Ariana Grande od zawsze chciała być jak Mariah Carey. Podobny głos i zabawa nim. Piosenki inspirowane twórczością legendarnej wokalistki. Nawet płytowy debiut Grande ukazał się w 20. rocznicę wydania albumu Music Box. Młodej Amerykance to jednak nie wystarcza. W poradniku Być jak Mariah oddzielny rozdział zajmowałyby wzmianki o świątecznych kompozycjach. Ariana podjęła wyzwanie i wydała już dwie epki.
Christmas Kisses (2013)
Spośród wszystkich bożonarodzeniowych piosenek, jakie kiedykolwiek zostały napisane, Ariana wybrała dla siebie jedynie dwie. Jak więc łatwo można obliczyć, połowę mini albumu stanowią jej autorskie kawałki. Wokalistka postanowiła zignorować klasyczne świąteczne kompozycje w stylu Have Yourself a Merry Little Christmas czy O Holy Night, i nagrała swoje wersje Santa Baby oraz Last Christmas. Pierwszą z piosenek w latach 50. śpiewała Eartha Kitt. Ariana do współpracy przy tym coverze zaprosiła swoją koleżankę z planu młodzieżowego serialu Victoria znaczy zwycięstwo – Liz Gillies. Efekt ich współpracy naprawdę mi się podoba, choć zestawienie razem wokalistek o równie słodkich, dziewczęcych głosach mogło wypaść karykaturalnie. Santa Baby, będące jednym z hymnów materialistek, to najlepsza propozycja Grande na Christmas Kisses.
Szkoda, że pozostałe piosenki nie mają nic z lekkości i zwiewności przeboju Earthy Kitt w wersji Ariany. Boli mnie słuchanie coveru Last Christmas zespołu Wham!. Popowo-rhythm’and’bluesowa adaptacja Grande jeszcze bardziej spłaszcza ten utwór, a sama Ariana zdaje się nie mieć pojęcia o czym w ogóle śpiewa. Dodajmy wesoły bit i miejmy nadzieję, że słuchacze to łykną, zdawał się myśleć producent Mark Hammond.
Autorskie kompozycje sytuacji Ariany za bardzo nie poprawiają. Love Is Everything z chóralnymi przyśpiewkami nie odstaje od nagrań wokalistki z jej studyjnych albumów. Zahaczające o soul Snow in California, będące spokojną piosenką, irytuje pojawiającymi się co i raz dźwiękami dzwoneczków, które mają nam przypominać o świątecznym zabarwieniu tego kawałka. Jest to o tyle niepotrzebne, że produkcje Babyface’a zawsze potrafią się same wybronić. Wystarczy przypomnieć sobie wspaniałe (również balladowe) This Time Next Year Toni Braxton z jej inspirowanego Bożym Narodzeniem albumu Snowflakes.
Cieszy, że Ariana nie siedziała z założonymi rękami i nie czekała, aż ktoś za nią wybierze piosenki, które na potrzeby Christmas Kisses powinna nagrać, ale sama wzięła się do roboty i przy małej pomocy napisała dwa utwory. Bardzo naiwne, nieco nawet banalne i szybko wyparowujące z naszej pamięci, ale chociaż własne. Niestety, nie są one zbyt dobrej jakości.
Christmas & Chill (2015)
Christmas & Chill było świąteczną niespodzianką dla sympatyków Amerykanki. Zastanawiam się jednak, czy plany nagrania tego króciutkiego wydawnictwa sięgają kilku miesięcy wstecz, czy raczej EPka powstała nagle, mając ratować sytuację po chłodnym przyjęciu singla Focus, piosenki będącej lustrzanym odbiciem ubiegłorocznego przeboju Problem, w przypadku której powiedzenie, że ludzie najbardziej lubią te melodie, które już znają, nie sprawdziło się.
Zaskakuje (ale jednocześnie imponuje), jak bardzo Ariana upiera się na pisanie własnych bożonarodzeniowych kawałków. Jakby miała nadzieję, że któryś chwyci tak, jak w 1994 roku All I Want For Christmas Mariah Carey. Christmas & Chill, w przeciwieństwie do Christmas Kisses, nie zawiera coverów. I całe szczęście, bo wciąż w pamięci mam nieudaną interpretację Last Christmas. Zamiast cudzych numerów mamy pięć autorskich piosenek, których tematyka kręci się wokół najpiękniejszego czasu w roku.
Epkę otwiera jednominutowe Intro utrzymane w klimatach PBR&B, z wyrzucającą z siebie pojedyncze słowa Arianą. Całość sprawia wrażenie, jakby była wycinkiem dłuższej piosenki, na którą w połowie skończył się pomysł. Nieźle słucha się pierwszego dłuższego nagrania. Kołyszące Wit It This Christmas z pewnością umknęłoby mojej uwadze, gdyby nie smyczkowy wstęp i zakończenie. December to nowoczesna produkcja, która trwa jedynie dwie minuty. Na jej tle ciekawiej wypada „zmyłkowe” Not Just On Christmas, które przez swój klasyczny wstęp wzięłam za… The Christmas Song. Kompozycja Grande tak legendarna się nie stanie, ale dzięki swojemu klimatowi i starannemu wykonaniu ubiega się o miano najlepszego nagrania na Christmas & Chill EP.
Przedostania piosenka, rhythm’and’bluesowe True Love, przez wyliczankę, co tam u Grande działo się w poszczególne grudniowe dni, przypomina The Twelve Days of Christmas, rozsławione przez Franka Sinatrę. Podobny patent wykorzystały kilka lat temu i Destiny’s Child w 8 Days of Christmas. Winter Things to uroczy, zagrany na ukulele utwór.
EPka, co ciekawe, jest powiewem świeżości w twórczości Ariany, nakierowanej na krojone pod listy przebojów popowo-rhythm’and’bluesowo-taneczne utwory. To ładne, dziewczęce wydawnictwo, współgrające z osobowością Grande. Może i słuchając tego mini albumu nie mam przed oczami pięknie przystrojonej choinki, ale doceniam, że wokalistka nie poszła na łatwiznę i przygotowała autorskie kompozycje.

