Site icon All About Music

All Time Low – Future Hearts (2015). Recenzja Kuby Koziołkiewicza

Grupa All Time Low w ostatnich latach dostarcza swoim słuchaczom nowe wydawnictwa niemal z taką samą częstotliwością co Rihanna. Poniektórzy fani nie zdążyli jeszcze dokładnie zapoznać się z płytą Don’t Panic z października 2012 roku, a w tym czasie Amerykanie opublikowali jeszcze album Don’t Panic: It’s Longer Now! (2013), będący, jak wskazuje sam tytuł, uzupełnioną o dodatkowe utwory wersją Don’t Panic, a teraz otrzymują najnowsze wydawnictwo – Future Hearts.

Czy taka intensywna płodność jest dobra? Tak, jeżeli zawartość krążków broni się na poziomie artystycznym. Ocenianemu albumowi ciężko cokolwiek w tej kwestii zarzucić. To solidna płyta, którą bardzo przyjemnie mi się słuchało. Wielokrotnie.

Otwiera ją kawałek Satelite, mający w sobie klimat kompozycji Are We the Waiting Green Day’a. Jej powierzchowna monotonia bardzo fajnie buduje napięcie, które eksploduje w momencie rozpoczęcia się drugiego utworu Kicking&Screaming. To typowo pop punkowy kawałek w wykonaniu All Time Low. Tym właśnie stylem rozkochali dekadę temu Amerykańską widownię. Jest tu energia, żywiołowość i frajda z grania muzyki. Brakuje mi nieco więcej surowości, ale w 2015 roku każdy zespół z tego gatunku maksymalnie dopieszcza brzmienie swojej płyty. Następnie dostajemy singlowe Something’s Gotta Give. Kawałek ten zbudowany jest z wolnej i spokojnej zwrotki, przeradzającej się w mocny i charakterny refren. Zupełnie nie dziwię się, że to właśnie on został wytypowany jako utwór promujący Future Hearts. To zdecydowanie najlepsza piosenka na tej płycie, dodatkowo wzbogacona o śmieszny i zabawny teledysk. Żeby nie spoilować Wam, co się w nim dzieje, opiszę go jedynie trzema hasłami-kluczami: strój frytek, blondwłosa piękność i zombie.

Dalsza część płyty to stylistyczna kontynuacja początkowej zawartości, jednak trochę bardziej zamoczona w elektronicznych efektach. O ile jeszcze w Kids In The Dark te smaczki nie są aż tak słyszalne, o tyle w kolejnych bardziej pop rockowych, niż pop punkowych Cinderblock Garden, czy Tidal Waves (z gościnnym udziałem Marka Hoppusa z Blink-182) występują one niemalże na pierwszym planie. Przebijają gitary i bas.

Kolejnym gościem na ocenianej płycie był Joel Madden z Good Charlotte. Udzielił się on wokalnie w kompozycji Bail Me Out. Zabawne, że w poprzedzającym ją kawałku Don’t You Go, początkowa linia melodyczna jest żywcem wyjęta z hitu braci Madden, zatytułowanym The Anthem. Bardzo ciekawe okazały się dwa utwory zamykające ten krążek. Początek The Edge of Tonight cholernie przypominał mi Coldplay’a z okresu A Rush of Blood To the Head (2002), a zamykające album Old Scars / Future Hearts miało power i agresywność, której zdecydowanie zabrakło w środkowej części wydawnictwa.

Muszę też wspomnieć o pozycji numer sześć – Missing You. To przesłodka balladka oparta na brzmieniu gitary akustycznej i – z tego co słyszę – ukulele. Taki kawałek to zawsze dobra „inwestycja”, ponieważ pozwala dotrzeć do  rozgłośni, do których zazwyczaj się nie trafia. Jeżeli All Time Low byliby bardziej popularni w Polsce, idę o zakład, że RMF-y, czy inne Zetki z chęcią umieściłyby tę kompozycję w swojej ramówce. Daję sobie rękę uciąć, że Missing You będzie jednym z następnych singlów promujących Future Hearts.

Warto też zwrócić uwagę na to, że współproducentem większości kawałków był lider kapeli – Alex Gaskarth. Co prawda na poprzednim wydawnictwie również brał udział w procesie produkowania płyty, ale w sposób wręcz marginalny. Tutaj pokazał się z zupełnie innej roli, którą podejrzewam będzie wykorzystywał przy współpracy z innymi artystami.

Brakuje mi obecnie takich płyt z gatunku pop punk, które ukazywały się na początku XXI wieku. Take Off Your Pants and Jacket (2001) Blinka to dzieło kultowe. Do All Killer No Filler (2000) i Does This Look Infected? (2002) Sum-41 zawsze wracam z wielką przyjemnością. Na fali popularności właśnie tych płyt popłynęli chłopcy z All Time Low. Byli jakoby drugą generacją kalifornijskiego punk rocka, który wtedy był chyba jednym z najbardziej popularnych gatunków w Stanach. Niestety, czasy się zmieniają. Artyści również. Takiego pop punku, jak w latach 1995 – 2009, już nikt nie będzie grał. Oczywiście wolałbym, żeby Future Hearts brzmiało jak wcześniejsze wydawnictwa chłopaków, takie jak So Wrong, It’s Right (2007) czy Nothing Personal (2009), ale tak się nie stało. Jednak nie wpływa to negatywnie na mój odbiór tej płyty. To solidna, spójna i przebojowa pozycja. Na krążku tym zawarto wiele fantastycznych melodii, które w ułamku sekundy zapisały się w mojej pamięci.

Exit mobile version