Nareszcie! Po 10-ciu latach możemy posłuchać Anity Lipnickiej po polsku. Już od wczoraj możemy słuchać utworów z płyty Vena Amoris, nad którą artystka pracowała ostatnimi czasy. Stęsknieni jej dźwięcznego głosu fani zapewne już nie mogli się doczekać.
Jeśli ktokolwiek oczekuje usłyszeć starą Lipnicką, może się niestety rozczarować. To jest zupełnie coś nowego! Rzecz jasna jest to news w jej wydaniu. Ale także ciężko wrzucić ją do szuflady z kimś innym, bo jak dla mnie jest jedyna. Choć oczywiście głos, który charakteryzuje wokalistkę, pozostał niezmiennie fantastyczny i rozpoznawalny. Słychać jednak inspiracje muzyką nurtu indie rock. No Lipnicka po prostu rozwija wachlarz swoich możliwości i przyjemnie wietrzy wrażliwe na piękno zakamarki.
Sama zresztą określa swój nowy krążek w ten oto sposób:
Postawiłam na niekonwencjonalny zestaw kolorów i vintage’owe brzmienia, instrumenty, takie jak pedal steel, banjo, wibrafon czy Wurlitzer
i dodaje:
Chciałam nagrać coś, co nie będzie przypominało żadnych moich wcześniejszych dokonań, ani kojarzyło się z niczym co można usłyszeć na naszym rodzimym rynku muzycznym
Singiel został on ciepło przyjęty przez odbiorców. A 25-tego września był już nawet piosenką dnia w Programie Trzecim Polskiego Radia. Reasumując, póki co wszytko idzie dobrze, a płyta zapowiada się naprawdę pysznie.
Właściwie tonie ma co się dziwić. Artystka pracowała nad nią z profesjonalistami. Realizatorem dźwięku jest Greg Freeman, który ma na koncie pomoc przy albumach takich artystów jak: Mumford And Sons, Grandaddy, Goldfrapp. Całość wykończył natomiast Stuart Bruce, który z kolei dopracowywał krążki m.in. Boba Marley’a, Kate Bush, czy Vana Morrisona. Stąd też światowy posmak Vena Amoris.
Warto także zwrócić uwagę na teksty piosenek. Świadoma odpowiedzialności za swoje słowa, stwierdzam, że utwory napisane przez Anitę Lipnicką do płyty Vena Amoris, reprezentują poziom polskich poetek, pokroju Haliny Poświatowskiej. Trudno wybrać najbardziej poetycki utwór z całego krążka, ale mogę wskazać trzy, w których słowa robią na mnie ogromne wrażenie. Są to Trzecia Zima, Gdy Na Mnie Patrzysz oraz Za Dużo Aniołów. Artystka delikatnie muska uszy muzyką płynącą z głębi serca. Zresztą już sam tytuł: vena amoris w wolnym tłumaczeniu to żyła miłości prowadząca od palca z obrączką prosto do serca.
Po przesłuchaniu 12-nastu klimatycznych piosenek, które wchodzą w skład płyty, znajduję w sobie oznaki zauroczenia, które może przerodzić się w miłość. Toteż nie mogę doczekać, kiedy dane mi będzie usłyszeć je na żywo. A trasa koncertowa po Polsce zaplanowana jest zaraz po premierze albumu. Czyli na październik- sam początek jesieni.
Lipnicka świetnie wpasowuje się w klimat tej pory roku. Nic tylko ustawić płytę, zatutłać się w koc i wraz z kubkiem z herbatą dać przenieść się w świat refleksyjności. Podobno, gdy za oknem robi się zimniej, ekonomicznie jest mieć przy sobie drugie 36 i 6. Odnajduję tu ziarenko prawdy, ale dodam, że wspaniale jest wykorzystywać coraz dłuższe wieczory na relaks z ulubioną muzyką, a taką pod wieloma dachami ma szansę stać się nowy krążek Anity Lipnickiej.
Jeszcze bardziej dosładzając, chciałabym przytoczyć słowa Michała Wardzała, czyli szefa Mystic Production, odpowiedzialnych za wydanie albumu:
Współpraca z Anitą to dla nas zaszczyt i wielka radość. Choć to dopiero kilkumiesięczna znajomość, mam mocne poczucie, że tak pod względem artystycznym, jak i personalnym, jest to artystka, która idealnie wpisuje się w filozofię Mystic Production. Pasja, szczerość, dobra energia i wielki talent – to cechy, którymi Anita emanuje. Miałem przyjemność odwiedzić studio Fishermarket i usłyszeć część utworów z nowej płyty i tak jako fan, jak i wydawca, chcę powiedzieć szczerze – kocham te dźwięki i przebieram nogami w oczekiwaniu na efekt końcowy!
Ciężko mi być obiektywną w kwestii oceny płyty Anity Lipnickiej, ponieważ kocham każdy płód jej twórczości, ale uważam, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że Vena Amoris jest tworem dobrym, a nawet bardzo dobrym. To świetnie skrojone piosenki, niebanalne, poetyckie teksty i urzekająca muzyka. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam ten krążek na długie, jesienne wieczory, spędzane zarówno z partnerem, jak i w pojedynkę.
