Site icon All About Music

Rae, czyli wolność, rozpacz i pewność siebie w jednym. Ashe — Rae, 2022 (recenzja)

Twórczość Ashe nie jest mi obca. Rok temu wydała swój album Ashlyn, na którym znajdują się takie utwory jak Moral Of The Story czy Save Myself. Wokalistka jak widać, nie zwalnia tempa i zaprezentowała nam swoje najnowsze muzyczne dzieło — Rae. Ten album jest zdecydowanym przeciwieństwem tego, co dostarczyła nam Ashe rok temu. Rae dostarcza dość pozytywne utwory, do których można też potańczyć, z nutką country, rocka, a nawet jazzu, którymi się bawi w najlepsze, ale nie brakuje też zmysłowych ballad, które grają tutaj główne skrzypce.

Krążek otwiera jazzowe intro, które jest świetnym wprowadzeniem tego, czego możemy się spodziewać na Rae. Another Man’s Jeans zaczyna całe show, nakreślając w humorystycznym sposób rozpad związku. Potem dochodzą ballady o zakończonej relacji. Tak jak Rodrigo śpiewała w Happier, że mam nadzieję, że jej ex jest szczęśliwy w nowej relacji, ale nie szczęśliwszy w związku z nią, tak Ashe w piosence Hope You’re Not Happy mówi wprost, że jej były chłopak nie może być szczęśliwy. 

Optymizmu na krążku dostarczają omw i Emotional. Te country piosenka rwą słuchaczy do tańca i dodatkowo mówią jasno, aby brać z życia garściami i się nie przejmować tym, co było. Ashe dostarczyła nam trochę tej rozrywki, której nie dostaliśmy na jej debiutanckim albumie. A szkoda, ponieważ takie utwory w repertuarze tej piosenkarki wychodzą fenomenalnie i trudno jest je wyrzucić z głowy.

Jedną z najlepszych ballad jest Loose Ends. Akompaniament gitary towarzysząca słuchaczowi idealnie wpasował się z głosem piosenkarki, która momentami wydobywa wysokie dźwięki, dodając dodatkowego uroku tej pozycji. Podobnie z Love Is Letting Go z Diane Keaton, któremu dodatkowo towarzyszą trąbki. 

Nie sposób też nie wspomnieć o Angry Woman, czyli hymnu walki z seksizmem oraz stereotypowego postrzegania przez mężczyzn roli kobiet. Mroczny, rockowy charakter wyróżnia się najbardziej na albumie, bo nie ma takiego drugiego utworu, na którym Ashe oddaje idealnie swój gniew. 

Rae pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest to ukazanie Ashe z zupełnie innej strony, którą wcześniej znaliśmy. Jest to album żywszy, pomimo przewagi spokojniejszych piosenek, ale nawet te piosenki są inne w porównaniu z tymi z Ashlyn. Album jest naprawdę godny polecenia i cieszy mnie, że piosenkarka odnalazła swoją nową drogę w przemyśle muzycznym.

Exit mobile version