Site icon All About Music

Amerykańskie trio LANY wystąpiło w warszawskiej Proximie. Relacja Justyny Rojek

Kiedy w marcu tego roku mieli po raz pierwszy zawitać do Polski, klub Hydrozagadka  okazał się za mały na ich występ. Przyłączyli się więc do większego wydarzenia i zagrali jako support przed Tomem Odellem na Torwarze. A ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, jeszcze w tym roku postanowili powrócić do naszego kraju. W poniedziałek w warszawskiej Proximie zespół LANY zagrał swój pierwszy w pełni samodzielny koncert w Polsce. Les Priest, Jake Goss i Paul Klein rozpoczęli tym samym europejską część swojej trasy i zaprezentowali długo wyczekiwany debiutanckim album LANY.

Pomimo krótkiego (trzyletniego) stażu muzycznego dream-popowe trio LANY zdążyło już zdobyć uznanie fanów z całego świata. W Polsce najlepszym tego dowodem był właśnie koncert w klubie Proxima z wyprzedaną pierwszą pulą biletów oraz długą kolejką miłośników zespołu – najwytrwalsi czekali od dobrych kilku godzin otuleni w koce termiczne. Zanim jednak usłyszeli swoich ulubieńców na żywo, zostali rozgrzani przez rockową formację z Warszawy – Sirens Hill. Ta czteroosobowa ekipa dała się już poznać szerszej publice podczas tegorocznej edycji ENEA SPRING BREAK FESTIVAL, finału LIFE ON STAGE, czy Sofar Sounds Kraków. W Proximie zaprezentowali energicznego i przestrzennego rocka z wybijającym się charyzmatycznym wokalem Karola Wróblewskiego. Wśród entuzjastycznie przyjętych kompozycji zespołu nie mogło oczywiście zabraknąć singlowego Try Your Best czy odśpiewanego wspólnie z publicznością Gaslovers.

Kiedy nareszcie o 21.00 wszystkie światła zwróciły się na scenę, a w tle uruchomiły się trzy monitory ekranowe, zespół LANY był gotowy do wyjścia. W pierwszej kolejności przybyli Les i Jake, a już po chwili dołączył do nich Paul wyśpiewując Oh my god, I think I’m in love. Szaleństwo fanów (głównie fanek!) już w tym momencie osiągnęło apogeum, a kompozycja Dumb Stuff oficjalnie otworzyła koncert Amerykanów. Oczywiście wśród pozycji na setliście królował materiał z debiutanckiego krążka LANY. Można więc było usłyszeć energiczny Flowers On The Floor (podczas którego pierwsze rzędy fanów zasypały scenę różami), taneczny Good Girls czy romantyczny 13. Nie zabrakło również starszych i sprawdzonych hitów jak chociażby: 4EVER!, Yea, Babe, No Way czy Where The Hell Are My Friends – dobrze znanych z wcześniejszych EP-ek zespołu. Każdy utwór był wspierany przez efekty wizualne, które w zależności od piosenki uzupełniał kolor przewodni. Bez wątpienia dodało to elektryzującego wydźwięku do całego show, a nawet miejscami klimatu prosto z Kalifornii. Największe zaskoczenie na koncercie stanowił o dziwo utwór Hericane. Choć nie należy do moich ulubionych, wykonany w niezwykle emocjonalny sposób przez Kleina, zyskał głębsze znaczenie. Równie mocno zadziało na mnie połączenie Pancakes / Sign of The Times / Current Location zaprezentowane jedynie przy akompaniamencie pianina i oczywiście pozostawiony na bis – największy przebój zespołu – ILYSB.

Histerię publiczności zgromadzonej w Progresji skutecznie podsycała nie tylko muzyka Amerykanów, ale również sama osoba Paula. Wokalista z powodzeniem droczył się z fankami – przesyłał całusy, nawiązywał kontakt wzrokowy, a także przybliżał się „niebezpiecznie” do barierek, pozwalając dotykać swoich włosów czy też trzymać się za ręce. Nie zabrakło przy tym tanecznych pląsów na parkiecie i przede wszystkim strony czysto muzycznej, podczas której Klein udowadniał swoje możliwości wokalno-instrumentalne. Polscy fani oczywiście nie pozostali dłużni i śpiewali wspólnie z Paulem każdą piosenkę z setlisty. Wokalista dziękował za tak fantastyczne przyjęcie, wyraźnie zaskoczony, że również Polskę opanowało szaleństwo z LANY.

Przez muzykę LANY przemawia idea bycia młodym i zakochanym. Rozmarzone brzmienie z ckliwą warstwą liryczną na szczęście utrzymane są w granicach normy, a minimalistyczne show z dobrą zabawą rekompensuje boysbandowe zacięcie. Ale czy wybiorę się na ich kolejny koncert? Z chęcią, tylko najpierw spokojnie zaczekam na ich druga płytę.

Exit mobile version