
W tym roku mija 10 lat od wydania drugiego studyjnego albumu ulubieńca Eurowizji. Albumu, do którego mimo upływu lat wciąż powraca się z niewątpliwą przyjemnością.
Alexander Rybak jest dla mnie jednym z tych twórców, których nie da się nie lubić. Utalentowany, niezwykle pogodny i co bardzo cenne – naturalny. Jego utwory mają w sobie tę wyjątkową magię, sprawiającą, że choć zapętlamy je przez wiele lat, wciąż wiążą się z tak samo pięknymi muzycznymi doznaniami. Tak dzieje się chociażby w przypadku kompozycji z drugiego albumu artysty – No Boundaries. Wydawnictwo to jest zarazem jego ostatnim, niestety, krążkiem w języku angielskim.
Płytę otwiera First Kiss z krótkim, wręcz lekko patetycznym wstępem, z instrumentami smyczkowymi na czele, które towarzyszą nam przez całą kompozycję. Warstwę muzyczną dodatkowo wzbogaca również m.in. piękne brzmienie akordeonu. Urzekający głos Rybaka prowadzi nas przez miłosną historię, opowiedzianą w ciekawy sposób: „Deep in your heart / There’s a small hidden room / And you know that I hold the key / You’re gonna travel all over the world / Places where I’ll never be”.
Druga z pozycji na płycie – Europe’s Skies -to jeden z największych hitów muzyka. Charakterystyczne dla Rybaka skrzypce obejmują pierwszy plan, w tle pojawiają się m.in. urywane dźwięki klawiszy, refren szybko zapada w pamięci, a klip zabiera nas w zachwycającą podróż do Norwegii.
W nieco innym klimacie, zagłębiającym się w elektronikę, utrzymana jest kolejna ścieżka – I’m In Love. Pomimo tego, że artysta przyzwyczaił nas do zupełnie innych brzmień, kawałek się obronił i w nieoczywisty sposób ożywił płytę. Charakter popowo – folkowy powraca jednak szybko, bo już w kolejnym, pogodnym numerze – Oah – singlu promującym wydawnictwo. Piosenki tej można wysłuchać też w wersji rosyjskiej (Strela Amura), nie znalazła się ona jednak na albumie.
Zmiana nastroju nadchodzi wraz z balladą 5000 Letters. Na prowadzenie wysunięty pozostaje tu poruszający wokal Alexandra, podkreślony subtelną linią melodyczną i równie subtelnym kobiecym chórkiem. „Once we were strangers / Today we are family / Mountains won’t keep us apart…”.
Piosenka Dare I Say niesie za sobą z kolei nieco baśniowy charakter, przede wszystkim za sprawą marzycielskiej melodii – początkowo prowadzonej przez delikatne dźwięki pianina, przez podniosłą partią smyczków, do zwolnionego, wręcz lekko urwanego zakończenia. Głos Alexandra zdaje się być stworzony do takich kompozycji.
Równie podniosły muzycznie jest kolejny utwór – Suomi. Świetnie wypada tu wplecenie fragmentu opartego na delikatnym wokalu kobiecego chórku i wyższej partii głosu Rybaka, aż do ponownego przejścia do mocnego, wyrazistego refrenu. Następna pozycja – Why Not Me – to kolejny eksperyment – tym razem pójście w stronę rockową, z uwydatnionym brzmieniem gitary elektrycznej i perkusji. O dziwo, ta zabawa muzyką również nie zawodzi.
Przedostatnia ścieżka to optymistyczne, instrumentalne, utrzymane w czysto folkowym klimacie Barn Dance. Nawiązujące zarówno tytułem, jak i melodią, do różnych form tańca do muzyki w stylu ludowym. Z iście swojskiego klimatu wracamy do krainy baśni, w zamykającym krążek coverze – Disney Girls, tj. piosenki w oryginalne wykonywanej przez The Beach Boys. Choć fanką coverów nie jestem i najczęściej preferuję pierwotne wersje utworów, tak w tym przypadku częściej powracam do absolutnie urzekającego mnie wykonania Rybaka.
Album No Boundaries pokazuje niejedno oblicze artysty – co mi osobiście przypadło do gustu i w tym lekkim misz-maszu gatunkowym odnajduję się bezproblemowo.
Doskonała warstwa muzyczna, ze szczególnym naciskiem tego komplementu w przypadku wręcz orkiestrowych, absolutnie chwytających za serce dźwięków, do tego proste, ale nie nazbyt banalne teksty. Plus oczywiście przepiękny głos, potrafiący zabrać słuchacza do krainy różnorodnych wspomnień, rozmyślań, emocji. Alexander Rybak ma ogromny talent, a jego zaletą i przekleństwem jednocześnie jest to, że nie próbuje na siłę wpisać się w schematy współczesnej muzyki. Za co osobiście niezwykle go cenię. Prawdziwy artysta.

