Site icon All About Music

Anita Lipnicka wystąpiła w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Gdy w stacjach radiowych słyszymy już Ptaśka, Anita Lipnicka wyrusza w trasę koncertową. Jednym z jej przystanków był Toruń, dokąd wybraliśmy się ochoczo. 

Anita Lipnicka wyruszyła w trasę koncertową zatytułowaną Na osi czasu. To pewnego typu podsumowanie dotychczasowej kariery wokalistki, próba skupienia w jednym koncercie małej części tego, co tworzyła przez lata. Nie jest to jednak retrospekcja muzyczna rok po roku, płyta po płycie. To specjalnie wybrane i wyselekcjonowane utwory, pomieszane między sobą, choć bardzo spójne.

Wokalistka rozpoczęła koncert od kompozycji I Wszystko się może zdarzyć, jednej z tych którą zna każdy z nas i którą nadal słyszymy często w stacjach radiowych. To nie znaczy jednak, że później usłyszeliśmy mniej znane utwory. Z Vena Amoris usłyszeliśmy Sen Laury, Wodownię czy Trzecią zimę. Z Moje oczy są zielone Balladę Dla Śpiącej Królewny. Długo, by wymieniać. W setliście zabrakło jednak utworów nagranych z Johnem Porterem. Po rozstaniu pary, wokalistka póki co chyba chciałaby zapomnieć o tym okresie. Ja to rozumiem, ale szkoda, że nie było nam dane usłyszeć chociażby Bones of Love. Całość jednak, ku mojemu zdziwieniu, scalały piosenki, które nagrywała z Varius Manx. Miło było usłyszeć między innymi uwielbianą przeze mnie Piosenkę księżycową  Usłyszeliśmy także najnowszą kompozycję wokalistki, Ptasiek, która zapowiada nowy materiał mający się ukazać w przyszłym roku.

Anita Lipnicka wyrobiła sobie u nas już prawdziwą renomę. Ona już nic nie musi nikomu udowadniać, jej piosenki same się bronią. Mimo, że nie wydawała nowej płyty, wciąż wypełnia sale koncertowe, co mogliśmy zobaczyć w Toruniu. Jest pełna optymizmu, śmieje się ze słuchaczami, oddaję cząstkę siebie. A co najważniejsze, wyczuwamy u niej dojrzałość artystyczną, która nie jest wykreowana i nabyta, a naturalna i nabyta na podstawie doświadczeń życiowych, którymi dzieli się za pomocą piosenek.

Exit mobile version