Jej album jest jednym z najbardziej wyczekiwanych albumów tego roku, na polskim rynku muzycznym. Chociaż jest to debiutancki krążek, to artystka ta nie jest postacią anonimową w polskiej branży muzycznej. Wręcz przeciwna jest w niej obecna od wielu lat. O kim mowa? Oczywiście o Ani Karwan! W dniu dzisiejszym na półki sklepowe trafia jej debiutancka płyta, o tytule Ania Karwan, jak na debiut przystało. To owoc współpracy artystki z Bogdanem Kondrackim, Sławomirem Mroczkiem oraz Tomaszem Świerkiem. Za produkcję zaś odpowiadało 2trackrecords.
Bardziej znana szerszej publiczności, stała się docierając do finału VII edycji The Voice of Poland. Jak w wielu przypadkach tego typu talent show bywa, chociaż nie wygrała, to dziś cieszy się zdecydowanie większą popularnością, niż zwycięzca ówczesnej edycji. Udział w programie pozwolił jej się otworzyć, wypłynąć na szersze wody. Choć nie wszyscy wiedzą, Ania na swoim koncie ma współpracę z elitą polskiej sceny muzycznej. Współpracowała m.in. z takimi artystami jak: Ania Dąbrowska, Paulina Przybysz, Edyta Górniak, Andrzej Piaseczny i wielu innych. Jej głos znamy również z muzyki pochodzącej z produkcji filmowych: Listy do M, Planeta Singli. Teraz jednak nadszedł czas na to, by to ona była postacią pierwszoplanową.
Na albumie znalazło się 12 kompozycji. Każda z nich jest swego rodzaju opowieścią, bardzo osobistą dla samej artystki oraz szczerą w odniesieniu do słuchacza. Muzyczna uczta, z ciekawymi tekstami i piękną muzyką. Pierwszą zapowiedzą płyty był singiel Głupcy, który w szybkim czasie zagościł na listach przebojów rozgłośni radiowych. Drugim singlem, był wydany dość niedawno, bo 25 stycznia, utwór Czarny Świt.
Krążek, który według mnie jest emocjonalnym rollercosterem, otwiera Biały szum. Po pierwszych dźwiękach, można zauważyć, że wiodącą rolę ma melodia grana przez pianino. Podobnie z innymi utworami, gdzie ten instrument będzie równie ważny. Piękny tekst utworu, zawiera to, czego oczekuje się od artystów – czyli sens, przesłanie. Kompozycja spokojna, podobnie jak i następująca po niej Mała Miłość. W tle mamy spokojną melodię gitary akustycznej, delikatną perkusję. Pojawiają się także instrumenty smyczkowe, dodające smaku, uroku. Wszystko jest dokładnie zaplanowane i przemyślane. Tekst utworu pokrywa się z budowaniem melodii. Utwór Cud, utrzymany jest w koncepcji swoich poprzedników. Znów wiodącą rolę gra pianino. W refrenach, Ania otwiera słuchaczowi swoją piękną barwę głosu. Swoją drogą, nad jej głosem mógłbym się rozwodzić dość długo. Oczywiście w pozytywnym sensie, jest bardzo czysty, techniczny. Na uwagę zasługują tu fajne wstawki, grane przez gitarę elektryczną, a także zabieg zastosowany na początku utworu, czyli głos artystki brzmiący, jakby z zacinającej się płyty.
3 Kilometry w Linii Prostej, to jeden z moich faworytów. Zmiana o 180 stopni w porównaniu do początku płyty. Bardzo żywa kompozycja, rytmiczna. Mocna i wyraźna linia basu. Gra bębnów na wysokim poziomie, ciekawe rozwiązania. Ania pokazuje tu trochę pazur i pokazuje nam swoje zdolności wokalne. Dobry przerywnik na pobudzenie słuchacza. Five to na pozór utwór spokojny, ale gdy się w niego wsłuchać, mamy tu stały, pulsujący rytm. W refrenach perkusja fajnie buduje napięcie. Trochę nowoczesnego brzmienia. Znów ciekawy tekst. Tworzenie ich jest zdecydowanie jej mocną stroną. Pierwsze dźwięki kolejnego utworu – Wszystko, wprowadzają w nostalgiczny klimat utworu. Świetny pomysł z postawieniem na samą gitarę akustyczną. Przyjemna dla ucha melodia, chórki w refrenie. Piękny utwór o miłości, złamanym sercu. W pamięć zapada mi tu zdanie „..w jednej sekundzie wszystko ma sens”, mocne w odniesieniu do tekstu utworu.
Czarny Świt, to druga z zapowiedzi albumu. Warto zatrzymać się przy nim na dłuższą chwilę. Jak mówi o nim sama Karwan, jest to najtrudniejszy utwór który przyszło jej napisać. Za jego powstanie odpowiadają wymienieniu na początku Kondracki i Świerk, a także Karolina Kozak. Do utworu powstał wzruszający teledysk, za który odpowiedzialny był Marek Straszewski. Piękna, emocjonalna i poruszająca ballada. Kolejny z mocnych punktów tego albumu. Duża dawka pięknej melodii, połączonej z głębokim, bardzo osobistym tekstem. Przy końcowym instrumentalnym solo pianina, można po prostu zamknąć oczy odpłynąć na kilka chwil. Całość mogę określić jednym słowem – majstersztyk! Zachęcam do obejrzenia teledysku.
Po emocjonalnej uczcie pora na Nie Boję Się. Początek od razu zwiastuje nam, że będzie to utwór żywy. Pojawia się w nim trochę elektronicznego brzmienia w zwrotkach, energiczne dźwięki hi-hatu i nadająca tempo stopa perkusji. Motywujący tekst. Słucham Cię w Radiu Co Tydzień, to kompozycja jak dla mnie bardzo pogodna. Bardzo fajny pomysł na melodię utworu. Swobodnie płynąca, wręcz swingująca. Słuchając utworu nogi rwą się do lekkiego walca w rytm melodii. Mocne chórki w tle, dodające pełni. Babilon, to kolejny z utworów, który przypadł mi do gustu. Bardzo życiowy i prawdziwy tekst. Myślę, że spora część osób mogła by postawić się w roli podmiotu lirycznego w tekście. Kunsztowna jest tu ponownie warstwa muzyczna. Delikatne wstawki gitary w zwrotkach, wysokiej klasy linia basu w refrenach. Brawo! Co zaskakujące, pojawia się również solo wokalizy w bridge’u. Im bardziej zbliżamy się do końca albumu, tym większe tempo i energia utworów. Przedostatni na płycie utwór – Głupcy, był pierwszą zapowiedzą albumu. Jak już wspominałem na początku, bardzo szybko zagościł i zadomowił się w rozgłośniach radiowych. Bardzo dobrze sprawdza się w czasie jazdy samochodem. Świetny głos Ani, po raz kolejny pokazuje słuchaczowi, jak bardzo jest świadoma swoich możliwości. Jest bardzo dokładna w tym co robi. Do warstwy tekstowej również nie można mieć zarzutów. Album zamyka spokojna ballada o tytule Dzięki Tobie. Opowiadający o wzajemnym czerpaniu siły, pójściu dalej bez obaw. Na duży plus ponowne pojawienie się instrumentów smyczkowych, idealnie wpasowujących się w klimat utworu.
Tak oto, dobrnęliśmy do końca albumu. Albumu pełnego emocji, prawdy. Muszę przyznać, że w trakcie słuchania niejednokrotnie miałem ciarki. Ciężko doszukać się tutaj słabych punktów. Znalazłem kilka swoich ulubionych utworów, które szczególnie się wybijają. Wszystko było dokładnie przemyślane i zaplanowane. Ania Karwan pokazała nam za sprawą swojego debiutanckiego krążka, jak bardzo dojrzałą artystką jest. Nie boi otworzyć się, odsłonić i pokazać co czuje. Płyta jest odnalezieniem siebie przez artystkę. Wiele razy podkreślałem jak dobry posiada głos i zdania nie zmienię. Jej wokal jest bardzo bogaty, posiada ona ogromne możliwości, które nie zawsze pokazuje w pełni, a których może jej zazdrościć niejedna artystka. To świadczy również o jej klasie, umie dobrze tonować i dozować to, co daje od siebie słuchaczowi. Warstwa muzyczna płyty, również zasługuje na szczególne uznanie. Nie są to kompozycje tworzone bez głowy, byleby dotrzeć do obowiązujących trendów. Stoją one na wysokim poziomie. Słucha się ich z ogromną przyjemnością. Na koniec chciałbym zauważyć jeszcze jedną rzecz. Przyjmuje się, że tworząc płytę, bądź przygotowując setlistę na koncert, artysta powinien stopniowo budować napięcie, by słuchacz się nie zanudził i ciągle był zaabsorbowany muzyką. Nie zawsze się to udaje. Natomiast udało się to z płytą Ani. Idealnie dozowane i budowane na pięcie, wspomniany już wcześniej emocjonalny rollercoster. Od spokojnych kompozycji, przez te żywsze, przeplatane balladami, aż do dużej dawki energii pod koniec, zakończonej piękną balladą.
Drogi słuchaczu – jeżeli miałeś wątpliwości, czy warto czekać na debiutancki album Ani Karwan, to informuję Cię, że odpowiedź brzmi TAK! Zachęcam każdego do jego wysłuchania, bądź od razu do nabycia wersji fizycznej płyty i rozpływania się nim w domowym zaciszu, bądź podczas jazdy samochodem. Osobiście jestem zachwycony usłyszanym materiałem, z którym miałem przyjemność obcować już od jakiegoś czasu. Ciekaw jestem, jak dalej potoczy się muzyczna droga artystki.
-
Ocena końcowa - 9.5/109.5/10

