Anette Olzon od początku kariery miała pod górę. Jej zespół Alyson Avenue sukcesu nie odniósł. Pociągiem do międzynarodowej kariery mogło być przyjęcie do wspaniałej grupy Nightwish. Fani tej symfoniczno-metalowej kapeli zachwyceni jednak nie byli. Przeciwnie – znienawidzili Anette za zastąpienie Tarji. A szkoda, bo całkiem udane Dark Passion Play oraz arcymistrzowskie Imaginaerum to kolejne godne pozycje w dyskografii bandu. Na negatywny odbiór piosenkarki na pewno wpłynęły także występy na żywo oraz brzydkie ubrania. W końcu jednak Anette z zespołu odeszła (została wyrzucona? nikt nie wie). Spójrzmy więc na nią jako na solową artystkę.
Album Shine nagrywany był przez aż cztery lata. Rzadko zdarza się, by artyści aż tyle poświęcili na materiał. Pierwsze efekty pracy Olzon poznaliśmy już w 2011. Wrzuciła wówczas do internetu dwie piosenki w wersji demo: Floating oraz Invincible. Od tego czasu nieprzerwanie zbierała pomysły, pisała utwory. W końcu nawiązała współpracę m.in. z Johan Kronlund, Stefan Örn i Johan Glössner. Pomogli jej w produkcji i finalnym zmiksowaniu longplaya. Sama wokalistka powiedziała natomiast, że płyta to zbiór bardzo osobistych utworów, a wiadomością, którą chciałam przekazać poprzez ten album, jest nasze życie – mroczne, trudne i smutne, ale jednocześnie pozwalające na ujrzenie światełka nadziei. Brzmiało obiecująco. Teraz możemy jednak skonfrontować to z rzeczywistością.
Pierwszy oficjalny przedsmak płyty o mało zaskakującym, aczkolwiek ładnym tytule Shine otrzymaliśmy w grudniu zeszłego roku. Udostępniony wówczas utwór Falling spodobał mi się, choć jednocześnie nieco mnie zaniepokoił. Pokazał, że Anette chce odciąć się od Nightwish. Z drugiej jednak strony zespół mocno wpłynął na nią samą. Zapewne dlatego właśnie Falling charakteryzuje się nieco tajemniczym klimatem. To nie to samo co Imaginaerum, mimo tego słucha się nieźle. Niestety, słabszą piosenką jest singiel Lies. Spokojne, delikatne zwrotki brzmią naprawdę bardzo ładnie. Całość siada jednak przy nieco rozlazłym refrenie. Mimo wszystko da się posłuchać. Kawałki te dały pewien obraz całego Shine. Jako krążka poprawnego, ale bardzo zachowawczego. Całe szczęście było to dość mylne pierwsze wrażenie.
Gdy dostałem już longplay w swoje ręce, nie bez obaw włożyłem go do odtwarzacza. Bałem się o wiele rzeczy: czy wokalistka odnajdzie własny styl, czy udało jej się samej napisać ciekawe teksty. Czy ten album w ogóle będzie dobry. Kiedy słuchać go już skończyłem, byłem… zaskoczony. Myślałem, że Anette zaserwuje rockowe i popowe kawałki, może nieco banalne i mało zajmujące, ale skoczne i radosne. Piosenkarka postawiła pokazać nam jednak swoje bardziej refleksyjne i subtelne oblicze. Gitary oczywiście się pojawiają (Hear Me, Shine), aczkolwiek dominują pianino oraz instrumenty smyczkowe. Przyznam, że zaimponowała mi tym krokiem. Dość odważnym, bo dziś ballady słabo się sprzedają, ale słusznym, bo Olzon już nieraz udowadniała nam, że w spokojnych utworach czuje się jak ryba w wodzie.
To, co najbardziej mnie ciekawiło, to teksty. W Nightwish wszystkie pisał niezastąpiony Tuomas Holopainen. Na Shine to natomiast Anette ma pole do popisu. I muszę przyznać, że pisanie idzie jej bardzo dobrze. Mamy tu trochę o miłości spełnionej (Invincible, Watching Me from Afar), o rozstaniu (Lies) czy będące podnoszącą na duchu pieśnią pochwalną życia Shine, w którym wokalistka przekonuje nas, że nigdy nie zostaniemy całkiem sami. Podoba mi się też swego rodzaju bajkowość w Floating czy poetyckość w Watching Me from Afar. Nie są to nie wiadomo jak bardzo głębokie teksty, ale tak pięknie „ubrane”, że nie sposób ich nie polubić. Jednak najbardziej w pamięci utkwił mi fragment refrenu Falling:
I’m falling
From the mysteries in mind
All the time
I’m holding
The once I left behind
Album otwiera kompozycja o tytule Like a Show Inside My Head. Charakteryzuje się piękną melodią. Początkowo słyszymy wyłącznie pianino. Później dochodzą do tego instrumenty smyczkowe, a pod koniec perkusja i gitary. Niestety, ale psują one klimat. Kawałek sprawia też wrażenie nieco przeładowanego i przekombinowanego. Dlatego też wolę następujące po nim Shine, w którym bardzo dobre wrażenie robi pozytywny tekst. Pod względem melodyjnym to bodajże najbardziej dynamiczny utwór na całym krążku. Wreszcie gitary grają pierwsze skrzypce. Do szybszych piosenek należy także Floating. To dość ciekawy i nietypowy kawałek. Uroczy, nieco orkiestralny. Choć przez 3 minuty powtarza się w nim ta sama melodia, nie denerwuje. A wręcz przeciwnie.
O ile piosenki wymienione wyżej mają dość lekki klimat, reszta jest smutniejsza, mniej pogodna. Anette podeszła do debiutanckiego albumu poważnie i zaprezentowała nam w pełni profesjonalny materiał. Nienaganny pod względem produkcyjnym czy melodyjnym. A wokalnym? Początkowo może się wydawać, że brak tu emocji, aczkolwiek po kilku przesłuchaniach zdanie się zmienia. Moim absolutnym faworytem jest utwór Moving Away. To dość smutna, liryczna i zastanawiająca kompozycja. Przepełniona żalem, ale też bardzo piękna. A fragment zagrany na gitarze klasycznej brzmi naprawdę fantastycznie. W podobnym klimacie utrzymane są dwie kompozycje zamykające album – emocjonalne, z gitarą elektryczną w tle One Million Faces oraz Watching Me from Afar ze znakomitymi dźwiękami dud. Obie są wprost zjawiskowe. Natomiast Hear Me odznacza się bardziej przebojowym, rockowym refrenem. Choć nieco odstaje od ogólnego klimatu płyty, takie urozmaicenie jest jak najbardziej mile widziane.
Muszę przyznać, że bardzo ciężko oceniać mi albumy takie jak Shine. Bo z jednej strony nie ma tu nic odkrywczego. Pianino, trochę gitary, gdzieniegdzie orkiestra. Ładne, oczywiście że tak, ale już nam dobrze znane. Z drugiej jednak strony – jak można nie chwalić tak cudnych piosenek jak One Million Faces czy Moving Away? Cieszy mnie także fakt, że artystka od początku swojej muzycznej działalności poszukiwała własnej drogi. I na Shine właśnie ją znalazła. Do takich pięknych, popowo-soft rockowych ballad nadaje się najlepiej. Wielkiego sukcesu jej z tą płytą nie wróżę, ale ja jestem usatysfakcjonowany i ponownie wracam do magicznego świata Anette Olzon.
