Są takie albumy, które na pierwszy rzut oka mają w swoim brzmieniu magię. Jednym z nich jest najnowsze wydawnictwo Ashley Monroe. Ale czy piękne, nastrojowe brzmienie wystarczy?
Od czasu ostatniego, trzeciego albumu Ashley Monroe, The Blade minęły już trzy lata. Nadszedł więc najwyższy czas aby ta jedna z bardzo dobrze obecnie znanych twarzy muzyki country podarowała swoim fanom, i nie tylko, nowy materiał. Tak też właśnie się stało bo oto przed nami Sparrow jej najnowsze muzyczne dziecko.
Choć całość sprawia wrażenie spójnego stylistycznie i muzycznie to moim zdaniem wyraźnie można go podzielić na dwie części. Mianowicie utwory naprawdę dobre i wartościowe oraz wypełniacze.
Tych drugich niestety jest tam całkiem sporo. Utwory takie jak Wild Love, Rita Paying Attention, czy She Wakes Me Up (Rescue Me) choć przyjemne dla ucha wylatują z głowy prawie natychmiast nie wnosząc do całości absolutnie nic. Ogromną ich wadą jest niestety również to, że jeśli się wystarczająco nie skupimy, potrafią bardzo skutecznie odwrócić naszą uwagę od wartościowych fragmentów płyty.
Może to być również kwestia momentami dość monotonnego brzmienia wokalu Monroe. Prawda jest taka, że fantastyczny utwór Daddy I Told You bardzo łatwo przeoczyć w natłoku trzech poprzedzających go płaskich niewypałów. A byłaby to wielka szkoda!
Nastrojowa, utrzymana w stylu country ballada jest bowiem powiewem tak bardzo potrzebnego świeżego powietrza. Szczera, pełna prawdy i emocji potrafi wycisnąć z oczu łzy wzruszenia. Pianino, delikatna gitara i ledwo słyszalna ale niezbędna tam perkusja stanowią tło dla Ashley „rozmawiającej” ze swoim zmarłym ojcem.
Artystka straciła rodzica będąc zaledwie trzynastolatką. Utwór nie jest jednak smutny czy melancholijny. Można wręcz odnieść wrażenie, że wokalistka zwraca się do niego z uśmiechem na twarzy. Opowiada o swoich spełnionych planach i marzeniach, którymi się z nim dzieliła gdy jeszcze żył.
Utwór ma naprawdę niezwykły, wydźwięk. Pokazuje, że wspominając zmarłych nie zawsze musimy się smucić. Wielkie brawa za rzucenie nowego światła na tak trudny temat i zrobienie tego w zgrabny, poetycki sposób.
Na jednej świetnej propozycji na szczęście się nie kończy. Tak naprawdę Sparrow sporo z tego co najlepsze serwuje nam zaraz na wstępie. Utrzymane w żywszej stylistyce country-pop/country-rock Hard On A Heart oraz Hands On You to dwie propozycje wprowadzające energię do dynamiki krążka. Choć żadna z nich nie jest specjalnie radosną to za sprawą świetnie napisanej muzyki, której współautorką jest Monroe, pojawia się w nich lekkość.
Coś co naprawdę pozytywnie zaskakuje to fakt jak umiejętnie Ashley poradziła sobie z tematyką niespełnionego pożądania poruszoną w Hands On You. Piosenka sprawia wrażenie wyjątkowo szczerej. Mówi o bardzo ludzkiej potrzebie fizycznej miłości, sensualności..
„I wish I was still half drunk, still tangled up, still making love
But instead I’m alone in bed with you in my head”
Naprawdę rzadko zdarza się aby ten intymny zarówno fizycznie jak i emocjonalnie temat był tak trafnie ujęty, a emocje i odczucia tak dobrze ukazane w tekście jak udało się to w przypadku trzeciego z kolei utworu na płycie.
Wspomniałam, że część z tego co najlepsze mamy już na wstępie. Czy trzecia w kolejności kompozycja to wstęp? Nie do końca. Skąd więc takie stwierdzenie? Z powodu tracku otwierającego album. Orphan, od którego pierwszego wersu jak podejrzewam wziął on też swój tytuł („How does a sparrow know more than I”) to kolejna ballada. Porusza temat wchodzenia w dorosłość. Zagubienia towarzyszącego każdemu, kto nagle z dala od domu musi poradzić sobie sam.
W aranżacji i podkładzie na tyle delikatna by móc skupić się na świetnie wyegzekwowanych odczuciach, które chce przekazać amerykanka.
Idealny sposób na otwarcie albumu.
Sparrow to mix utworów bardzo dobrych i takich, bez których spokojnie moglibyśmy się obejść. Niestety te drugie sprawiają, że momentami do naszych doznań wkrada się nuda co może odwrócić uwagę niewystarczająco wytrwałego słuchacza od tego co w tej płycie wartościowe i wyjątkowe. Szkoda, że wypełniaczy jest aż tak dużo ale jeśli uda nam się przez nie przebrnąć, dogrzebiemy się do perełek, które warto odkopać z piasku.

