Site icon All About Music

Alexz Johnson – Still Alive (2020), recenzja Karola Piotrowicza

Alexz Johnson niedawno wypuściła swój najnowszy album Still Alive. Jest on zbiorem utworów, które artystka nagrała na swój niewydany debiutancki album z kilkoma nowymi kompozycjami. Uczucia jakie mnie ogarniały podczas słuchania tego wydawnictwa przeplatały w sobie huśtawkę emocjonalną, nostalgię, a zarazem chęć tańczenia i zabawy.

Zacznijmy jednak od kilku faktów dotyczących materiału, który znalazł się na krążku. W 2008 roku Alexz zakończyła prace nad serialem „Gwiazda od Zaraz”, w którym wcielała się w główną rolę Jude Harrison. Masa nastolatków w Polsce mogła oglądać ten serial niegdyś na stacji telewizyjnej ZigZap. Podczas nagrywania ostatniego sezonu serialu, Alexz podpisała kontrakt płytowy z wielką wytwórnią i zaczęła pracę nad swoim debiutanckim albumem Weight, który miał wypuścić artystkę w świat mainstreamu i zrobić z niej gwiazdę wielkiego formatu. Gdy album był już skończony, w wytwórni zmienił się zarząd i kontrakt płytowy Alexz został zerwany, a jej album odłożony na półkę, z której już nigdy miał się nie wydostać. Minęło już ponad 10 lat od tamtych wydarzeń, a artystka wydała niezależnie już 3 albumy i 2 EPki. W tym roku uznała, że nadszedł czas dla niej, by otworzyć tą księgę z niezamkniętym rozdziałem i napisać jego kontynuację. W ten oto sposób na świat został wydany krążek Still Alive.

Album otwiera kawałek Saving The Train. W oryginalnej wersji demo Alexz zaczyna śpiewać acapella i podczas pierwszego wersu już słychać muzykę. W wersji albumowej artystka postanowiła zmienić intro i zaśpiewała całą pierwszą zwrotkę acapella. Zabieg ten pomógł osiągnąć efekt dodania pewnej powagi temu utworowi. Alexz ewidentnie chciała pokazać w nowych wersjach tych piosenek, że jej głos, jak i ona sama, bardzo ewoluowali przez ten czas. Sam utwór mówi o poświęcaniu się komuś i o byciu przy kimś, gdy ten nas potrzebuje. Można go też interpretować jako piosenka o oczyszczeniu i chęci przelania złych emocji na kogoś.

Kolejnym utworem jest Chicago. Alexz podzieliła się nim niegdyś z fanami na jej profilu na Myspace zapowiadając album Weight. Nowa wersja zawiera kilka warst wokalnych podczas refrenu. Artystka znajduje w sobie siłę, by uciec od jej drugiej połówki i zacząć swoje życie od nowa. Chociaż czasami będzie ciężko, to jest tego świadoma i gotowa, by zrobić ten krok, a koleś stracił swoją szansę.

Trzeci w kolejce jest kawałek Running with the Devil. Jak sama Alexz zdradziła, miał to być pierwszy singiel z jej debiutu. Piosenka mówi o tym jak bardzo potrafimy się zdołować i zamiast szukać pomocy, wolimy cierpieć, co i tak nie przynosi nam ukojenia.

Living in Colour jest pierwszym premierowym kawałkiem napisanym na tą płytę. Niewątpliwie jest najbardziej tanecznym utworem na płycie. Jeżeli Alexz chciałaby wydać nowy album pełen takich pozytywnych nutek, to jak najbardziej jestem na tak. W odróżnieniu do pozostałych kompozycji, tutaj wyraźnie słychać wpływ muzyki elektronicznej, ale i funku. Jedynym minusem utworu jest wstawka z filmu „Tonite Let’s All Make Love in London”. Trochę wybija ona z rytmu. Mam nadzieję, że Alexz wyda jakiś „single version” tego utworu bez tego dialogu.

Kolej na tytułowy Still Alive. Perełka! Alexz wyznała w naszym wywiadzie, że jest ona o tym, że są ludzie, którzy zawsze są przy tobie bezwarunkowo kiedy nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Ma ona dosyć smutny wydźwięk, gdy bierzesz pod uwagę fakt, że artystka straciła w poprzednim roku swoją siostrę Mackennę, która przegrała walkę z rakiem. Niewątpliwie to ona jest teraz aniołem stróżem Alexz. Wiele osób może z łatwością odnieść się do tego utworu i znaleźć w nim ukojenie. Sama artystka ujawniła, że początkowo miała to być piosenka o miłości dalekodystansowej, ale później wyobrażała sobie jakby jej siostra ją do niej śpiewała z nieba.

Lost and Found to dosyć żywiołowy utwór. Opowiada o pokonywaniu barier i stawianiu czoła ludziom, którzy kładą ci kłody pod nogi. Czuję, że Alexz mogłaby zadedykować ten utwór wielu osobom, które napotkała na drodze.

Nowa wersja Shout diametralnie różni się od pierwotnej wersji. Można powiedzieć, że jest to nowy utwór jedynie samplujący stare Shout. Warstwa liryczna mówi o tym, że Alexz walczy ze swoimi sprzecznościami i zdaje sobie sprawę, że nie pasuje do swojego wybranka, przez co postanawia go zostawić.

Swallowed wydaje się być chwilą wytchnienia po rytmicznych kawałkach. Jednak gdy zagłębiasz się w tekst, napotykasz problem. Utwór jest dosyć metaforyczny i może mieć różne znaczenia. Sam wymyśliłem dwa sposoby na zrozumienie tego tekstu. Jest on o pozostaniu sobą, podczas gdy otacza cię chaos na świecie i nie daniu się przez niego „połknąć”, lub o ludziach, którzy próbują narzucić nam swoje wartości. Druga wersja znaczyłaby, że utwór ma charakter sarkastyczny i pasowałaby do dzisiejszej Polski.

Przyszła kolej na trzeci i ostatni z nowych utworów – No Shame. Jest to kolejny, zaraz po Living in Color, tzw „feel good anthem”. Lekki kawałek o tym, że stara miłość nie rdzewieje. Alexz opowiada w nim o zejściu się ze swoją miłością po tym, jak zrobili sobie przerwę i wyznaje, że nadal go kocha i chce z nim spędzić piątkowy wieczór.

Golden to dosłownie ZŁOTO. Odkąd pierwszy raz usłyszałem ten utwór wiele lat temu, zakochałem sie i moja miłość nadal trwa. Nowa wersja wspaniale oddaje emocje z pierwowzoru, a nawet lepiej. Alexz pokazała tutaj swoje umiejętności wokalne i zdolność pisania pięknych i uczuciowych ballad. Sam wokal z pianinem grającym w tle tworzy przepiękną kompozycję o miłości. Tekst nie jest zbyt skomplikowany, ale pozwola każdemu zinterpretować go we własny sposób i dotyka serducha.

Cały album zamyka utwór, który miał być tytułowym debiutu Alexz Weight. Artystka pozwala emocjom narastać przez pierwsze dwie zwrotki. Potem osiągą pewną kulminację w refrenie, aż w końcu wygasa. Ta gra na emocjach trwa aż do prawdziwej kulminacji, w której Alexz wybucha w długim, wysokim dżwiękiem pod koniec utworu. Tekst jest o uwolnieniu się od wszystkich złych myśli.

Dzięki temu albumowi Alexz i jej fani mogli zamknąć ten rozdział w jej karierze. Jest to wielka mieszanka emocji, które cię pochłaniają i potrafią sprawić, że z łatwością się z nią utożsamisz. Teksty są głęboko metaforyczne, więc mogą mieć wiele znaczeń. Alexz nie zawodzi też swoim wokalem prezentując go w swojej szerokiej gamie. Artystka rysuje dźwiękiem ukazując najskrytsze zakamarki swoich wspomnień i uczuć. Ostatecznie wydawnictwo ma raczej pozytywny wydźwięk. Jedynym minusem albumu jest wstawka z filmu w piosence Living in Colour. Osobom, które znają doskonale pierwsze wersje może przeszkadzać też trochę produkcja. Polecam Wam go przesłuchać od początku do końca i dać się zatracić. Mam też wielką nadzieję, że Alexz kiedyś nagra album pełen utworów takich jak Living in Colour, czy No Shame z elementami funky pop, ponieważ jest to jej całkiem nowa odsłona, której jako fan wcześniej nie znałem i bardzo mi się podoba. Na świecie dzieje się zbyt dużo złych rzeczy i taka muzyka, która podtrzymuje nas na duchu jest bardzo teraz potrzebna.

Fanów Alexz zapraszam też do grupy na Facebooku „Alexz Johnson Polska” :)

Exit mobile version