Site icon All About Music

Podróż po kraju Coca-Coli z niezbyt słodkim finałem. alt-J – The Dream, 2022 (recenzja)

Po pięciu latach przerwy alt-J powracają z czwartym albumem, The Dream. Pomimo upływu czasu i wielu zmian, zespół zachowuje to, co uczyniło tak interesującym, jednocześnie wnosząc nowy wymiar.

Być może niektórym nazwa zespołu nic nie powie, ale nie ma chyba Polaka, który chociaż raz nie spotkał się z ich piosenką. SKODA, T-Mobile, Żywiec to tylko niektóre z firm, które pokusiły się na wykorzystanie alternatywnego brzmienia zespołu w reklamach. Choć obecność w spotach reklamowych przysłużyła się zdecydowanie na korzyść zespołu. Sama byłam świadkiem, gdy podczas ich koncertu na Kraków Live Festival w zeszłym roku, niektórzy stali pod sceną tylko po to, aby usłyszeć „tę piosenkę z Żywca”. Przy okazji musieli wysłuchać prawie całego występu, gdyż był to jeden z ostatnich wykonywanych utworów.

Minęło pięć lat, odkąd ostatni raz słyszeliśmy od alt-J. Poprzednik The Dream, Relaxer, był albumem obciążonym intensywnością do tego stopnia, że ​​można sobie wyobrazić, że odprężenie zajęłoby mu całe pięć lat. Jeśli taki był plan, odejście i powrót z siłami, to zadziałało. The Dream dostarcza naszym głośnikom bardziej dojrzałe, bardziej uporządkowane alt-J. Tym albumem udowadniają, że są zespołem, który pomimo upływu czasu, czerpie z tego, co pokochali ich słuchacze od początku.

The Dream to album przedstawiająca polaroidy z USA w całej okazałości (Nie pomijając przy tym brutalnej części rzeczywistości m.in. w Happier When You’re Gone). W przeciwieństwie do ich poprzedniej pracy, nie jest klaustrofobiczna. Opowiada o nocach na Pacyfiku i dniach przy basenie, Chateau Marmont i Coca Coli.

Pod przykrywką pięknej i cukierkowej wizji amerykańskiego snu, zespół między wierszami kryje życiowe przesłanie i przykrą obserwację obecnego społeczeństwa. Bane, otwiera album słowami „I sold my soul” poprzedzonymi fragmentem reklamy Coca-Coli, co można odebrać jako sugestię i nawiązanie do tego, w jaki sposób współczesny człowiek oddaje duszę w myśl kapitalistycznej pogoni za dobrobytem. Utwór początkowo wydaje się być lekki i melodyjny, jednak uważny słuchacz może zauważyć typowe dla alt-J intensywne przesłanie płynące z tekstu.

Album ten jednak w pewnym momencie zmienia swój sielankowy i letni klimat. Te mroczne motywy dominują w pozostałej części The Dream. Na Losing My Mind zostaliśmy zaproszeni do kontemplowania tych „piętnastu innych zaginionych chłopców” nad złowrogo dudniącym rytmem stworzonym przez perkusistę Thoma Sonny’ego Greena. The Actor to świetny utwór, który opowiada historię hollywoodzkiego pozera, który uzupełnia swoje dochody, chłoszcząc inny rodzaj koki niż ten, który celebrowano w utworze otwierającym album. Wers „Later, I hear John’s body got carried out” sugeruje, że bohaterem piosenki był dealer Johna Belushi.

The Dream to doskonały album, który zyskuje z każdym odsłuchem. Jest to bezsprzecznie brzmienie zespołu bardziej dojrzałego, wygodniejszego we własnej skórze. To dojrzałe, w pełni ukształtowane piosenki, w przeciwieństwie do sklejonych ze sobą kawałków muzycznych geeków. Płyta ta przypadnie do gustu słuchaczom, których rozkochał zespół na An Awsome Wave. Nie można zaprzeczyć, że od tego czasu przeszli wielką ewolucję, ale jest to powrót na tamtą ścieżkę z nowym doświadczeniem.

Exit mobile version