólu pytania.
W tytułowym utworze Alsina kwestionuje wszystko, mówiony utwór genialnie oddaje natłok myśli, a jednocześnie nagrany jest tak, że mówione słowa są przejrzyste. Świetny początek zaskakująco dobrego krążka. Drugi utwór zaskakuje muzycznym stylem. Job z udziałem Anthony’ego Hamiltona i Jadakissa zaskakuje muzycznym stylem. Refren śpiewany przez pierwszego z gości sprawia, że mam przed oczami amerykańskie prerie i góry; muzycznie sprawia, że czujemy się wolni, mimo że tekst jest o ciężkiej pracy. Gdy dochodzi do tego August, pojawia się muzyczna świeżość. Według mnie rap Jadakissa jest zbyt ciężki dla całości, tak jakby ucina skrzydła piosence. Ale być może ten ciężar sprawia, że na końcu dochodzi dodatkowa jakość, czujemy lekkość, ale też zakorzenienie. Trzecia piosenka, How I Do It, kontrastuje z poprzednim w wielu aspektach. Jest bardziej energiczna, tekst bardziej mainstreamowy (o seksie i latających gaciach), ale za to fajnie podkręcony przez A. A.: ciągle jestem młody, nie powiem Ci czemu to robię. Końcówka tego utworu i początek następnego (Hollywood) to skandujący tłum przy wręczaniu nagrody. Wyodrębniłabym to jak już jako osobny skit.
Been Around the Word to nowa wersja starego przeboju. Zwrotki brzmią świeżo i ciekawie, ale w refrenie aż się prosi o dalszy ciąg oryginału, przynajmniej muzycznie (do słów I can’t find my baby). Tymczasem Chris Brown śpiewa inny tekst, inną melodię i niestety mi się ona nie przyjęła. Drugą piosenką z płyty, która mi coś przypomina jest Hip Hop. Refren (który zupełnie nie jest w moim stylu) brzmi jakby był zainspirowany sceną z filmu o tańcu Save the Last Dance, w którym jeden z głównych bohaterów – wykładowca – opowiada o czym jest hip hop do podkładu muzycznego. W piosence poznajemy nową, twardą stronę Alsiny, który w pre-hooku strzela słowami jak z kałasza.
Na płycie znajduje się prześliczna piosenka Change, która zachwyca melodią, emocjami i tekstem. Jak nazwa wskazuje, piosenka jest o zmianach: nic się nie zmienia, więc ja będę tą zmianą. Piosenka o beznadziei codzienności tchnie nadzieją, na końcu raper mówi, że jest winny chęci zmiany świata. Jeśli będzie robić tak dobrą muzykę, istnieją spore szanse, że mu się to uda! Innym pięknym kawałkiem jest Song Cry. Nieustannie zaskakują mnie odkrywcze teksty na tej płycie, ale apogeum osiągnięte chyba zostało w tym utworze:
Nie mogę powstrzymać łez
Pozwól(cie) mi płakać
Mówią, że mężczyźnie nie wolno,
Więc pozwolę płakać piosence
Pozwolę płakać mojej duszy tymi słowami
Nawet wzruszający utwór, przepleciony jest agresją, ale także pozytywnymi myślami. Uwielbiam fakt, że jego spojrzenie na świat nie jest czarno-białe, dzięki temu staje się jeszcze bardziej wiarygodny.
Swobodna mieszanka śpiewu i rapu Alsiny tworzy jego niepowtarzalny styl. W każdej piosence brzmi niewymuszenie i naturalnie. Kiedy myślę nad tym, który z utworów najlepiej obrazuje ten fakt, to chyba Would You Know. Niezwykle oryginalny utwór: tekstowo, muzycznie, wokalnie. Oczywiście powstała niejedna piosenka pytająca potencjalnego partnera czy gdyby był z autorem w związku to byłby fajną osobą – ale (po raz kolejny) szczegółowy sposób patrzenia na temat jest niespotykany.
Całkowicie nie zgadzam się z opinią na jaką trafiłam w jednej z recenzji popularnego czasopisma, mianowicie, że płyta pod koniec traci życie. Wręcz przeciwnie! Other Side to dynamiczna piosenka o tym, że ma nadzieję spotkać się z kimś (zapewne bratem) po drugiej stronie, która jest zaskakująco przebojowa. Mieszanka wrażliwości i prawie wesołości (może wywołanej wspomnieniami?) sprawia, że utwór jest magnetyczny i chce się do niego wracać. American Dream to też energiczny kawałek, który dzięki wykorzystaniu odwróconego reverbu na głosach w tle daje efekt duchów. Przedostatnia piosenka, Look At How Far I’ve Come, mimo kolejnych linijek pobrzmiewających melancholią, to cudowna melodia, która wzrusza (szczególnie w pierwszej zwrotce i pre-hooku).
Płytę zamyka przepozytywny kawałek The Encore. Tekstowo najlepiej oddaje to o czym pisałam – sprzeczności w życiu i nas samych. To, że większość życia to odcienie szarości. Muzycznie zaskakuje mnie refren, który wprowadza funkową sielankę. Oczywiście piosenka pozostaje w stylu R&B, ale sposób śpiewania always thought it would be good but I never had it this good wprowadza na koniec płyty nowy pomysł.
https://www.youtube.com/watch?v=EZ5dFLQU_MY
This Thing Called Life to jedna z lepszych płyt, jakie słyszałam ostatnimi czasy. Spójna, unikatowa, w jednolitym stylu muzycznym i tekstowym, a jednocześnie ze świeżymi pomysłami. Usunęłabym jedną piosenkę, ale wiem, że wielu osobom się ona podoba, więc nawet nie będę wspominać tytułu. Nie jest to może płyta przebojowa, ale na pewno ma mnóstwo solidnego R&B, które jednocześnie jest świeże. Poza Chrisem Brownem, który po prostu nie psuje piosenki, każdy z gości coś wnosi (w przeciwieństwie do Testimony, na której artyści wydawali się być przypadkowi i wybrani przez wytwórnię). Album tworzy świetny klimat, przepełniony jest głębokimi, dobrymi tekstami, a nawet gdy jest o dragach lub dziwkach, to dzięki wrażliwości artysty wyczuwa się szacunek i pokorę do życia i kobiet. Ta rzecz zwana życiem jest o wiele piękniejsza, gdy mam w niej takich Artystów i taką Muzykę.

